Eric Gordon pogrążył Suns
Po tym spotkaniu z jednej strony bardzo się cieszyłem, a z drugiej byłem mocno niezadowolony. Wiadomo, gdy przegrywają Suns z Marcinem Gortatem, którym kibicuję nie jestem zbyt szczęśliwy, ale za to mój wybór w lidze fantasy, czyli Eric Gordon już w pierwszym meczu pokazał słuszność mojego wyboru.
Gordon jest nowym franchise playerem w Hornets i będzie w tym sezonie bił się o miejsce w pierwszej piątce strzelców ligowych. A jak będzie częściej grał przeciw takim defensywom, jak ta, którą pokazali Suns, to może walczyć o palmę pierwszeństwa z Kevinem Durantem.
Takich łatwych wejść pod kosz, jakie miał w tym spotkaniu, to nie ma często na treningach. Komentatorzy przestali liczyć przy szóstym prostym layupie. To jest największy problem Suns – defensywa. Tak niski wynik punktowy po stronie Hornets zawdzięczają ich słabej ofensywie.
Widać często było brak zgrania, co uwidacznia liczba zaledwie 10 asyst. Inna sprawa, że jedynym rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia był rezerwowy Greivis Vasquez. Pierwszopiątkowy Jarrett Jack był zawieszony na jedno spotkanie z powodu wykrycia niedozwolonych substancji w jego organizmie jeszcze w trakcie poprzedniego sezonu.
Suns nie potrafili wykorzystać ewidentnej słabości rywali, ale sami też mieli wiele problemów w swojej grze. Jedyny bardzo dobry moment mieli na starcie trzeciej kwarty, kiedy pierwsza piątka odrobiła nawiązką straty do Hornets. Świetnie dyrygował wtedy drużyną Steve Nash, który z pierwszych sześciu koszy zaliczył cztery asysty, a pozostałe dwa były jego dziełem.
Potem jednak weszli rezerwowi i poza Robinem Lopezem i Markieffem Morrisem prezentowali się bardzo słabo. Shannon Brown trafił 1 z 8 rzutów i grał tak, jakby nawet nie liznął ustawień proponowanych przez Alvina Gentry’ego. Podobnie Ronnie Price i Sebastian Telfair, którzy mieli rozgrywać gdy na boisku nie było Nasha.
Z pierwszego składu zawiedli Channing Frye i Grant Hill. Szkoda, że więcej minut nie dostał Gortat, ale najlepsze w życiu spotkanie grał Lopez i w sumie nie ma się co dziwić, że to on grał w końcowych minutach na boisku.
Hornets pokazali jak bardzo wyrównany skład mają i już wiadomo, że to będzie ich główną siłą w tym sezonie. Monty Williams już teraz umiejętnie to poukładał i im dłużej będzie ich prowadził, tym lepiej ta gra będzie wyglądała. Czy mają szanse na playoffs? Myślę, że tak, choć to dopiero pierwszy mecz sezonu za nimi.
Phoenix Suns (0-1) – New Orleans Hornets (1-0) 84:85
PHX: Robin Lopez – 21 (7 zb), Steve Nash – 14 (12 as), Marcin Gortat – 13, Jared Dudley – 9 (8 zb), Markieff Morris – 7 (9 zb), Josh Childress – 7, Grant Hill – 6 (7 zb), Channing Frye – 3, Shannon Brown – 2, Sebastian Telfair – 2, Ronnie Price – 0
NOH: Eric Gordon – 20, Carl Landry – 14 (7 zb), Trevor Ariza – 13 (7 zb), Marco Belinelli – 10, Greivis Vasquez – 10 (3 prz), Chris Kaman – 10, Emeka Okafor – 4 (9 zb), Jason Smith – 4, Al-Farouq Aminu – 0, Carldell Johnson – 0












no Eric w fantasy to dobry wybór w tym sezonie