Dzień w akapitach: 11.12

Kyrie Irving /fot. Flickr

5 spotkań i żadne z nich nie skończyło się różnicą większą niż 7 punktów. Były zacięte końcówki, kontrowersje i coraz większy znak zapytania przy Lakers. 

Brooklyn Nets – New York Knicks 97:100

Carmelo Anthony był skuteczny do bólu. Rzucił 45 punktów, zostawiając najlepsze na ostatnie 12 minut. Trafił w czwartej kwarcie 5 z 6 rzutów z gry, w tym jedną trójkę, dorzucił 4 osobiste bez pudła i 3 zbiórki w ataku. Do tego niezawodny Jason Kidd, który trafił najważniejszą trójkę w meczu. Trochę przyaktorzył, wyciągając prawą nogę w bok, za co sędziowie odgwizdali faul. Jak jednak mówi Rasheed Wallace, Ball don’t lie, więc piłka przy osobistym nie wpadła do kosza. Nets przegrali ten mecz daleko od kosza. Z pomalowanego zmiażdżyli Knicks 48:20, trafiając fantastyczne 24 z 32 rzutów (75%). Knicks pozwolili tylko na trafienie co trzeciej próby (10/30). Sami jednak pudłowali z obwodu. Trafili 4 z 18 trójek i spudłowali dwie najważniejsze próby w ostatnich sekundach, będąc na naprawdę przyzwoitych pozycjach.

Cleveland Cavaliers – Los Angeles Lakers 100:94

Kyrie Irving wrócił do gry po trzech tygodniach nieobecności i od razu załawił Cavs zwycięstwo nad Lakers. Zdobył 28 punktów, rozdał rekordowe w tym sezonie 11 asyst. Miał też wsparcie od pozostałych kolegów z drużyny. C.J. Miles rzucił 28 punktów, a Anderson Varejao dołożył 20 oczek, 9 zbiórek i 5 asyst. Zatrzymał też Dwighta Howarda, który co prawda rzucił 19 punktów i zebrał 20 piłek, ale z gry trafił tylko 3 razy na 9 prób. W ogóle cała drużyna Lakers poza Bryantem trafiłą tylko 15 z 47 rzutów z gry (31.9%). Sam Kobe próbował jak tylko mógł, rzucił 42 punkty, trafił 16 z 28 rzutów z gry, ale zaczyna mieć juz dosyć: „To jeden z natrudniejszym momentów w mojej 17-letniej karierze. Mamy odpowiednią ilość talentu i odpowiednich ludzi, żeby wygrywać, ale tego nie robimy. Jestem bardzo zawiedziony. To strasznie frustrujące.”


Detroit Pistons – Denver Nuggets 94:101

Ten mecz miał być pojedynkiem dwóch zawodników, którzy mieli poprowadzić swoje drużyny w erze po Chauncey Billupsie. Ty Lawson wyszedł zwycięsko z tego pojedynku, zarówno indywidualnie (26 pkt., 7 as., 4 prz.), jak i drużynowo. Rodney Stuckey jest jednym z największych rozczarowań tego sezonu, ale akurat w meczu z Nuggets nie zagrał najgorzej. 17 punktów to niezły wynik, ale już 5 strat i 6 fauli pogarsza ten stan. Nuggets udało się zatrzymać Grega Monroe, człowieka, który potrafi zrobić różnicę na korzyść Pistons. Odpuścili Jasona Maxiella, ale nie jest groźny na dłuższą metę. Może to wreszcie czas, żeby Bryłki poszły w górę tabeli.

New Orleans Hornets – Washington Wizards 70:77

Wizards wygrali 3 z ostatnich 6 meczów i wreszcie można o nich zacząć mówić pozytywnie. Najbardziej o Jordanie Crawfordzie, który w ostatnich 7 meczach rzuca średnio 19.9 punktu na mecz. Jak do tego dodamy niezłą formę Bradleya Beala (12.7 pkt. w 10 meczach), to mamy wreszcie 2 graczy, na których Wizards mogą liczyć. Do formy powoli wraca Nene, który skończył mecz z pierwszym w tym sezonie double-double. A Hornets nie udało się odpowiednio przywitać wracającego do zdrowia Anthony Davisa. Greivis Vasquez wybrał się na konwent murarzy (2/14 z gry), podobnie Ryan Anderson (7/21 z gry). Najskuteczniej rzucał Austin Rivers (5/8), co jest zaprzeczeniem wszystkiego, co dotychczas o nim wiedzieliśmy.

Chicago Bulls – Los Angeles Clippers 89:94

Clippers urządzili sobie w Chicago zawody we wsadach. Przy okazji wygrali siódmy raz z rzędu, w czwartej kwarcie zdobywając 4 z 10 koszy wsadami. Tym razem Blake Griffin (22 pkt., 10 zb.) i Chris Paul (18 pkt., 4 as.) musieli pojawić się w czwartej kwarcie, bo Jamal Crawford uzbierał najmniej w tym sezonie – 10 punktów. Clippers zdominowali Bulls w strefie podkoszowej, zdobywając 50 punktów z pomalowanego, a na obwodzie gracze Chicago nie mieli za bardzo czym odpowiadać, bo duet Luol DengMarco Belinelli trafił łącznie 9 z 36 rzutów z gry (25%). Clippers brakuje już tylko jednej wygranej, do wyrównania rekordu klubu pod względem liczby kolejnych zwycięstw. 8 razy z rzędu triumfowali w rozgrywkach 1991/92 czyli już ponad 20 lat temu. Nie powinni mieć większego problemu z wyrównaniem tego wyniku, bo najbliższy mecz grają z Bobcats.

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy