Doug Collins pozdrawia Toma Thibodeau

Trzecia porażka w sześciu ostatnich meczach i obraz gry Byków niczym jazda na rollercoasterze. 76ers z kolei nie przestają zaskakiwać i są na najlepszej drodze, by już wkrótce przeskoczyć i Bulls i Heat w wyścigu po pierwsze miejsce we wschodniej konferencji.

Zdziwieni? Ja też, ponieważ właśnie po to Doug Collins został ściągnięty do Filadelfii – by „naprostować” szóstki. Zrobił to kompleksowo, zaczynając od defensywy i powoli przechodząc do ataku, bowiem przewaga Sixers zarysowała się tej nocy na obu frontach. Kogo powinni za to obwiniać fani Chicago Bulls? Przyjmijmy, że kontuzje – mam jednak inną teorię.

Za pośrednictwem Lavoya Allena dowiedzieliśmy się kto ma przewagę pod koszem, z kolei Jrue Holiday i Louis Williams „wypenetrowali” 11 asyst i właściwie tylko na nich Byki miały sensowną odpowiedź w osobie Derricka Rose’a. Problemy w bezpośrednich pojedynkach i obronie jeden na jednego ekipy z Chicago bardzo dobrze wykorzystywał dynamiczny, szybki z potężną dawką energii w ręce – Andre Iguodala. Zdobył tej nocy 19 punktów, miał 9 asysty i trafił 2 ze swoich trzech rzutów z dystansu. To on był sternikiem Sixers, gdy Ci runem 16:2 w pierwszej kwarcie spotkania niemal starli obronę gości z powierzchni ziemi.

Już od bardzo dawna nie widziałem tak bezradnych Bulls i – co ciekawsze – tak bezradnego Toma Thibodeau. Widząc poczynania sowich podopiecznych przestał drzeć gardło przy linii bocznej, a gdy było już po wszystkimi – wywiesił białą flagę i całą czwartą kwartę grał rezerwowym składem, by nieco dać odpocząć pierwszej piątce przed starciem z Knicks. W pomalowanym Sixers wypunktowali Byki 28:46 i zebrali 43 piłki przy – najlepiej zbierającym zespole w lidze, który tych piłek zebrał 37. Gołym okiem było widać, jak gruntownie przygotowywali się na to starcie, bowiem bardzo dobrze ustawiali się do zbiórek i tym samym odcięli od gry Joakima Noah. Francuz w pojedynku post-up jest niezwykle apatyczny i bez swoich dynamicznych ruchów pod koszem ma ograniczone możliwości strzeleckie, z kolei jego próby z półdystansu czasami wołają o pomstę do nieba.

Bezpośrednio przed spotkaniem czytałem zapowiedź Sama Smitha – bloggera z bulls.com. Mówił on o tym, jak wielki wpływ na grę Szóstek ma ich ławka rezerwowych. Pozostałem wobec tych słów bezstronny, by móc sam się o tym przekonać. Przeciwko Bulls gracze rezerwowi 76ers zdobyli 50 z 98 punktów zespołu i już mam wystarczająco dużo powodów, by poprzeć Smitha. Collins posiada dwa składy, którymi może rotować w nieskończoność, ponieważ zachował między nimi odpowiedni balans możliwości. Bykom tego zabrakło, o czym mówi Thibodeau: „Nasza reakcja na piłkę była fatalna, defensywa jeszcze gorsza”. Sixers zmusili Byki do pracy ponad możliwości i niestety ich tempo gry ukazało całą gamę niedoskonałości zespołu z Wietrznego Miasta.

Już w następną noc Chciago Bulls zmierzą się z New York Knicks, do których wrócił Carmelo Anthony. Jeżeli zawodnicy z Madison Square Garden nagle odnajdą utracony potencjał, to możemy oczekiwać niespodzianki. Sixers mają z kolei przed sobą trudne wyzwanie w Miami.
Śledź autora tekstu na twitterze