Dobry Gortat, wybitny Kobe – Lakers za mocni dla Suns
Los Angeles Lakers pokonali 99:83 ekipę Marcina Gortata, Phoenix Suns. Nasz zawodnik może mówić o kolejnym dobrym występie: 18 punktów I 12 zbiórek w 35 minut gry na pewno zadowoliło każdego kibica znad Wisły. Nie wystarczyło to jednak na fenomenalnego tej nocy, Kobe Bryanta – 48 punktów mówią same za siebie.
Prawie 19 tysięcy widzów w Staples Center będzie długo wspominać kolejny świetny mecz Black Mamby. Warto dodać, że przy okazji ostatniego starcia ze Słońcami, lider Jeziorowców także popisał się niecodzienną skutecznością zdobywając 42 oczka.
To jednak goście w pierwszych fragmentach potyczki wyglądali na lepiej dysponowanych, dzięki dobrze dysponowanym podkoszowym prowadzili już 9-punktami. Żółto-fioletowi przebudzili się jednak w drugiej części pierwszej ćwiartki zaliczając sensacyjny run 15-0. Aż 13 punktów zdobył wówczas Kobe.
Druga kwarta nie przyniosła nam jednak szczególnych zmian. Jeziorowcy potrafili obronić się przed naporem Suns i zdołali powiększyć swoją zaliczkę do kilkunastu oczek. W ekipie Mike’a Browna coś zaczęło się jednak z czasem mocno burzyć, a przyjezdni jak małe mrówki pracowicie odrabiały straty, niwelując ją do 4 punktów.
Po przerwie obie ekipy nie miały już siebie czym zaskoczyć i trwała ostra walka punk za punkt. Warto nadmienić, że była to najlepsza ćwiartka w wykonaniu naszego zawodnika, który brylował w ataku i obronie. W dużej mierze to dzięki niemu, Phoenix jeszcze łapało kontakt z Lakers, bo w trans wpadł ponownie Black Mamba, który po 3. Kwarcie rzucił już 32 oczka.
To niesamowite, ale Kobe zdobył jeszcze połowę tej zdobyczy w kolejnej kwarcie, czym na dobre zamknął usta wszelkim krytykom. Season high 48 pts musi robić wrażenie, szczególnie, że weźmie się pod uwagę 18/31 z gry – a jak wiemy Kobe nie grzeszy skutecznością. Dzięki jego grze i braku argumentów po drugiej stronie, widzowie nie musieli się martwić o wynik do samego końca.
Highlighty:











