Debiut o wielkiej wadze?

Pojedynek przyszłych legend – Kobe Bryant zdominował pierwsze 10 lat XXI wieku w NBA, a LeBron James ma szansę być najwybitniejszym koszykarzem drugiej dekady. Obaj z dużą przewagą i równie niespodziewanie prowadzą w lidze pod względem ilości zdobywanych punktów.  Kobe po generalnym remoncie kolana i mimo kontuzji nadgarstka znów rusza się jak młodzieniaszek, a LBJ, choć trudno w to uwierzyć, wciąż robi postępy.

Jednak wydarzeniem może być zapowiadany od początku sezonu debiut w barwach Miami Heat Eddy’ego Curry’ego. Z racji kulinarnych skłonności i tendencji do tycia przez ostatnie lata mógł być raczej twarzą sieci fast-foodów, bądź wspólnie z Georgem Foremanem reklamować grille. Ale Curry ma też niemałe umiejętności gry na pozycji centra. Ewentualne przywrócenie go do formy godnej zawodowego sportowca mogłoby stanowić brakujący element układanki dla Heat i uczynić ich drużyną absolutnie niepokonaną.

Dziś w Kinie Nocnym polecam mecz Miami Heat-Los Angeles Lakers (początek transmisji o godz. 2 polskiego czasu).

DJ Strawberry

 

Zapowiedzi naszego czytelnika – Filipa Jaśkiewicza

Miami Heat (9-4) – Los Angeles Lakers (10-5)

Tych drużyn nikomu nie trzeba przedstawiać. Spotkanie które jest promowane w Miami pod hasłem ,,Back In Black’’, powinno przynieść nie lada emocji kibicom, którzy się zdecydują ustawić budzik na 2.00. Pierwszy i ostatni raz w tym sezonie Żary wystąpią w ciemnych koszulkach we własnej hali, ale chyba nie to nas interesuje najbardziej.

Ofensywa Miami ciągle bez D-Wade’a, za to napędzana przez LeBrona i CB1, stawi czoło nadal głodnemu zwycięstw Kobemu. Heat podbudowane efektownym zwycięstwem ze Spurs, będzie próbowało podtrzymać dobrą passę. Agresywny Lebron, który nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności, wyciągnięcie Bynuma z trumny i dobra obrona przeciw Czarnej Mambie może się okazać kluczowa do wygranej.

Dobrze wiemy, że Kobemu ciężko się gra przeciw pozyskanemu tego lata Battierowi. To może być dla niego duże wyzwanie.  Wierzcie mi, będzie na co patrzeć.

A teraz Lakers. Na pewno Kobe, a potem? No właśnie, a potem długo nic. W tym roku jest naprawdę niesamowity, serie 40-punktowe nie robią na nim wrażenia, jednak cały zespół jest nijaki. Jeżeli role playerzy zdejmą ciężar zdobywania punktów z jego barków, ławka da właściwy impuls, a wysocy się przebudzą możemy być świadkami naprawdę zaciętego widowiska.

Będzie to pojedynek z gatunku tych, w których o wygranej decyduje większa perfekcja jednej z drużyn. Czyj system będzie lepiej naoliwiony?

 

Houston Rockets (7-7) – New Orleans Hornets (3-11)

Houston po 4 zwycięstwach z rzędu na pewno są lepiej nastawieni psychicznie. Z kolei na drugim biegunie znajdują się Szerszenie, którzy bez swojego lidera Erica Gordona zaliczyli 5 kolejną porażkę. Jeden zespół będzie się starał odbić od dna, a drugi przedłużyć swoją serię. Wygląda że będziemy świadkami twardego pojedynku o każdy milimetr parkietu. Spotkania tego typu może i nie są zbyt efektowne, ale przypominają pojedynek bokserski. Zapraszam i życzę wam miłego oglądania.

 

Utah Jazz (9-4) – Dallas Mavericks (8-7)

Dallas rozczarowani końcówką w Los Angeles, będą próbowali poprawić sobie humory w Utah. Nie będzie to proste. Jazzmani w tym sezonie spisują się co najmniej dobrze, a przy okazji  są zbudowani zwycięstwem z Clippers. Pomóc im w tym mają dwie wieże, w postaci Ala Jeffersona i Paula Millsapa. Jeśli wykorzystają fakt, że Dallas w tym sezonie klasowych środkowych niestety nie ma, będą mogli cieszyć się z wygranej, albo co najmniej kilkudziesięciu punktów dostarczonych przez tych Panów.