Dallas Mavericks mistrzami NBA

„Wielcy gracze są jak śmierć i podatki. Zawsze Cie dorwą.” Tak skomentował powrót do normalnej dyspozycji Dirka Nowitzkiego w drugiej połowie meczu komentujący to spotkanie Mark Jackson po tym jak MVP finałów odbił się po fatalnej pierwszej połowie, w której trafił tylko 1 z 12 rzutów z gry.

Dallas Mavericks są nowymi mistrzami NBA. Po drodze pokonali obrońców tytułu LA Lakers 4:0. Następni odesłali do domów przyszłych wielkich ligi – Oklahoma City Thunder w pięciu szybkich meczach, by w końcu pokonać tych najbardziej nielubianych i jednocześnie najtrudniejszych do ogrania Miami Heat.

W ostatnim meczu nie było zawodnika, który by zawiódł. Ostatnim, który zaczął grać na swoim normalnym poziomie był Nowitzki. Obudził się jednak w najważniejszym momencie, zdobywając 10 punktów w czwartej kwarcie.

Po kolei – Tyson Chandler miał w tym spotkaniu kłopoty z faulami, ale pomimo tego dał swojej drużynie to, po co przyszedł do Dallas. Agresywną grę w obronie i zbiórki ofensywne. Shawn Marion w całych playoffs pokazał, że jest jednym z najlepszych obrońców w całej lidze, po tym jak do listy swoich ofiar dopisał LeBrona Jamesa. J.J. Barea w końcu zagrał takie spotkanie, jak w poprzednich seriach. Zdobywał punkty spod samego kosza, po zabójczych pick’n'rollach, które kończył skutecznie ośmieszając obronę Heat.

Wreszcie Jason Kidd, najstarszy uczestnik finałów, po raz kolejny świetnie dyrygował drużyną, zaliczając aż 8 asyst przy zaledwie 2 stratac. Po zakończeniu meczu powiedział, że zostało mu jeszcze paliwa na 2-3 kolejne lata gry. No i Jason Terry, który od momentu jak został skrytykowany po trzecim meczu przez Nowitzkiego, nie zagrał już słabego spotkania. Tym razem był jego najlepszym uczestnikiem. Rzucił 27 punktów na kapitalnej skuteczności 11 z 16 rzutów. W pierwszej połowie zażartowali sobie nawet amerykańscy komentatorzy, że trener Rick Carlisle powinien mu nie pozwolić zejść na przerwę, tylko powinien dalej rzucać, bo tak świetnie mu szło.

I na koniec Ci rezerwowi, którzy mieli teoretycznie najmniejszy wpływ na grę, bo grali najmniej minut, ale w najważniejszych momentach dostarczali to, co było potrzebne – poświęcenie i determinacja. Inaczej nie można scharakteryzować trójki Brian Cardinal, DeShawn Stevenson i Ian Mahinmi. To oni w tym meczu swoimi rzutami za trzy, łapaniem rywali na faule ofensywne, czy w końcu trafianiem buzzer-beaterów także świetnie budowali atmosferę mistrzostwa.

Co do Heat, to ostatni mecz był w ich wykonaniu najgorszy. James po raz kolejny zagrał średnie spotkanie. Zaczął świetnie, trafiając pierwsze 4 rzuty, ale im dłużej mecz trwał, tym gorzej grał. Skończył z 21 punktami, ale też z 6 stratami przy 6 asystach. W końcowych minutach trafił jedną trójkę, ale była ona tak samo ważna, jak 2 punkty zdobyte w meczu numer 5, czyli zupełnie nieistotne. Szokujący jest na pewno bilans drużyny. Gdy był na boisku Heat przegrali te minuty aż 24 punktami.

Dwyane Wade został ograniczony do zaledwie 17 punktów. Na ile na to wpływ miała kontuzja biodra z poprzedniego meczu możemy się nigdy nie dowiedzieć. Na pewno mu nie siedział rzut, bo trafił tylko 6 z 16 prób, do tego spudłował też 2 wolne. Dziurę łatali Chris BoshMario Chalmers, którzy grali niezłe spotkania.

W tym wszystkim jednak czegoś zabrakło. Nie było tej dominacji indywidualnej, którą narzucić potrafi niewielu graczy w tej lidze, a akurat w Heat jest aż 2 takich zawodników. Przez to cały mecz był rozgrywany pod dyktando rywali i nie było zbyt dużych szans na wygraną dla gospodarzy.

Teraz przed nimi bardzo trudne lato pod względem decyzyjnym. Na pewno będą musieli wzmocnić skład, jednocześnie go odmładzając. Mają zbyt krótką ławkę rezerwowych, która mimo kilku dobrych występów ogranicza się jednak wyłącznie do 2-3 graczy. Potrzebne jest im dużo dodatkowego atletyzmu i możliwe, że też potrzebny jest nowy szkoleniowiec.

Erik Spoelstra na pewno jest jednym z najlepszych w swoim fachu, ale te finały pokazały, że nie potrafi zmienić taktyki drużyny w najważniejszym momencie. Ratowanie się nagle Eddie Housem było jakimś pomysłem, ale myślę, że nie wystarczającym na tych rywali. Miałoby to większy sens, gdyby House był wcześniej regularnie w rotacji, a tak to wszedł z marszu w grę. Co prawda dorzucił kilka ważnych punktów, ale w ten sposób raczej się nie gra, szczególnie w finałach.

Skończył się jak dla mnie fantastyczny sezon. Działo sie w nim naprawdę wiele. Szkoda tylko, że kolejny może nam wszystkim pokrzyżować lokaut, ale bądźmy dobrej myśli.

Heat: LeBron James – 21 (6 as, 6 strat), Chris Bosh – 19 (8 zb), Mario Chalmers – 18 (7 as, 3 prz), Dwyane Wade – 17 (8 zb, 6 as, 5 strat), Udonis Haslem – 11 (9 zb), Eddie House – 9 (3×3), Joel Anthony – 0, Mike Miller – 0, Juwan Howard – 0

Mavs: Jason Terry – 27 (3×3), Dirk Nowitzki – 21 (11 zb), J.J. Barea – 15 (5 as), Shawn Marion – 12 (8 zb), Jason Kidd – 9 (8 as), DeShawn Stevenson – 9 (3×3), Tyson Chandler – 5 (8 zb), Ian Mahinmi – 4, Brian Cardinal – 3

Skrót meczu:

Komentarze

komentarzy