Czekając na powrót Rose’a – zapowiedź spotkań z 13 stycznia
Dziś piątek trzynastego, więc dzień pechowy dla przesądnych. Amerykanie są bardzo przesądnym narodem i już wczoraj w Inside the NBA dużo mówili o tym, że zbliża się ten najgorszy dzień w roku. Z naszego punktu widzenia nie będzie jednak tak źle, bo będzie aż 11 spotkań, w tym kilka bardzo ciekawych.
Mecz dnia:
Boston Celtics (4-5) – Chicago Bulls (10-2)
Początek o 2:00 czasu polskiego. Byki wygrały raz bez Derricka Rose’a, bo mecz życia zagrał John Lucas. Po tym jak poradził sobie z Johnem Wallem, nie będzie mu tak łatwo z Rajonem Rondo. Bulls mają jednak nadzieję, że Rose wróci do gry, bo z nim w składzie drużyna gra zupełnie inaczej. Sam Derrick ma na pewno w pamięci jedną z najlepszych serii playoffs z 2009 roku, kiedy to Zieloni potrzebowali aż 7 spotkań, żeby pokonać Byki. O tym czy zagra zadecyduje to jak się będzie czuł po rozgrzewce.
Toronto Raptors (4-7) – Indiana Pacers (7-3)
Początek o 1:00 czasu polskiego. Pacers już raz w tym sezonie przegrali w Kanadzie i na pewno za nic nie będą chcieli powtórki. Występ Andrei Bargnaniego stoi pod znakiem zapytania, co może być najgorszym, co spotka Raptors. Z nim na boisku Dinozaury rzucają aż o 13 punktów więcej na 100 posiadań. W Pacers z kolei dobrze zagrał Danny Granger, który po raz pierwszy przekroczył 50% skuteczności swoich rzutów przeciwko Hawks.
Philadelphia 76ers (7-3) – Washington Wizards (1-9)
Początek o 1:00 czasu polskiego. Czy Sixers mogli trafić na łatwiejszy mecz do odbicia się po porażce z Knicks? Wizards przegrywają z każdym (poza Raptors) i w każdy możliwy sposób. Bardzo możliwe, że nawet braterska miłość, którą roztoczą gracze Szóstek nie wystarczą, żeby dać jakiekolwiek szanse Czarodziejom.
Charlotte Bobcats (2-9) – Detroit Pistons (2-9)
Początek o 1:00 czasu polskiego. W tym meczu wskazanie faworyta graniczy z cudem. Na szczęście naprzeciw siebie staną czołowi debiutanci Kemba Walker i Brandon Knight, więc chociaż ten pojedynek może być ciekawy.
New Orleans Hornets (3-7) – Minnesota Timberwolves (3-7)
Początek o 2:00 czasu polskiego. Ricky Rubio przyjeżdża do miasta, w którym jeszcze niedawno rządził najlepszy rozgrywający ligi. Wolves mają dużą szansę wygrać ze słabymi Hornets i potwierdzić, że okolice 10. miejsca w konferencji zachodniej jest jak najbardziej w ich zasięgu.
Houston Rockets (3-7) – Sacramento Kings (4-7)
Początek o 2:00 czasu polskiego. Dwa dni po wygranej w Toronto, Kings przyjeżdżają do Teksasu. DeMarcus Cousins ma za sobą najlepszy występ w sezonie, a przed sobą Samuela Dalemberta, który po roku wspólnego grania i trenowania zna wszystkie zwody swojego rywala. Na obwodzie pojedynek tego, który miał być najwszechstronnniejszym point guardem ligi (Tyreke Evans) z tym, który jest nim teraz (Kyle Lowry).
Dallas Mavericks (6-5) – Milwaukee Bucks (4-6)
Początek o 2:30 czasu polskiego. Bucks u siebie i na wyjeździe to Dr Jekyll i Mr Hyde. Tym razem przyjadą do Dallas, by odebrać srogie lanie. Jeśli jakimś cudem wygrają, to pewnie Dirk Nowitzki będzie mógł zacząć naukę jodłowania.
San Antonio Spurs (7-4) – Portland Trail Blazers (7-3)
Początek o 2:30 czasu polskiego. Mr Fundamental starej daty kontra Mr Fundamental upgrade’owany. Innymi słowy Tim Duncan kontra LaMarcus Aldridge. Skrzydłowy Blazers jest w moim rankingu numerem 1 wśród silnych skrzydłowych w lidze. Gra w oldschoolowy sposób. Duncan ma jeszcze w zanadrzu parę sztuczek, a u siebie w hali o tablicę trafi nawet z parkingu.
Phoenix Suns (4-6) – New Jersey Nets (2-9)
Początek meczu o 3:00 czasu polskiego. Dziadkowie z Phoenix zagrają dzień po dniu. Ich nowym zbawcą ma być Michael Redd, którego kolana były już po drugiej stronie rzeki, ale gdy zobaczyły napis Phoenix a horyzoncie spróbowały jeszcze raz. Nets nic w tym roku nie grają, co nie znaczy że się położą. Marcin Gortat musi poprawić zastawianie, bo inaczej Kris Kardashian Humphries będzie kolejnym graczem, który pobije rekord sezonu w zbiórkach.
Denver Nuggets (7-4) – Miami Heat (8-3)
Początek o 4:30 czasu polskiego. Heat mają za sobą dwie porażki i nikt nie mówi o tym, że ta seria się na pewno skończy. Obie drużyny są przeciwieństwami. Heat są zogniskowani wokół 2 graczy, a Nuggets wokół 7 graczy. Kto zatrzyma tym razem LeBrona Jamesa? On sam?
Los Angeles Lakers (8-4) – Cleveland Cavaliers (5-5)
Początek o 4:30 czasu polskiego. Mike Brown zagra po raz pierwszy przeciwko swoim byłym podopiecznym. Paru graczy jeszcze pamięta jak u niego grało i na pewno będzie im miło się spotkań i powspominać stare czasy. Jak skończą, na boisko wejdzie Kobe Bryant i rzuci swoje mnóstwo punktów, po czym Lakers odjadą w stronę zachodzącego słońca w USA, a wschodzącego w Polsce.











