Czekając na D’Antoniego

Kobe Bryant i Tony Parker /fot. Flickr

Aż 79% waszych głósów dostał mecz między Lakers, a Spurs i nie ma się co dziwić. Szczególnie teraz, gdy znany jest już nowy szkoleniowiec, który na pewno bacznie będzie się przyglądał swoim nowym podopiecznym.

Mecz dnia: Los Angeles Lakers (3-4) – San Antonio Spurs (6-1) – godz. 04:30

W Los Angeles wreszcie trochę spokoju. W piątek drużynę pierwszy raz poprowadzi Mike D’Antoni. Do tego czasu drużyną będzie rządził Bernie Bickerstaff razem z… Chrisem Duhonem. Do kontuzjowanego Steve’a Nasha dołączył Steve Blake, którego do lekarza zawiózł Kobe Bryant swoim helikopterem. Na szczęście Lakers zagrożony jest występ Tony’ego Parkera, którego z występu w poprzednim meczu wykluczyła choroba. Przechodzą ją też Stephen Jackson i Tim Duncan, ale oni powinni zagrać w tym meczu.

Kluczem do dobrej gry Spurs jest ograniczenie strat. W meczach u siebie notują zaledwie 13.8 strat, a na wyjazdach za każdym razem minimum 20. Ostatni mecz wygrali Spurs 112:91 w hali Lakers. Wtedy pod nieobecność Kobe Bryanta szalał Tony Parker, rzucając 29 punktów i rozdając 13 asyst.

Warto zobaczyć: Orlando Magic (2-4) – New York Knicks (4-0) – godz. 01:00

Ostatni niepokonany zespół ligi, Knicks, przyjedzie do Orlando, żeby przedłużyć najlepszy start zespołu od 19 lat. Na razie są mocni po obu stronach parkietu. Rzucają 104.5 punktu na mecz, a tracą zaledwie 87.5 przy skuteczności rywali na poziomie 40.7%. Oba te obronne wskaźniki są najlepsze w całej lidze. Liderem drużyny jest zdecydowanie Carmelo Anthony, który zaskakuje swoim zaangażowaniem w obronie. Drużynę świetnie uzupełniają weterani, którzy póki co są zdrowi.

Na ich drodze stanie zespół, który od początku rozgrywek był skazywany na zajęcie ostatniego miejsca w konferencji wschodniej. Rozpoczęli od dwóch wygranych, by kolejne cztery mecze przegrać, rzucając w nich średnio 77.5 punktu na mecz. Pod znakiem zapytania stoi powrót Jameera Nelsona. Ponoć już trenował, grając jeden na jednego z trenerem Jacque’iem Vaughnem, ale może nie zdążyć na mecz z Knicks.


W sumie też warto zobaczyć: Brooklyn Nets (3-2) – Cleveland Cavaliers (2-5) – godz. 01:30

Kyrie Irving i spółka kończą serię sześciu meczów wyjazdowych, w której sam Kyrie zmierzył się z kilkoma świetnymi rozgrywającymi. Zwycięsko wyszedł tylko z pojedynku z Chrisem Paulem, zatem może być optymistycznie nastawiony wobec walki przeciwko Deronowi Williamsowi. Ich pojedynek będzie na pewno najbardziej przyciągającym wabikiem w tym spotkaniu.

Z każdym kolejnym meczem Nets zgrywają się coraz bardziej i powinni sobie poradzić z Cavs. Mają za sobą dzień odpoczynku, grali u siebie, a Cavs od 2 listopada znajdują się poza Cleveland. Są na pewno zmęczeni tą długą serią wyjazdową, ale po meczu z Nets dostaną cztery dni wolnego.

Dla twardzieli: Charlotte Bobcats (2-3) – Washington Wizards (0-5) – godz. 01:00

Washington Wizards w poprzednim sezonie otworzyli rozgrywki najgorzej w historii (0-8). Teraz mają szansę na pobicie tego „rekordu”. Ze względu na kontuzje Nene i Johna Walla grają w mocno osłabionym składzie. Zdobywają zaledwie 88.0 punktów na mecz, trafiając 41.4% rzutów z gry. Światełkiem w tunelu jest dla nich postawa Bradleya Beala. Po słabym początku, w ostatnich trzech meczach rzuca średnio 18.3 punktu przy skuteczności 47.5% z gry. Jego głównym rywalem będzie wybrany o jeden numer wyżej Michael Kidd-Gilchrist. Ostatni mecz w jego wykonaniu był popisem. 25 punktów, 12 zbiórek i 2 bloki w pierwszej wygranej w historii klubu przeciwko Dallas Mavericks.

Pozostałe mecze:
Indiana Pacers (3-4) – Toronto Raptors (1-6) – godz. 01:00
Sacramento Kings (2-5) – Portland Trail Blazers (2-5) – godz. 04:00s


web survey

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy