CP3 znów przechyla szalę zwycięstwa!

10 punktów w ciągu ostatnich 122 sekundach spotkania. Tyle wystarczyło, by Chris Paul zamazał złe wrażenie z poprzednich 46 minut meczu i został jednocześnie bohaterem Clippers, prowadząc ich do trzeciego w tym sezonie zwycięstwa nad Rockets…

Przedmeczowe plotki niosły wieści, że nad głową Vinny’ego del Negro zaczęły się zbierać czarne chmury. Wszak Clippers zwyciężyli zaledwie w 4 z ostatnich 10 spotkań, ulegając min. Suns, czy zlepkowi graczy zjednoczonych pod banderą New Jersey Nets. Po ostatnim meczu z Suns zawodnicy odbyli także „solidną” dyskusję w zamkniętej szatni z VdN. Czy poskutkowały? Niekoniecznie.

Clippers, mimo gry ze słabo prezentującymi się na wyjazdach Rockets [bilans 8-14] musieli przez niemalże całe spotkanie gonić gości, a ostatnia kwarta to istna wymiana „cios za cios”.

Jak już wspomniałem we wstępie- winę za kiepską grę Clippers powinniśmy zwalić na rozgrywającego gospodarzy – CP3. 13 punktów i 5 asyst w 35 minut to zdecydowanie grubo poniżej oczekiwań, jakie stawia się temu graczowi. Na szczęście ostatnie 2 minuty to popis Paul’a, który nie bał się wziąć ciężaru gry na swoje barki i znakomicie rozegrał końcówkę spotkania, dokładając do swoich osiągnięć 6 wykorzystanych rzutów osobistych i 2/2 FG.

Szkoda natomiast, że fani NBA z tego spotkania zapamiętają głównie dunk Griffin’a i znakomity finisz Paul’a. Na co najmniej taka samą, lub nawet większą uwagę zasługuje bowiem rozgrywający Rockets, obecnie zastępca chorego Kyle’a Lowry’ego - Goran Dragic. Zdobył 11 punktów, rozdając aż 14 asyst. Świetnym występem zasłużył sobie na pomeczowe gratulacje nie tylko od CP3, ale także samego trenera Clippers – del Negro.

Największej pikanterii dodawał jednak temu spotkaniu pojedynek Blake’a Griffin’a z Luisem Scola. Oczywiście, już przed meczem wiadomo było, że pojedynek tych panów będzie miał ogromne znaczenie dla wyniku spotkania. Ich rywalizacja przybrała jednak  niezwykle ciekawy obrót podczas I kwarty, w momencie, gdy Griffin odepchnął Argentyńczyka ,który znalazł się na parkiecie, a następnie zapakował piłkę do kosza, przy wielkim aplauzie publiczności. Przez resztę meczu oboje nie szczędzili wobec siebie agresji, grając na pograniczu faulu w niemalże każdej akcji. Nie przysłużyło się to skrzydłowemu Los Angeles, który po faulu na Patricku Patterson’ie zmuszony był zejść z boiska za wykorzystanie limitu sześciu fauli.

 

Przełomowe znaczenie dla wyniku spotkania miało aż 19 ofensywnych zbiórek w wykonaniu Clippers [Rockets zaledwie 6]. Przełożyło się to jednocześnie na ilość oddanych rzutów – 72 w wykonaniu  Houston, przy aż 86 próbach LA. I mimo, że to goście rzucali dziś na lepszej skuteczności – 49% FG, przy 41% gospodarzy Stapless Center, to z pojedynku zwycięsko wyszli Clippers, wygrywając ostatecznie 95-91.

Dla drużyny Houston najbliższe tygodnie mogą okazać się niezwykle ciężkie. Po oddaniu Flynn’a, i chorobie Lowry;ego na placu boju pozostało im już tylko 1 rozgrywający – Goran Dragic. Sytuację poprawia teoretycznie przyjście do Rockets Derka Fisher’a, ale jego kontrakt może zostać wykupiony. Czy Rakiety będą w stanie walczyć o PO mając w składzie zaledwie jednego nominalnego rozgrywającego?

 

LAC: Chris Paul – 23 (5 as, 6 prz) Blake Griffin – 18 (8 zb), Randy Foye – 15, Caron Butler – 11, Mo Williams – 11, Kenyon Martin – 7,     DeAndre Jordan – 6 (11 zb), Bobby Simmons – 3, Reggie Evans – 1, Eric Bledsoe – 0

HOU: Courtney Lee –25, Chase Budinger – 19, Patrick Patterson – 14, Goran Dragic – 11 (14 as), Luis Scola – 10 (11 zb), Samuel Dalembert – 8, Marcus Morris – 4, Greg Smith – 0