Byliśmy naocznymi swiadkami zmian
Czekaliśmy na to od połowy czerwca i było warto – liga zrobiła kibicom psikusa w wakacje, rekompensując wszystko na Święta Bożego Narodzenia. Na inaugurację kampanii 2011/2012 mogliśmy obserwować pojedynek wschodzących faworytów – New York Knicks ze starymi wyjadaczami z Boston Celtics. Starcie nowej i starej siły na wschodzie pokazało, że rządzi już to nowe, a stare musi przejść do lamusa. NYK pokonali Celtics 106 do 104, ale najlepszy na boisku był Rajon Rondo.
Głos Marva Alberta i cała doniosłość wypełnionej Medison Square Garden pozwoliła w końcu poczuć klimat sezonu, których nie dało się odczuć podczas meczów kontrolnych. Gdy tylko Boston wygrał rzut sędziowski, na trybunach słychać było ostre buczenie. Pierwsze punkty w nowym sezonie po rzutach wolnych zdobył lekko bardziej mięsisty Rajon Rondo. Szybką trójką zrewanżował się jednak Toney Douglas.
Zaraz po tym mieliśmy pierwszą akcję duetu Melo-Chandler, ale przyniosła ona tylko rzuty wolne nowego Knicka. Wśród gości tradycyjnie piłką władał Rondo i choć podopieczni Doca Riversa grali krótkie akcje, rzadko kiedy piłka przebywała w dłoniach kogoś innego. Nawet po pierwszym w tym sezonie przechwycie poszedł sam, otrzymując extra shot, który ostatecznie chybił.
Następne punkty padły łupem Knicków, gdy trafiali Landry Fields oraz z głębokiego dystansu Amare Stoudemire doprowadzając do stanu 11-7. Doprawić mógł jeszcze trójką Fields, ale zamiast tego mieliśmy kolejne oczka Rondo. Po chwili przypomniał sobie Amare’, który trafił zza łuku i zrobił akcję 2+1, gdy zatrzymywał go Marquis Daniels. Po jego faulu technicznym, goście mieli rzuty wolne. Co ciekawe z pierwszych 9 punktów dla przyjezdnych, rozgrywający zdobył aż 7. Boston zmniejszył prowadzenie jeszcze bardziej po akcji Brandona Bassa i po długiej akcji niczym w NFL po walce o kolejne jardy. Nastepnie dobry okres zaliczył Carmelo Anthony, któremu dzielnie pomagał rookie Iman Shumpert. Grający bez Paula Pierce’a C’s przegrywali po pierwszej odsłonie 23-34.
Drugą partię rozpoczął steal Celtów i tradycyjny już layup Rajona. Straty zmniejszył jeszcze bardziej Chris Wilcox. Do słowa doszedł jednak ponownie Stoudeumire zaliczając kolejno ładne podanie, layup oraz kolejny rzut za 3. Sędzia musiał łagodzić gorące głowy graczy, co skutkowało faulami technicznymi dla: Raya Allena i Douglasa. Lepiej wyszedł z tego gracz Knicks, który zagrał sobie na nosie weterana w kilku kolejnych posiadaniach. Przewaga Knicks lekko stopniała, kilka podkoszowych akcji wykonał były gracz Magic, Bass. Coach D’Antoni musiał wziąć dwie przerwy w krótkim odstępie czasu. Poskutkowało, bo grę trójką i osobistymi uspokoił Melo. Ostatnie minuty to jednak spory chaos – pod dwoma koszami naprawdę się gotowało, co pokazała choćby kontra Ray Raya na 30 s. przed końcem połowy (walczącego z podkoszowymi o zbiórkę w ataku). Szalony floater oddał na koniec RR9, ale zakończył się on odgwizdaniem offensu. Ostatecznie gospodarze prowadzili 10 punktami, a na wyróżnienie zasługiwali szczególnie: Rondo (19 punktów, 4 asysty) oraz Anthony (17 punktów i 8 zbiórek).
Trzecia odsłona zaczęła się od celnego przymierzenia Amare’. Chwilę później w efektownej akcji, alley-oopa nie trafił Chandler, na co layupem odpowiedział Allen. Odpowiedzią nowojorczyków była trójka w wykonaniu Melo. W kontrze Rondo szukał penetracj na siłę, nadziewał się na obronę Knicks, którzy wyprowadzali szybkie kontry. Czasem jednak się mu to udawało i w pewnym momencie strata wynosiła tylko 5 oczek. Knicks grali coraz bardziej nerwowo, w jednej z akcji Melo potraktował łokciem Rajona i ten offense był dla niego przewinieniem nr 4. C’s wykorzystali szansę, bo zza łuku trafił Ray Allen. Na szczęście dla gospodarzy rzutem zrewanżował się Fields, ale Ray Ray ponownie nie chybił zza łuku. Do tego, po kontrze RR9 znowu dodał layupa i mieliśmy już remis. Nerwowych Knickerbrockers odblokował po przerwie efektywny alley-oop Fieldsa do Chandlera, ale…sędzia wskazał na faul w ataku! Dla Koniczynek skutkowao to alley-oopem do O’Neala. (16-2 run). Kontry gospodarzy były efektowne, ale pomarańczowa kuleczka stale nie chciała mieścić się w obręczy. Boston w tym czasie skrupulatnie powiększał przewagę mając już 8 asyst przy 26 oczkach. Kolejna akcja przyniosła: gwizdy, faul techniczny Jeffreys’a i bezradność defensywy z NY. Po kilku minutach niemoc przerwał rzutem Tony Douglas, a następnie strzelec podał skutecznie do Amare’. Pod koniec mieliśmy ciekawą wymianę punkt za punkt, z której zwycięsko wyszli C’s za sprawą dunku i półdystansu Bassa. Goście kontrolowali przebieg 3-ciej kwarty już do jej końca i ostatecznie schodzili z parkietu prowadząc 8-oma oczkami, a ich lider zanotował już wtedz double double (28 punktów i 10 asyst).
Ostatnią kwartę rozpoczął Bass, który w II połowie rozegrał świetne zawody. Trójką nr 4 oraz rzutem z półdystansu odpowiedział Melo. Po przeciwnej stronie zza łuku wycelował Allen. Po przerwie na żądanie, miejscowi się nieco przebudzili, a po punktach Chandlera i technicznym faulu Pavlovicia (co wykorzystał Melo) czymu zdołali zbliżyć się na 5 oczek. Piękną akcją popisał się Bill Walker, ale sędzia orzekł offense. Trójka: Joe Crawford, ach Zarba i Marat Kogut tak samo zachowała się po trójce Allena (faul O’Neala). Do połowy kwarty ulubieńcy Spike’a Lee nie pozwalali na zbyt wiele przyjezdnym. Podczas przerwy wziętej przez D*Antoniego było widać, jak mocno w pomoc nowym kolegom zaangazowany jest były Kawalerzysta, Baron Davis. Po przerwie znowu mieliśmy walkę rzut za rzut, co tyczyło się również prób zza łuku. Stalowymi nerwami wyróżniał się KG, który dwukrotnie zdołał oddalić zagrożenie, jednak napór Knicks doprowadził ostatecznie do wyrównania stanu gry po faulu Bassa na Anthony’m, który miał w tym momencie już 13 punktów w tej ćwiartce. Jego team odzyskał chwilowo prowadzenie dopiero na 1,5 minuty przed końcem. Na minutę przed syreną piłkę stracił lider Knicks, ale dzięki pięknej defensywie, jego ekipa miała kolejne posiadanie do wykorzystania. Zamienili je na 2-punktową przewagę po rzutach z linii Anthony’ego. Ostatnie słowo miało należeć do gości, którzy po pudle Danielsa i zbiórce w ataku, wzięli czas na 4,5 sekundy przed końcem. Gracze Doca Riversa zdecydowali się na zagrywkę do Garnetta, który przestrzelił z dogodnej pozycji i Knicks wygrali 106-104.
NYK: Carmelo Anthony – 37 (4×3, 8 zb), Amare Stoudemire – 21, Toney Douglas – 19 (3 prz), Iman Shumpert – 11, Tyson Chandler – 7 (6 blk), Landry Fields – 7, Jared Jeffries – 2, Renaldo Balkman – 2, Bill Walker – 0, Josh Harrellson – 0
BOS: Rajon Rondo – 31 (13 as, 5 prz), Ray Allen – 20, Brandon Bass – 20 (11 zb), Kevin Garnett – 15 (8 zb), Jermaine O’Neal – 6, Marquis Daniels – 4 (5 as), Chris Wilcox – 4, Keyon Dooling – 4, Sasha Pavlovic – 0, Avery Bradley – 0, E’Twaun Moore – 0












Rondo i Bass wymiatają jak narazie, szkoda, że Pierce nie zagrał, bo byłoby ciekawiej.. szacunek dla Melo, niesamowicie dzisiaj trafiał