Bykom nie smakuje bostońska herbata

Na kilkanaście minut przed spotkaniem Celtów z Bykami, powrót Derricka Rose’a nadal stał pod znakiem zapytania. Ostatecznie rozgrywający zespołu z Wietrznego Miasta postanowił odpuścić, aby być gotowym na spotkanie z Knicks. Notabene właśnie w meczu przeciwko zespołowi z Big Apple MVP sezonu 2010/2011 doznał kontuzji pachwiny. Jego absencja nie zatrzymała Bulls w drodze po zwycięstwo.

Celtics po pięciu wygranych z rzędu stanęli naprzeciw zespołom powyżej 0.500 w serii dwóch spotkań z rzędu. Zmęczeni i wyraźnie ograniczeni dobrą obroną Bulls w drugiej połowie nie byli w stanie przełamać swojej niemocy, pozwalając przeciwnikowi się odrodzić. Dla zespołu Toma Thibodeau zwycięstwo przeciw Celtics było bardzo ważne, zwłaszcza, że między obiema drużynami jest sporo podobieństw. Popularny Thibs wyrósł na tym, jak być defensywnym specjalistą u boku Doca Riversa, gdy pracowali jeszcze razem. Jego marzenia sięgały jednak znacznie dalej, dlatego opuścił Celtów, z którymi zdobył mistrzostwo i zaakceptował ofertę Bulls. Tyle z historii.

Celtics w pierwszej połowie dominowali i gdy przewaga sięgnęła 13 punktów, nic nie wskazywało na to, jakoby Bulls mieli się szybko otrząsnąć. Dwudniowa przerwa od gry znów podziałała na nich zbyt rozluźniająco. Prezentowali się ospale, a brak energii objawiał się zwłaszcza pod tablicami, skąd stracili aż 24 punkty. Carlos Boozer zbierał, co prawda bezpańskie piłki, ale w obronie pick’n’roll nadal ma braki, które C’s potrafili dostrzec i wykorzystać. W pomeczowym wywiadzie Joakim Noah przyznał, że on i jego zespołowi koledzy potrzebowali obudzić się z tego niewyjaśnionego letargu i zacząć bronić, jak jeden z najlepszych defensywnych zespołów w lidze.

Trzecią kwartę Bulls rozpoczęli solidnym pościgiem, który pozwolił im odzyskać prowadzenie. Grali agresywniej w obronie, wysoko wychodząc do przeciwnika, a w kontrach i ataku pozycyjnym zdecydowanie więcej było C.J.-a Watsona. Izolacje Kevina Garnetta albo Paula Pierce’a, dzięki dobrej obronie pod koszem – przestały być tak dotkliwe. Natomiast po drugiej stronie parkietu Bulls trafiali 47% FG, po tym, gdy w pierwszej i drugiej kwarcie trafiali zaledwie 32%. Celtics grali koszykówkę na jednym poziomie, dlatego nie byli w stanie odpowiedzieć na zdecydowanie szybsze tempo gry ekipy z Wietrznego Miast. C’s także sporo faulowali, z czego wyszły kłopoty z przewinieniami i Doc ograniczał czas gry niektórym zawodnikom.

W drugiej połowie goście zdobyli już tylko 6 punktów bezpośrednio spod kosza, a ich główny strzelec – Paul Pierce był 1/8 FG. W obowiązku za to poczuł się Luol Deng. Sudańczyk przejął mecz, zwłaszcza na półdystansie, skąd trafiał prawie wszystko po wyjściach czy to z lewego, czy prawego skrzydła. W całym meczu był zaledwie 9/21, ale w drugiej odsłonie trafił 7/12. Nie byłoby nadużyciem, jeśli stwierdziłbym, że podarował ekipie z Wietrznego Miasta zwycięstwo tej nocy.

Przed Celtami kolejne trudne spotkanie, tym razem przeciwko Indianie Pacers, ale będą mieli jeden dzień na podładowanie baterii. Bulls natomiast w niedzielę o godzinie 19:00 zmierzą się z New York Knicks w Madison Square Garden.

Śledź autora tekstu na twitterze