Brak Rose’a = triple-double Rondo. Wygrana Celtics nad Bulls

O tym, że Derrick Rose nie zagra w dzisiejszym meczu dowiedzieliśmy się kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem rywalizacji. Teraz można śmiało powiedzieć, że był to gwóźdź do trumny Byków gdyż pod nieobecność aktualnego jeszcze MVP, Rajon Rondo notując swoje dziewiąte w karierze triple-double na poziomie 32 punktów, 15 asyst i 10 zbiórek poprowadził Celtics do zwycięstwa 95-91.

Był to drugi z rzędu mecz dla ekipy z Chicago, w którym zabrakło ich lidera. W pierwszym z nich, brak Derricka nie był jeszcze aż tak widoczny, gdyż rywalami Bulls była bardzo słaba w tym sezonie drużyna Bobcats, która nawiasem mówiąc przegrała właśnie wtedy swój 13 mecz z rzędu. Idą po rekord?

Już sam fakt, że Rondo będzie kryty w dzisiejszym meczu przez mało efektywnego w obronie C.J.Watsona mógł wśród kibiców Chicagowskich Byków wzbudzać lekkie obawy. Jak się szybko okazało były to obawy uzasadnione. W zdobyczach punktowych Watson jeszcze jakoś dotrzymywał kroku Rajonowi, gdyż zdobył dziś 22 punkty, jednak kiedy zsumować asysty oraz zbiórki to rozgrywający Bostonu miał ich dziś o 17 więcej.

Zatrzymując się jednak jeszcze na chwilę przy graczach Chicago. Nie można powiedzieć, że rozegrali dzisiaj słabe zawody. To znaczy można ale tylko o zawodnikach rezerwowych ponieważ nie wykonali oni dzisiaj należycie swoich zadań gdyż z gry spudłowali aż 17 z 23 oddanych rzutów.


Jak zwykle bardzo aktywny, ale co ważniejsze produktywny na tablicach był Joakim Noah zbierając w czwartym meczu z rzędu minimum 10 piłek. Tym razem 9 na własnej, 4 na tablicy rywala. Dołożył do tego 16 oczek (6/10 z gry, 4/4 FT). Trafił dzisiaj jednak na bardzo dobrze dysponowanego Kevina Garnetta, który nieco popsuł Francuzowi „popisy” pod koszem gospodarzy notując 12 zbiórek – co ciekawe, wszystkie defensywne.

Oprócz wcześniej wspomnianego Watsona podwójną zdobycz punktową zaliczył również inny gracz Bulls, Carlos Boozer, który zdobył dokładnie tyle samo punktów co C.J. a mianowicie 22 (9/16 z gry).

Po stronie drużyny zwycięskiej swoją „życiówkę” rozegrał tegoroczny rookie JaJuan Johnson dla którego dzisiejsze 12 oczek było osiągnięciem najlepszym odkąd gra w najlepszej lidze koszykarskiej świata. Dostał dzisiaj aż 33 minuty od trenera, a we wcześniejszych spotkaniach nie dość, że głównie nawet nie wybiegał na parkiet to jeszcze ani razu w sezonie (do dziś) nie rozegrał powyżej 10 minut w jednym meczu (!)

Dzięki tej wygranej Celtics zakończyli dwu-meczową serię porażek a jednocześnie przerwali passę Chicago, która doszła już do pięciu wygranych z rzędu na wyjeździe. Tym samym dobiegła również końca bardzo długa, bo trwająca już dziewięć spotkań seria meczów wyjazdowych dla Bulls, którzy we wtorek powrócą do własnej hali aby zmierzyć się z Sacramento Kings a dwa dni później spróbują zrewanżować się Bostonowi.

BOS: Rajon Rondo – 32 (10 zb, 15 as), Kevin Garnett – 13 (12 zb, 4 blk), JaJuan Johnson – 12, Chris Wilcox – 11 (9 zb), Ray Allen – 11, Paul Pierce – 9 (4 prz), Avery Bradley – 4, Mickael Pietrus – 3, Greg Stiemsma – 0, Keyon Dooling – 0

CHI: Carlos Boozer – 22 (7 zb), C.J. Watson – 22 (3×3, 6 as), Joakim Noah – 16 (9 zb), Luol Deng – 10, John Lucas – 8, Ronnie Brewer – 5 (6 as, 4 prz), Taj Gibson – 3, Kyle Korver – 3, Omer Asik – 2

Śledź autora tekstu na Twitterze!