Boston, mamy problem?
Celtics pokonali u siebie Washington Wizards 100:94. Potrzebowali jednak do tego dogrywki i naprawdę wielkiego meczu Kevina Garnetta (20 pkt, 13 zb i dwa wielkie bloki). Opinii na temat gry gospodarzy na pewno nie poprawia fakt, że Czarodzieje zagrali bez Johna Walla i Nene.
Z dobrej strony pokazał się rookie, Bradley Beal (16 pkt, 4 zb, 3 as). Numer 3 draftu był wspierany głównie przez skrzydłowego, Kevina Seraphina (16 pkt, 9 zb). Goście prowadzili nawet na minutę przed końcem czwartej kwarty 84:82, ale pogrążyły ich straty, które pozwoliły Bostonowi na skuteczne kontry i zakończenie czwartej kwarty wynikiem 88:88. Rajon Rondo (18 pkt, 14 as) miał szansę zapewnić gospodarzom zwycięstwo, ale równo z syreną spudłował rzut za trzy. W dogrywce gospodarze nie pozostawili Waszyngtonowi wątpliwości, komu należy się zwycięstwo w tym meczu.
Start sezonu w wykonaniu Celtów nie powala na kolana. Dobre momenty w meczu z Miami, ale ostatecznie porażka, przegrana u siebie z Milwaukee Bucks i dwa minimalne zwycięstwa nad Waszyngtonem. Kibice drużyny z Beantown na pewno spodziewali się czegoś więcej niż osiągniętego w bólach bilansu 2-2.
Wydaje się, że główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest dość znacząca zmiana składu w porównaniu z zeszłym sezonem. KG na dobre przeszedł na pozycję numer 5 i obecnie trwa poszukiwanie jego partnera do gry pod koszem.
Sezon w piątce zaczął Brandon Bass, ale w obu meczach z Wizards jego miejsce zajął Jared Sullinger. Numer 21 tegorocznego draftu na razie statystycznie nie powala, ale jego wpływ na grę drużyny powinien być z każdym tygodniem coraz większy. Sam Garnett porównał go do Kendricka Perkinsa, a wiadomo, że Big Ticket nie rzuca słów na wiatr.
Ustabilizowanie rotacji pod koszem będzie jednym z ważniejszych celów na ten sezon dla trenera Doca Riversa, bo wreszcie nie ma w składzie zawodników, którzy w każdej chwili mogą złapać kontuzję. Po rocznej przerwie wrócił także Jeff Green, który może być tylko wzmocnieniem, zarówno na obwodzie jak i bliżej kosza.
Zupełnie zmieniła się też charakterystyka graczy obwodowych. Wprawdzie Rondo i Paul Pierce to ścisła czołówka NBA, ale Celtics wciąż czekają na powrót Avery’ego Bradleya, który jest być może najlepszym obrońcą na piłce jakiego mają.
Jet Terry to instant offense z ławki, wybierany już najlepszym rezerwowym ligi. Courtney Lee ma za sobą występy w finałach NBA, a Leandro Barbosa również ma w dorobku nagrodę dla najlepszego 6th Mana. Pod względem możliwości zdobywania punktów to chyba najlepsza ławka Celtics od mistrzowskiego sezonu 2008, a brak punktującej ławki rokrocznie stawał się problemem w różnych momentach sezonu. Teraz, przynajmniej na papierze, wydaje się, że ten balans został zachowany. Czy tak będzie w rzeczywistości okaże się za kilka miesięcy.
I nawet Darko Milicic siedzący w stroju Celtics nie razi tak bardzo, chociaż trochę żal, że on te wszystkie bluzy i dresy dostaje za darmo, a inni fani siedzący w pierwszym rzędzie nie.
Boston już od trzech sezonów jest typową drużyną play-off, której sezon regularny służy tylko do wyklarowania i ogrywania rotacji. Doc Rivers wie co robi, udowodnił to już nie raz. Fani Celtów, mimo niemrawego startu ich ulubieńców, mogą spać spokojnie.
Filip Nowicki











