Bohater z ósmego rzędu

Luke Babbitt /fot. Flickr

Kojarzycie nazwisko Luke Babbitt? Jeśli jesteście fanami Bobcats, to na pewno je zapamiętacie. To właśnie on swoimi rzutami zabrał pewną wygraną Kiciusiom w świetnym starciu z Blazers.

Przed tym meczem Babbitt rozegrał 10 spotkań, w których rzucał średnio 2.0 punktu i zbierał 1.2 piłki na mecz. Gdy doszło do cruch-time w spotkaniu z Bobcats, Terry Stotts szukał uzupełnienia do swojej eksportowej czwórki. Kogoś, kto zastąpi J.J. Hicksona, który z kolei zdecydował się wybrać na grzyby, zamiast grać – 12 minut, 1/5 z gry, 0 zbiórek.

I tym zawodnikiem okazał się niespodziewanie Luke Babbitt, który zarówno przez Nate’a McMillana, Kaleba Canalesa, jak i dotychczas przez Stottsa był używany do gry wyłącznie w momencie gdy ktoś miał problemy z kontuzjami lub gdy mecz był rozstrzygnięty. Gdy Ben Gordon zaczął trafiać seryjnie w czwartej kwarcie, Bobcats odjechali na 18 punktów przewagi. Wtedy jednak Blazers włączyli jeszcze wyższy bieg.

Damian Lillard zaczął wjeżdżać pod kosz, LaMarcus Aldridge zaliczał dobitkę za dobitką, w obronie wyłączony został Kemba Walker i Ben Gordon i Blazers wyrównali. W końcówce świetnie zachował się Damian Lillard, który popełnił bardzo sprytny faul na Walkerze, bez rzutów wolnych. Swoje też zrobił Terry Stotts, który wyszedł na jedną z akcji ustawionych w końcówce przez Bobcats obroną strefową. Bobcats byli tak zaskoczeni, że nie zagrali ustawienia wymyślonego przez Mike’a Dunlapa.


Bobcats kolejny raz świetnie weszli w mecz. Bronili na całym parkiecie po zdobywanych przez siebie punktach. Świetnie grali we wczesnej ofensywie, zdobywając 30 punktów z kontrataków i póki mogli grać krótkie akcje, to świetnie się w tym czuli. Dopiero podwajanie Walkera i Gordona w końcówce zabrało im atak.

Z resztą Ben Gordon jest osobną historią nie tylko tego meczu, ale i całego sezonu. Trafił 7 trójek, ciągnął na początku czwartej kwarty mecz dla Bobcats, przekroczył 10 tys. punktów zdobytych w karierze i wreszcie można go porównywać do tego zawodnika, który był najlepszym rezerwowym NBA w czasach gry dla Chicago.

W przeliczeniu na 36 minut gry zdobywa 21.4 punktu (3. wynik w karierze), rozdaje 4.2 asysty (1. wynik w karierze), przy tym trafia 45.1% z gry (2. wynik w karierze) i 48.6% za trzy (najlepiej w karierze). To na nim i Ramonie Sessionsie budowana jest siła ławki rezerwowych Bobcats. Ławki, którą w tym meczu wzmocnił jeszcze wracający po kontuzji Gerald Henderson.

Ostatecznie jednak tego wszystkiego było za mało, bo w końcówce zabrakło doświadczenia, wymuszenia faulu przy rzucie, żeby zdobyć jakieś łatwe punkty. Ale to przyjdzie z czasem, różnica w porównaniu do poprzedniego sezonu i tak jest już ogromna.

A tak na deser, przelot Byrona Mullensa nad LaMarcusem Aldridge’em:

Piotr Zarychta @ Twitter

Komentarze

komentarzy