Blazers i Bulls po równo

Nate Robinson/fot. Flickr

Dzisiejszej, wyjątkowo nudnej nocy, hitem miało być spotkanie Portland Trail Blazers z Chicago Bulls w Rose Garden. I choć sam przebieg meczu mógł trochę zawieść fana zaciętych końcówek, to na pewno stał na wysokim koszykarskim poziomie.

Robinson pierwszą strzelbą

Nate Robinson w kolejnym już meczu jest pierwszą opcją w ataku Byków. Dynamiczny rozgrywający zdobył dziś 18 punktów przy tylko 19 minutach spędzonych na parkiecie. Robinsona bierze się w tym momencie pod uwagę przy nagrodzie dla najlepszego rezerwowego NBA! Jest to o tyle zaskakujące, że przed nim w rotacji jest jeszcze Taj Gibson, a często nawet Marco Belinelli i Jimmy Butler, ciężko zatem nazwać w jakikolwiek sposób nazwać go 6th manem Byków.

Chicago niestrożne

Bulls są w tym sezonie w ogonie ligi pod względem strat. Dzisiaj aż dziewiętnaście razy oddali piłkę rywalom. Winę ponosi za to głównie bardzo niewyraźny Kirk Hinrich – to jego czwarty mecz z rzędu przynajmniej czterema stratami. Jest zatem całkiem prawdopodobne, że Tom Thibodeau postawi niedługo w pierwszej piątce na filigranowego Nate’a Robinsona kosztem byłego zawodnika Atlanty Hawks. Hinrich zdobywa jedynie 4.9 punktu na mecz i jest pod tym względem najgorszy spośród wszystkich startujących rozgrywających w lidze.

Kontrowersyjny Lillard

Pierwszoroczniak i faworyt do nagrody Rookie of the Year, Damian Lillard, pokazał dzisiejszej nocy jak wciąż niedoświadczonym jest zawodnikiem. Portland w końcówce wygrywali 6 punktami i na parę sekund przez syreną mieli ostatnie posiadanie. Piłkę otrzymał Lillard. Młoda gwiazda Portland minęła naiwnie liczących na „dribble-off” pasywnych obrońców Bulls i mocno wsadziła piłkę z góry. Wywołało to oczywiście uzasadnione oburzenie Byków i zdziwienie komentatorów. Zapewne następnym razem Lillard pomyśli dwa razy zanim zdecyduje się nabijać statystyki w ten sposób.

Noah bliski triple-double

Francuski środkowy po raz kolejny dał wyraz swojej wszechstronności, notując tym razem 16 punktów, 15 zbiórek i 8 asyst. Wiemy, że Joakim Noah jest najlepszym podającym wśród wszystkich centrów. W zeszłym sezonie liderował lidze w tym względzie. Biorąc pod uwagę nieobecność Derricka Rose’a i wysoką nieporadność w rozgrywaniu Hinricha, trafia teraz do względnie więcej piłek. Ma zatem okazje by jeszcze podreperować swój współczynnik asyst. Noahowi można z pewnością zarzucić dziurawe ręce, ale ruchy to on ma jak rozgrywający!


Daruj, panie Boozer

Carlos Boozer zapewnia fanom Chicago Bulls niezłą huśtawkę nastrojów. Jednego dnia bryluje na parkiecie, by następnego, tak jak dziś, rzucić cztery punkty i złapać trzy piłki. Wiemy, że silny skrzydłowy rodem z uczelni Duke ma warunki i umiejętności na bycie nawet pierwszym strzelcem Byków. Dopóki jednak nie zacznie grać każdej nocy na jednym, solidnym poziomie, nigdy nie zaskarbi sobie sympatii fanów z Wietrznego Miasta.

Bulls i Blazers po równo

Obie drużyny rzucały dzisiaj na identycznym procencie z gry (49.3%, bardzo przyzwoitym) i gra obydwu wyglądała całkiem podobnie. Po tym spotkaniu zarówno Portland jak i Chicago mają bilans 5-5 i rzutem na taśmę kwalifikują się do playoffs w swoich konferencjach.

Mikołaj Wanago

Komentarze

komentarzy