Back on track

Carmelo Anthony i Tayshaun Prince / fot. flickr

Po ciężkiej wyprawie do Texasu, która zaowocowała dwiema kolejnymi porażkami z Mavericks i Rockets, Knicks wrócili do Madison Square Garden w poszukiwaniu łatwego zwycięstwa z Detroit Pistons. Pojedynek z Tłokami okazał się dla Nowojorczyków tym czego ci potrzebowali po nieudanej wycieczce na zachód i podopieczni Mike’a Woodsona bez większych problemów poradzili sobie z jedną z najsłabszych ekip w całym NBA.3

Kolejny świetny w tym sezonie występ zaliczył Carmelo Anthony, który po raz kolejny udowodnił, że w tym roku myśli o czymś więcej niż tylko o indywidualnych popisach. W 31 minut na parkiecie Melo zdobył 29 punktów i nie robił sobie nic z obrony jednego z najlepszych defensorów ligi na pozycję nr 3 – Tayshauna Prince’a. Anthony trafił sześć swoich pierwszych prób z gry (w tym 3/3 zza łuku) i już po pierwszej kwarcie Knicks wyszli na dość bezpieczną 10-punktową przewagę.

Carmelo został zatrzymany dopiero przez efektowny blok Andre Drummonda, który po raz kolejny znaczną część meczu przesiedział jednak na ławce rezerwowych. Po raz kolejny muszę przyznać, że nie rozumiem decyzji Lawrence’a Franka, który zdecydowanie zbyt rzadko wpuszcza swojego debiutanta na parkiet. Wraz z Gregiem Monroe, Drummond mógłby stworzyć naprawdę ciekawy duet podkoszowych, ale póki co, trener Pistons woli rozpoczynać mecze z  Jasonem Maxiellem na czwórce.


Największą bronią Knicks w tym spotkaniu były jak zwykle rzuty z dystansu. Nowojorczycy w końcu przypomnieli sobie jak powinno rzucać się zza linii 7,24 i trafili aż 17 ze swoich wszystkich 33 prób. Jak można się domyślić głównymi katami Pistons w tym elemencie gry byli Carmelo Anthony (4/5) i Steve Novak (5/7), który po kilku słabszych spotkaniach, znów mógł założyć swój zwycięski pas. Świetne spotkanie rozegrał także powracający po drobnej kontuzji Rasheed Wallace, który przez 21 minut zdobył swoje season-high 15 punktów i po raz kolejny elektryzował publiczność zgromadzoną w Madison Square Garden.

Pistons nie stanowili dziś pierwsze dobre spotkanie od dawna zagrał Charlie Villanueva, jednak większość z jego 18 punktów przyszła w końcowych fragmentach spotkania, kiedy mecz był już rozstrzygnięty. Jedynym tak naprawdę jasnym punktem w składzie Tłoków był dzisiaj Brandon Knight, który w ciągu 33 minut zdobył 21 punktów i był najlepszym strzelcem swojej ekipy. Zawiódł z kolei Greg Monroe, który nie mógł sobie poradzić ze świetną defensywą Tysona Chandlera i zdobył jedynie marne 12 punktów.

Po kolejnej porażce zespół z Detroit spadł na przedostatnie miejsce w tabeli konferencji wschodniej i chyba nikt w stanie Michigan nie ma już nawet nadziei na playoffy dla tłoków. Knicks z kolei przerwali swoją krótką serię porażek i jak najszybciej będą chcieli odzyskać utracone na rzecz Miami Heat pierwsze miejsce na Wschodzie. Już jutro czekają ich arcyciekawie zapowiadające się derby Nowego Jorku, które z pewnością będą nie lada gratką dla każdego fana Najlepszej Ligi Świata.

Krzysztof Uzdowski@Twitter

Komentarze

komentarzy