9 stycznia – zapowiedź spotkań

Poniedziałek 9 stycznia nas nie rozpieszcza. 6 spotkań, ale ciężko znaleźć bardzo ciekawie zapowiadające się spotkania, a faworytów do wygranej dość łatwo wskazać. Mimo tego oczywiście zapraszamy was do oglądania meczów, a poniżej znajdziecie uzasadnienia.

Mecz dnia:

Philadelphia 76ers (5-2) – Indiana Pacers (6-2)

Początek o 1:00 czasu polskiego. Spodziewaliście się jeszcze rok temu, że o pojedynku tych dwóch drużyn powiemy pojedynek na szczycie wschodu? Ja nie bardzo, ale prawdę mówiąc nie mam nic przeciwko. Obie ekipy są budowane inaczej niż najlepsi z ostatnich sezonów. Nie mają zdecydowanych liderów strzelców, a najważniejszym punktem ich ofensywy jest jej zbilansowanie. Jednak to obrona jest ich kluczem do wygranych. Sixers tracą średnio najmniej punktów na mecz (85.6 na mecz), a Pacers są na trzecim miejscu (89.2). Wydaje się, że to goście mają większy potencjał ofensywny. Wyobraźcie sobie gdzie dojdą gracze z Indianapolis, gdy Danny Granger zacznie grać na swoim poziomie. Na razie trafia ze skutecznością 30.7% z gry, a pomimo tego Pacers mają bilans 6-2.

 

Toronto Raptors (3-5) – Minnesota Timberwolves (3-5)

Początek o 1:00 czasu polskiego. Ricky Rubio przyjeżdża do najbardziej europejskiej drużyny NBA. Ciekawym będzie jego pojedynek z Jose Calderonem o miano najlepszego hiszpańskiego rozgrywającego. Ciekawe też jak na tle Kevina Love, bestii zbiórek zaprezentuje się trzymający się z daleka od kosza Andrea Bargnani. Największe szanse Raptors upatruję jednak w DeMarze DeRozanie, który w końcu może wyjść z cienia. Mam wrażenie, że gdyby to on był pierwszą opcją Raptors, a nie Bargnani, to w Toronto mieliby większe szanse na dobry wynik.

 

New Jersey Nets (2-7) – Atlanta Hawks (6-3)

Początek meczu o 1:30 czasu polskiego. Hawks mają szóstą defensywę ligi, a Nets 28. atak. Czy ktoś ma wątpliwości odnośnie tego, kto jest faworytem tego spotkania? W dodatku Deron Williams trafia z gry ze skutecznością 34.6% z gry, a pod względem asyst na 36 minut gorzej grał tylko w sezonie debiutanckim. Oczywiście duża w tym zasługa jego beznadziejnych kolegów z drużyny, którzy łącznie trafiają 38% z gry (30. miejsce w lidze). W pierwszej piątce Hawks może wybiec Tracy McGrady, bo na 2 mecze wykluczony z gry jest Marvin Williams.

 

New York Knicks (4-4) – Charlotte Bobcats (2-6)

Początek o 1:30 czasu polskiego. 5 dni po zaskakującej porażce u siebie z Bobcats, Knicks mają okazję do rewanżu. Rysie wtedy przyjechały i trafiły 55% swoich rzutów z gry, a nie do zatrzymania był Boris Diaw. Czy to jest do powtórzenia? Nie liczyłbym na to. Za to liczyłbym na bardzo ciekawy pojedynek debiutantów: Kemba Walker kontra Iman Shumpert. Bobcats nie mają nikogo, kto zatrzyma Amare Stoudemire’a lub Carmelo Anthony’ego, więc jedyne co ich ratuje to niesamowita dyspozycja w ataku, taka jak w zeszłym tygodniu. Ale aż dwa takie mecze będzie bardzo trudno rozegrać.

 

Chicago Bulls (7-2) – Detroit Pistons (2-6)

Początek o 2:00 czasu polskiego. Bulls prawdopodobnie znowu zagrają bez Ripa Hamiltona i C.J. Watsona. Jednak czy to wystarczy, żeby Pistons mogli powalczyć? Oni też jednak są osłabieni. Prawdopodobnie nie zagrają Rodney Stuckey i Charlie Villanueva. Kolejnym problemem będzie też fakt, że Pistons mają najgorszy atak w lidze, a Bulls drugą najlepszą obronę. W związku z tym faworyt tego spotkania jest jeden. Byki będą chciały wygrać jak najmniejszym nakładem sił, bo będzie to ich pierwszy mecz z serii trzech w trzy dni.

 

Denver Nuggets (6-3) – New Orleans Hornets (2-6)

Początek o 3:00 czasu polskiego. Hornets wygrali 2 pierwsze mecze by przegrać 6 kolejnych, dzięki czemu w serii porażek są gorsi tylko od Washington Wizards. Dodatkowo mają wielką lukę na obwodzie z powodu kontuzji Erica Gordona i Trevora Arizy. Nuggets na pewno to wykorzystają, choć oni będą mieli brak pod koszem. Nene nie do końca się wyleczył i jego występ stoi pod znakiem zapytania. Mają jednak tak szeroki skład, że bezproblemowo powinni sobie poradzić z Szerszeniami, którzy są coraz słabsi.