8 stycznia – zapowiedź spotkań

W niedzielę w NBA tylko 6 spotkań, ale będzie co oglądać. Pierwsze spotkanie rozpocznie się już o 19:00, więc za około godzinę. Będzie co oglądać, bo grają pierwsze dwie drużyny zachodu, a nasz rodak zagra z najlepszym kangurem wśród koszykarzy.

Mecz dnia:

Oklahoma City Thunder (7-2) – San Antonio Spurs (6-2)

Początek o 1:00 czasu polskiego. Mecz na szczycie, Thunder prowadzą, a Spurs są tuż za nimi w tabeli konferencji zachodniej. Po kontuzji Manu Ginobiliego, Ostrogi wygrały trzy mecze w 4 dni, zostawiając w polu nie byle kogo, bo Warriors, Mavs i Nuggets. Teraz grają w b2b na wyjeździe z Thunder i podtrzymanie passy stanie pod dużym znakiem zapytania. Ich siłą póki co jest kolektyw i zagrożenie ze strony każdego zawodnika na boisku. Oklahoma z kolei gra w b2b2b po dwóch wygranych z Rockets, z czego ta druga ważyła się do ostatnich sekund. Decydujące dla losów mecze będzie to kto zachował więcej sił po ostatnich występach.

 

Washington Wizards (0-7) – Minnesota Timberwolves (2-5)

Początek o 19:00 czasu polskiego. Jeszcze w poprzednim sezonie byłby to idealny moment na przełamanie się Wizards. Teraz jednak Wolves nie są co prawda jeszcze zespołem na playoffs, ale nie jest to już jedna z dwóch najgorszych drużyn w NBA. Rick Adelman tak poukładał graczy, że ci w końcu wiedzą o co chodzi. Natomiast w Wizards jest jedna wielka niewiadoma. Brakuje lidera, brakuje punktów, brakuje zbiórek, brakuje celnych rzutów, ogólnie brakuje wszystkiego. Mecz będzie szansą dla Derricka Williamsa, który zapewne zastąpi w pierwszej piątce kontuzjowanego Michaela Beasley.

 

Sacramento Kings (3-5) – Orlando Magic (5-3)

Początek o 0:00 czasu polskiego. Kings zmienili trenera na Keitha Smarta i od razu wygrali z Bucks. DeMarcus Cousins w końcu przypominał siebie z dobrych momentów poprzedniego sezonu, ale to nie wystarczy na Magic i Dwighta Howarda. Na niego będzie potrzeba dużo więcej. Przede wszystkim w defensywie, gdzie Kings tracą 102 punkty na mecz (28. miejsce w lidze). Na przeciwległym biegunie są gracze z Florydy. Pozwalają rywalom na 89.5 punktu na mecz i tylko trzy zespoły są od nich w tej kwestii lepsze.

 

Phoenix Suns (3-4) – Milwaukee Bucks (2-5)

Początek meczu o 2:00. Duża szansa przed Suns na odniesienie drugiego zwycięstwa z rzędu. W meczu z Blazers widać było w końcu drużynę. Steve Nash wrócił na swój poziom, a pozostali koledzy dostosowali się do niego. Marcin Gortat gra już bez usztywnienia na palcu i będzie miał w końcu szansę zrewanżować się Andrew Bogutowi za lanie, jakie ten mu sprawił trochę więcej niż rok temu, gdy Polak grał jeszcze w Magic. Bucks mają bilans 0-5 na wyjeździe i są w b2b po porażce z Clippers. Do tego jak zwykle u nich pełno kontuzji, które osłabiają ich siłę.

 

Portland Trail Blazers (5-2) – Cleveland Cavaliers (4-3)

Początek o 3:00 czasu polskiego. Blazers po najgorszym meczu w sezonie z Suns będą chcieli się odbudować, a ich ofiarą mają paść Cavaliers. Cavs z kolei są w trakcie tripu po zachodzie. Pierwsze spotkanie było dla nich, wygrali z Wolves. Po Portland zaliczą jeszcze 3 spotkania na zachodzie, a do własnej hali wrócą dopiero 17 stycznia. Czy znajdzie się ktoś, kto zatrzyma LaMarcusa Aldridge’a? Jak sobie poradzi Kyrie Irving mający naprzeciw siebie kolejnego doświadczonego rozgrywającego Raymonda Feltona?

 

Los Angeles Lakers (5-4) – Memphis Grizzlies (3-4)

Początek o 3:30 czasu polskiego. Obie drużyny zakończyły poprzedni sezon w tym samym momencie, ale w zupełnie innym nastroju. Lakers zostali zmieceni przez Mavericks, a Grizzlies polegli z Thunder dopiero w 7. starciu. Pół roku później Lakers są zdecydowanymi faworytami, bo nie mają kogo przeciwstawić świetnemu Andrew Bynumowi. Sam Marc Gasol nie da sobie rady z wysokimi Lakers. Jedyny plus dla Niedźwiadków, to posiadanie na obwodzie wielu świetnych obrońców, którzy będą uprzykrzać życie Kobe Bryantowi. Drugi najciekawszy mecz tego dnia, ale może zakończyć się blowoutem na korzyść gospodarzy.

Śledź autora tekstu na Twitterze