4 stycznia – zapowiedź spotkań
Szczerze powiedziawszy przez brak czasu miało nie być dzisiaj zapowiedzi spotkań o tak późnej porze, ale zauważyłem, że dość sporo podczas oglądania meczów zagląda do nas na stronkę, więc stwierdziłem, że coś naklikam, żebyście mogli sobie poczytać przy okazji transmisji.
Mecz dnia:
Miami Heat (5-1) – Indiana Pacers (4-1)
Początek o 1:30 czasu polskiego. Nikt nie rzuca więcej punktów na mecz niż Heat, a tylko dwie drużyny tracą mniej punktów niż Pacers. Problemem Miami może być ewentualny brak Dwyane’a Wade’a, o którego grze decyzja zostanie podjęta tuż przed spotkaniem. Zadaniem gospodarzy będzie ograniczenie w poczynaniach wysokich Pacers, którzy stanowią na razie o ich sile. Czy ktoś znajdzie antidotum na będącego chyba w życiowej formie LeBrona Jamesa?
Toronto Raptors (2-3) – Cleveland Cavaliers (3-2)
Początek o 1:00 czasu polskiego. Obie drużyny spotkały się w meczu otwarcia, gdzie lepsi byli Raptors. Od tego czasu jednak mają gorszy bilans od swoich dzisiejszych rywali. Mimo wszystko widać w ich grze optymizm i postęp. Napędzili stracha Pacers, by potem zdobyć Madison Square Garden. Cavs z kolei coraz mocniej odzywają się w walce o wyższe lokaty niż przed rokiem, a najgłośniejszy jest w tym Kyrie Irving, który z dnia na dzień pokazuje, że jest coraz lepszy.
Orlando Magic (4-2) – Washington Wizards (0-5)
Początek o 1:00 czasu polskiego. Wizards zdecydowanie wyróżniają się w tym sezonie. Jako jedyni jeszcze nie wygrali meczu. I nie wróżę im tego w meczu przeciwko Magic, w dodatku na ich parkiecie. Dwight Howard robi swoje, czyli 18 punktów, 15 zbiórek, 3 bloki i mnóstwo uwagi defensywy poświęconej jemu. Najbardziej na tym korzysta Ryan Anderson, który gra sezon życia. A co w Wizards? 85.2 punktu na mecz (30. miejsce), podobnie w asystach, zaledwie 3 miejsca wyżej w zbiórkach, przedostatnie miejsce w skuteczności rzutów z gry. I gdzie tu nadzieja na cokolwiek.
Boston Celtics (3-3) – New Jersey Nets (1-5)
Początek meczu o 1:30. Mecz do jednej bramki. Nets przyjadą bez Krisa Humphriesa i Derona Williamsa, więc zasadne jest pytanie kto tam będzie grał? Celtics dają coraz większe oznaki życia i respirator chyba został już od nich odłączony na dobre. Furorę robi rookie Greg Stiemsma, który jest w czołówce ligi w blokach mimo niewielu minut gry.
New York Knicks (2-3) – Charlotte Bobcats (1-4)
Początek meczu o 1:30. Knicks są rozdrażnieni po porażce z Raptors u siebie i mają dwie nowe/stare broni w swoim składzie. Do zdrowia wracają Iman Shumpert i Amare Stoudemire, dzięki czemu jeszcze mniej minut powinien dostać Mike Bibby, skutecznie eliminując dużą dziurę w defensywie Knicks. Z kolei Bobcats są świeżo po kolejnej bolesnej porażce, tym razem z Cavs i z entuzjazmu na początku sezonu pozostaje coraz mniej.
Detroit Pistons (2-3) – Chicago Bulls (5-1)
Początek meczu o 1:30. Pierwsza podróż sentymentalna Richarda Hamiltona do Pistons. Jeśli zagra, to jestem bardzo ciekawy jego przyjęcia w drużynie. Jeśli będzie podobnie jak w przypadku Chauncey Billupsa, to szykujmy się na zdrową owację. Bulls przyjadą zmęczeni po ciężkiej walce z Bobcats i z bagażem 44 minut rozegranych przez Derricka Rose’a i Luola Denga. Ciekawy będzie pojedynek debiutanta Brandona Knighta z MVP ligi.
New Orleans Hornets (2-3) – Philadelphia 76ers (2-2)
Początek o 2:00. Zaledwie kilka godzin po dokonaniu wymiany z udziałem obu drużyn dojdzie do ich pojedynku. Hornets pokładają całą swoją nadzieję w szansie na powrót do gry Erica Gordona. Bez niego swoimi zdobyczami przypominają poziom Washington Wizards. Z kolei Sixers nie wiem jeszcze na co stać. Spencer Hawes gra na poziomie Marcina Gortata z zeszłego sezonu, a Elton Brand zapadł w sen zimowy.
Minnesota Timberwolves (2-3) – Memphis Grizzlies (2-3)
Początek o 2:00. Wolves zebrali już dwa skalpy w Southwest Division, czas więc na trzeci. Nie będzie łatwo, ale kilka argumentów mocno stoi za nimi. Po pierwsze Grizzlies grają w back-to-back, po drugie pod koszem jest Marc Gasol i długo-długo nic. Po trzecie, kto zatrzyma Kevina Love? 25 punktów i 15 zbiórek na mecz. Serio?! Dobrze, że wyzdrowiał Mike Conley, bo dzięki temu Niedźwiadki znowu przypominają drużynę.
Dallas Mavericks (2-4) – Phoenix Suns (2-3)
Początek o 2:30. Uwierzylibyście jeszcze niedawno, że Suns będą 27. drużyną w rankingu rzutów za trzy? Ja też nie. A jednak ich drużyna poszła w takim kierunku, że w tym elemencie nie jest różowo. W innych też nie. Na szczęście jest mały plusik po ich stronie dzięki grze Markieffa Morrisa. Mavericks mają szansę na pierwszą serię dwóch wygranych z rzędu i patrząc na to jak zagrali przeciwko Thunder, zamierzają ten cel zrealizować.
San Antonio Spurs (3-2) – Golden State Warriors (2-3)
Początek o 2:30. Kontuzja Manu Ginobiliego to najgorsze co mogło spotkać Spurs. Z całym szacunkiem dla Tima Duncana i Tony Parkera, ale to Argentyńczyk jest tam wszystkim co dobre i czyste. Teraz go nie będzie przez dwa miesiące. Spurs pewnie się prześlizną w tym czasie na miejscu dającym playoffs, ale będzie o nich cicho. Z kolei Warriors chyba w końcu zagrają z całą trójką najlepszych graczy. Taka szansa na pokonanie Spurs w ich hali dawno im się nie trafiła.
Denver Nuggets (4-2) – Sacramento Kings (2-4)
Początek meczu o 3:00. Nuggets grają w b2b2b. Kings zagrają z fochami DeMarcusa Cousinsa na parkiecie. Pomimo zmęczenia stawiam na Nuggets, bo oni mają drużynę, coś o czym w Kings ostatnio słyszano dobre kilka lat temu.
LA Clippers (2-2) – Houston Rockets (2-3)
Początek meczu o 4:30. Drużyny z dwóch końców ligi pod względem atletyczności. Clippers to dynamika, szybkość, siła. Rockets to inteligencja, wysokie IQ. Do gry ma wrócić Chauncey Billups, co pozwoli rozszerzyć rotację. Będzie to kolejna lekcja, którą przejdą gracze z LA w drodze do stania się drużyną.











No nareszcie:)
Świetnie ,ze wracaja Shumpert i Stoudmiere..u tego pierwsze absencja miała być dłuższa ,ale mniej Bibby’ego = lepsza gra NYK ,więc jest się z czego cieszyć:)