3 stycznia – zapowiedź spotkań
Wtorkowa noc to co prawda tylko 6 spotkań, ale wszystkie zapowiadają się na bardzo wyrównane. W związku z tym emocji nie powinno zabraknąć. Zapraszam do zapowiedzi tych meczów.
Mecz dnia:
Oklahoma City Thunder (5-1) – Portland Trail Blazers (3-1)
Początek o 2:00 czasu polskiego. Jeszcze przedwczoraj obie drużyny nie miały na swoim koncie porażek. Teraz jednak już je mają, więc można powiedzieć, że pierwsze ciśnienie spadło. Thunder zagrają w back-to-back po porażce z Mavericks, a Blazers przyjadą po jednym dniu odpoczynku. Ich największą zaletą jest jak na razie najmniejsza liczba zbiórek przeciwników na mecz. Oklahoma z kolei jest na trzecim miejscu jeśli chodzi o własne zbiórki. Kluczem jednak do wygranej dla gości będzie zatrzymania Kevina Duranta, naprzeciwko którego stanie Gerald Wallace. Z kolei Russell Westbrook zmierzy się na rozegraniu z Raymondem Feltonem, a z ławki będą straszyć superstrzelcy Jamal Crawford i James Harden. Jakby tego było mało pod koszem zobaczymy pojedynki młodości z doświadczeniem. Serge Ibaka i Kendrick Perkins kontra Marcus Camby i LaMarcus Aldridge. Gdzie nie spojrzeć, to ciekawy pojedynek. Zapowiada się bardzo ciekawie.
Cleveland Cavaliers (2-2) – Charlotte Bobcats (1-3)
Początek o 1:00 czasu polskiego. Gdyby Kemba Walker grał w pierwszej piątce, to zapowiadałbym ten mecz jako pojedynek dwóch świetnych debiutantów. Poniekąd tak będzie, bo pewnie zdarzą się momenty, że stanie on naprzeciwko Kyrie Irvinga. Ale to jednak D.J. Augustin jest pierwszym rozgrywającym Bobcats i póki on gra dobre mecze, to Rysie mają szanse na zwycięstwo. Co ciekawe, pomimo braku klasycznego środkowego pozwalają na najmniej zbiórek ofensywnym swoim rywalom w całej lidze. Ich problemem jest jednak fakt, że rywale tracą najmniej piłek w meczach przeciwko nim. Cavs z kolei świetnie rzucają za trzy (41%) i to powinna być ich główna broń, bo Bobcats nie potrafią bronić rzucających z obwodu. Przynajmniej na razie.
Chicago Bulls (4-1) – Atlanta Hawks (4-1)
Początek o 2:00 czasu polskiego. Drugi najciekawszy pojedynek nocy, przy okazji rewanż za półfinał konferencji wschodniej z poprzedniego sezonu. Wszystkie karty będą jednak po stronie Bulls. Z meczu na mecz grają coraz lepiej, mają za sobą dzień przerwy, a ostatni mecz, w którym grali nie musieli dużo czasu spędzać na boisku, bo spotkanie z Grizzlies rozstrzygnęli gdzieś w połowie drugiej kwarty. Hawks z kolei są opromienieni wygraną na parkiecie Heat i nie oddadzą łatwo pola. Hawks tracą średnio najmniej punktów w lidze, Bulls z kolei mają piątą ofensywę. Brakowało będzie C.J. Watsona jako drugiego rozgrywającego, więc trudne zadanie przed Johnem Lucasem, który choć na trochę będzie musiał odciążyć Derricka Rose’a. Spodziewam się też dobrego występu Ala Horforda, który nie zwykł przechodzić obok meczów z Bulls ze względu na starą znajomość z Joakimem Noah.
Memphis Grizzlies (1-3) – Sacramento Kings (2-3)
Początek o 2:00 czasu polskiego. W tym meczu o dziwo postawiłbym na Kings. Dlaczego? Po pierwsze Grizzlies zagrają bez Zacha Randolpha, po drugie do gry wraca DeMarcus Cousins, a takie powroty często kończą się świetnymi występami. Po trzecie Grizzlies nie mają pod koszem nikogo oprócz Marca Gasola, a Kings mają tych graczy kilku. Jedyne co stoi za Grizzlies, to prawdopodobny powrót do gry Mike’a Conleya. Ale czy to wystarczy?
Utah Jazz (2-3) – Milwaukee Bucks (2-2)
Początek o 3:00 czasu polskiego. Czołowa obrona ligi kontra przedostatnia obrona ligi. Przewaga Bucks. W Utah jest czterech co najmniej niezłych podkoszowych, w Bucks maksimum półtora. Przewaga Jazz. Obie drużyny są w back-to-back. Równowaga. To co przeważy? Parkiet. Jazz nie przegrali jeszcze u siebie, a Bucks nie wygrali na wyjeździe. No chyba, że Brandon Jennings przypomni sobie jak grał w pierwszym miesiącu debiutanckiego sezonu.
Los Angeles Lakers (3-3) – Houston Rockets (2-2)
Początek o 4:30 czasu polskiego. Kobe Bryant trafił 6 z 28 rzutów przedwczoraj. Ale zapowiedział, że dalej będzie tyle rzucał co dotychczas. Andrew Bynum jest głodny gry i będzie kontynuował swój attack-mode przeciwko Rockets. Tym razem jednak nie będzie mu tak łatwo jak w poprzednich latach, bo ci mają w końcu graczy, którzy mogą mu ustać. Samuel Dalembert jeszcze się uczy zagrywek w ataku, ale w obronie jest specjalistą od zawsze. Pytanie brzmi raczej, kto zatrzyma Kyle’a Lowry? Derek Fisher, Steve Blake? A jeszcze jest przecież Kevin Martin. Na pewno ciekawie będzie na skrzydle gdzie zmierzą się Luis Scola i Pau Gasol.










