Rusza przedsprzedaż biografii Johna Stocktona!

08/03/2018
Stockton

Dobrze wiemy, że kochacie lata ’90. Jednym z elementów legendy tamtej NBA byli Utah Jazz, oraz ich rozgrywający John Stockton. Właśnie rusza przedsprzedaż biografii legendarnego rozgrywającego!

Książkę możesz nabyć przedpremierowo właśnie TUTAJ

Sponsor serwisu

rabat 25% przy zakupie jednej książki

dodatkowy, rosnący rabat przy dodaniu do koszyka kolejnych pozycji o koszykówce (nawet 15%!)

– wysyłka od 9 marca – książka jeszcze przed premierą w Twoich rękach!

Od 14 marca książki szukaj w salonach Empik i dobrych księgarniach w całej Polsce.


John Stockton to bez wątpienia legenda NBA. Razem z Karlem Malone i pamiętnymi Utah Jazz rok w rok walczył w Playoffach na zachodzie, dwukrotnie docierając do Finałów. Stockton spędził niemal dwie dekady w najlepszej lidze świata i do teraz dzierży rekord rozdanych w karierze asyst. Ponad 15000 podań kończących do dziś wydaje się jednym z trudniejszych do pobicia rekordów obok 100 punktów Chamberlaina zdobytych w jednym meczu. Stockton to także członek legendarnego „Dream Team” z Igrzysk 1992. Zawodnik Jazz stał się w świadomości kibiców jednym z wzorów tego, kim powinien być rozgrywający w drużynie koszykówki.

John Stockton w czasie swojej długiej i owocnej sportowej kariery raczej stronił od mediów. Teraz jednak otwiera się przed nami i dzieli się wieloma opowieściami z tych minionych już lat NBA. Pojedynki z Jordanem, Pippenem i Magic Johnsonem na treningach przed Igrzyskami. Gra u boku Ewinga, która była „czystą przyjemnością”. Malone pomylony z bagażowym, ukrywany w tajemnicy telefon od Isiaha Thomasa i starcie z Barkleyem, które skończyło się urazem kręgosłupa. To tylko część historii owianego Legendą Dream Teamu, o których opowiada Stockton w swojej autobiograficznej książce.

„Obóz treningowy rozpoczął się w La Jolla w Kalifornii, na tydzień przed kwalifikacjami. Treningi były długie, więc koszykarze amerykańscy szybko się ze sobą zgrali. Byliśmy przyzwyczajeni do tygodniowego obozu treningowego przed rozpoczęciem sezonu NBA, więc taki format nam pasował. Już po pierwszym treningu czuliśmy się całkiem pewni siebie, kiedy nagle w hali pojawiła się na niezapowiedziany sparing grupka gwiazd z uniwersytetów. Byliśmy na tyle pewni siebie, że kiedy mecz się rozpoczął, zaczęliśmy się nabijać z poważnych i skupionych min naszych młodych rywali z college’ów. M.J. ostrzegł ich z wyższością: „Witajcie w NBA, chłopcy!”. W ciągu kilku minut uśmiechy znikły nam z twarzy, bo zmotywowana grupka zawodników akademickich dosłownie nas rozwaliła. Dziś wiemy, że mieli całkiem niezły skład, między innymi z Grantem Hillem, Bobbym Hurleyem, Chrisem Webberem i Allanem Houstonem. Ale ten sparing był dla naszej drużyny kluczowy, bo wszyscy zrozumieliśmy wtedy, że musimy dawać z siebie wszystko, by odnieść sukces.

Następnego dnia częściowo zemściliśmy się na młodzieży. Tym razem to oni dostali baty, my naprawdę przywitaliśmy ich w NBA. Myślę, że do dziś nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele im zawdzięczamy i jak bardzo nam wtedy pomogli. Dzięki nim staliśmy się lepszą drużyną.

Po naszej porażce z dzieciakami zrzuciliśmy z twarzy maski luzaków i przybraliśmy poważne miny. W rezultacie nawet treningi przeszły do legendy z uwagi na swoją intensywność. Kiedy przybyliśmy do Portland, wszyscy byliśmy już gotowi do bitwy pod przywództwem Chucka Daly’ego, Lenny’ego Wilkensa, trenera uniwersytetu Duke Mike’a Krzyzewskiego oraz trenera Seton Hall P.J.-a Carlesimo. Zgodnie z naturą zgromadzonych w drużynie zawodników treningi odbywały się na najwyższym możliwym poziomie intensywności. Atmosfera podczas sparingów była często gorąca, a dramaturgia osiągała najwyższy poziom. Pojedynki indywidualne, które podczas sezonu zasadniczego byłyby poprzedzane wielotygodniowymi zapowiedziami, materializowały się rutynowo, w ciągu kilku chwil.

Wystarczył krótki dźwięk gwizdka trenera i szybka zmiana składów, która inicjowała klasyczne pojedynki. Takie mecze na najwyższym możliwym poziomie szybko stały się codziennością. Podczas zwyczajnego treningu można było zobaczyć Jordana oko w oko z Clyde’em Drexlerem albo Sir Charlesa Barkleya z Listonoszem. Pod koszem Admirał (David Robinson) zmagał się z Patrickiem Ewingiem, podczas gdy Mullin i Bird odpalali bomby z dystansu. Kolejny nagły gwizdek i naprzeciw Clyde’a stawał Scottie, a z drugiej strony ścierali się M.J. i Magic. Tymczasem na swoją kolej czekał Karl. Jeśli chodzi o mnie, to większość czasu zajęły mi próby zatrzymania Magica Johnsona. W przerwach od tego niemożliwego do wykonania zadania zazwyczaj stawałem naprzeciwko M.J.-a albo jego zwyczajowego partnera, Scottiego Pippena.

Te sparingi podczas treningów były równie wymagające i równie fajne, jak wszystkie mecze w turnieju kwalifikacyjnym. Wykorzystywaliśmy sumę i kombinację swoich talentów, tych samych umiejętności, za które nie znosiliśmy się podczas sezonu NBA, kiedy rywalizowaliśmy ze sobą na poważnie. Najdziwniejsze było to, że mając do dyspozycji tak wspaniałych strzelców, reprezentacja olimpijska budziła grozę głównie dzięki sprawności w obronie, tempu gry, głębokości składu i wysokiemu grupowemu ilorazowi koszykarskiej inteligencji.”


Autor: John Stockton, Kerry L. Pickett

Tytuł oryginału: Assisted. An Autobiography

Tłumaczenie: Michał Rutkowski

Cena okładkowa: 39,90 zł

Format: 150 x 215 mm

Liczba stron: 328 tekst 8 zdjęcia

Kopiuj link do schowka