Pokochasz Bucks

04/07/2016
<p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Kto jak kto, ale ty doskonale wiesz, o czym piszę.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">To uczucie towarzyszy ci od lat i mimo, że co jakiś czas próbujesz się go pozbyć, wraca do ciebie częściej niż twój samotny i bezdzietny przyjaciel wraca do tej samej luksusowej dziwki każdego czwartkowego popołudnia. Najlepiej w przerwie między lunchem, a spotkaniem z klientem. Praca w korpo ssie.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">A ty wracasz z pracy do domu po 21, cała rodzina śpi, nawet kot nie wychyla głowy z kuwety i możesz przysiąc, że jego oblepiona piachem łapa pokazuje ci faka, a oczy każą ci wypierdalać. W kuchni przytula cię <span style="color: #3366ff;"><a style="color: #3366ff;" href="http://www.bowmore.com/whiskies/legend/">Bowmore Legend</a></span>, i już po chwili ciemnozłoty trunek nastawia na ciebie uszu i z ciekawością wysłuchuje o twoim dniu. Idziesz do pustego salonu, <a href="https://sinistersaladmusikal.files.wordpress.com/2012/09/100_4173.jpg">nastawiasz płytę</a>, włączasz boczne światło i odpalasz komputer.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Nagle, twój wielki świat złożony z miliarda drobnych problemów kurczy się do rozmiarów muszki, desperacko walczącej o przeżycie w szklance z 40% cieczą. "<em>Twoje zdrowie"</em> - mówisz głośno w myślach i kątem oka łapiesz spojrzenie eleganckiego przystojniaka w lustrze. Nie przejmujesz się świadomością pobudki o 5 i pracy do 21. Zapominasz o podatkach, zusach, koniecznością ogarnięcia i zorganizowania wszystkiego i wszystkich. Twój dzień świstaka chociaż na moment zaczyna się inną zmieniać. Cieszysz się z prostych rzeczy, chociaż przez ten krótki moment, kiedy twój 50ml przyjaciel dopinguje cię do rzeczy, które od 13 lat (z krótkimi przerwami) dają ci poczucie ciszy i spokoju.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Znasz to, prawda?</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Jeśli nie, to witaj w moim świecie.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Zakładasz koszulkę <em>Antetokounmpo </em>wychodzisz z domu.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Głowa zadarta do góry.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Plecy wyprostowane.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Sprężysty krok zwycięzcy.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Spojrzenie czempiona.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Przebijasz się przez tłum kibiców, którzy czekają w długiej kolejce na bilety. Kolejki nie są dla ciebie.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Mistrzowie nie czekają.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Przebijasz się koło ludzi i czujesz ich spojrzenia na sobie.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY"><em>"Lose Yourself"</em> w słuchawkach po raz tysięczny powoduje gigantyczne dreszcze na całym ciele. Wchodzisz do holu i znikasz we mgle dymu tanich papierosów. Walisz sektory B, C i D. VIPy idą na A.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Miejsce na parkiecie, tuż przy trybunach.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Przebijasz szacun-żółwia z ochroniarzem = +10 do respektu na dzielni.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Wysyłasz <em>suck-me-at-halftime</em>-oko do dziewczyn pod koszem = kolejna nieprzespana noc po meczu.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Stajesz przy parkiecie, rozglądasz się wokół i widzisz pełną halę. Widzisz rodziny z dziećmi w koszulkach Parkera, Giannisa i Knighta. Widzisz homoseksualne pary w koszulkach Gaya i Collinsa.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Słyszysz pisk butów na parkiecie. Szelest siatki po kolejnym rzucie z dystansu. Debila z trąbką i kretyna z wuwuzelą. Czujesz, że żyjesz.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Przeskakujesz przez reklamy i dostajesz owację na stojąco. Jak gladiator zabijający dla tłumów widzów w Koloseum, ty zaliczasz coast-to-coast w trzech krokach i kończysz akcję między dwoma obrońcami. Oczami wyobraźni wybiegasz w przyszłość i głosujesz na swoją akcję na youtubie.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Dostajesz podanie. Wielkie dłonie przytulają piłkę. Zamykasz oczy i zapach skóry daje ci pierwszy tego wieczora mini orgazm. Wodzisz palcami po gładkich rowkach i robisz pierwszy kozioł. Kur*a, ten dźwięk!</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Raz.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Drugi.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Prawa noga.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Lewa noga.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Wybicie.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Lot.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Wsad.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Obręcz drapie nadgarstek.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Siatka głaszcze po włosach.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Lądujesz i biegniesz w stronę środka boiska.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Uśmiechasz się od ucha do ucha. Kochasz ten sport. I wiesz, że w tym sezonie, zakochasz się w nim jeszcze bardziej.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">Od listopada pokochasz Bucks na nowo.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">PS.</p> <p style="text-align: justify;" align="JUSTIFY">No i miałeś rację. 50ml to za mało jak na 3000 znaków.</p> <script async src="//pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js"></script> <!-- Pod tekstem --> <ins class="adsbygoogle" style="display:inline-block;width:728px;height:90px" data-ad-client="ca-pub-4809805429623576" data-ad-slot="1699259764"></ins> <script> (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({}); </script>

Kto jak kto, ale ty doskonale wiesz, o czym piszę.

To uczucie towarzyszy ci od lat i mimo, że co jakiś czas próbujesz się go pozbyć, wraca do ciebie częściej niż twój samotny i bezdzietny przyjaciel wraca do tej samej luksusowej dziwki każdego czwartkowego popołudnia. Najlepiej w przerwie między lunchem, a spotkaniem z klientem. Praca w korpo ssie.

A ty wracasz z pracy do domu po 21, cała rodzina śpi, nawet kot nie wychyla głowy z kuwety i możesz przysiąc, że jego oblepiona piachem łapa pokazuje ci faka, a oczy każą ci wypierdalać. W kuchni przytula cię Bowmore Legend, i już po chwili ciemnozłoty trunek nastawia na ciebie uszu i z ciekawością wysłuchuje o twoim dniu. Idziesz do pustego salonu, nastawiasz płytę, włączasz boczne światło i odpalasz komputer.

Nagle, twój wielki świat złożony z miliarda drobnych problemów kurczy się do rozmiarów muszki, desperacko walczącej o przeżycie w szklance z 40% cieczą. „Twoje zdrowie” – mówisz głośno w myślach i kątem oka łapiesz spojrzenie eleganckiego przystojniaka w lustrze. Nie przejmujesz się świadomością pobudki o 5 i pracy do 21. Zapominasz o podatkach, zusach, koniecznością ogarnięcia i zorganizowania wszystkiego i wszystkich. Twój dzień świstaka chociaż na moment zaczyna się inną zmieniać. Cieszysz się z prostych rzeczy, chociaż przez ten krótki moment, kiedy twój 50ml przyjaciel dopinguje cię do rzeczy, które od 13 lat (z krótkimi przerwami) dają ci poczucie ciszy i spokoju.

Znasz to, prawda?

Jeśli nie, to witaj w moim świecie.

Zakładasz koszulkę Antetokounmpo wychodzisz z domu.

Głowa zadarta do góry.

Plecy wyprostowane.

Sprężysty krok zwycięzcy.

Spojrzenie czempiona.

Przebijasz się przez tłum kibiców, którzy czekają w długiej kolejce na bilety. Kolejki nie są dla ciebie.

Mistrzowie nie czekają.

Przebijasz się koło ludzi i czujesz ich spojrzenia na sobie.

„Lose Yourself” w słuchawkach po raz tysięczny powoduje gigantyczne dreszcze na całym ciele. Wchodzisz do holu i znikasz we mgle dymu tanich papierosów. Walisz sektory B, C i D. VIPy idą na A.

Miejsce na parkiecie, tuż przy trybunach.

Przebijasz szacun-żółwia z ochroniarzem = +10 do respektu na dzielni.

Wysyłasz suck-me-at-halftime-oko do dziewczyn pod koszem = kolejna nieprzespana noc po meczu.

Stajesz przy parkiecie, rozglądasz się wokół i widzisz pełną halę. Widzisz rodziny z dziećmi w koszulkach Parkera, Giannisa i Knighta. Widzisz homoseksualne pary w koszulkach Gaya i Collinsa.

Słyszysz pisk butów na parkiecie. Szelest siatki po kolejnym rzucie z dystansu. Debila z trąbką i kretyna z wuwuzelą. Czujesz, że żyjesz.

Przeskakujesz przez reklamy i dostajesz owację na stojąco. Jak gladiator zabijający dla tłumów widzów w Koloseum, ty zaliczasz coast-to-coast w trzech krokach i kończysz akcję między dwoma obrońcami. Oczami wyobraźni wybiegasz w przyszłość i głosujesz na swoją akcję na youtubie.

Dostajesz podanie. Wielkie dłonie przytulają piłkę. Zamykasz oczy i zapach skóry daje ci pierwszy tego wieczora mini orgazm. Wodzisz palcami po gładkich rowkach i robisz pierwszy kozioł. Kur*a, ten dźwięk!

Raz.

Drugi.

Prawa noga.

Lewa noga.

Wybicie.

Lot.

Wsad.

Obręcz drapie nadgarstek.

Siatka głaszcze po włosach.

Lądujesz i biegniesz w stronę środka boiska.

Uśmiechasz się od ucha do ucha. Kochasz ten sport. I wiesz, że w tym sezonie, zakochasz się w nim jeszcze bardziej.

Od listopada pokochasz Bucks na nowo.

PS.

No i miałeś rację. 50ml to za mało jak na 3000 znaków.




Kopiuj link do schowka