PO blee i nieblee IX

06/06/2018
curry

Cześć. Dwa mecze za nami. Bez niespodzianek. Wojownicy wygrali dwa razy. Raz po dogrywce a raz już normalnie rozbijając Kawalerzystów w regulaminowym czasie gry. Pierwszy mecz bardzo mi się podobał – ta wesoła, nieskrępowana obroną koszykówka dała pasjonującą końcówkę i dogrywkę. Drugi mecz, też dobry choć już zdecydowane pod dyktando GSW. Nalejcie sobie gorącej czekolady i zapraszam.

Nudne – pojawiły się głosy, że finały będą nudne bo znowu Cavs i GSW ble ble, ble. Nie rozumiem tego. Przecież każdy miał szansę pokonać te ekipy i zagrać w finale. Nikt ich nie pokonał więc grają znowu. Mieli odpuścić by zrobić dobrze marudom ? Mieli specjalnie przegrać by zagrać mogli inni ? Ci beznadziejni Cavs są w finale ale mogli odpaść z niedocenianym pretendentem z Kanady lub z super ekipą z Bostonu. Ale nie odpali. Budzi to pewne wątpliwości co do poziomu przeciwników. Skoro Cavs mieli prawie najgorsza obronę w lidze ale pokonali najlepszą i druga ekipę na wschodzie to właściwie w jakim świetle stawia te drużyny ? He he he. To są śmieszne rzeczy. W finale są ci, którzy do niego awansowali. Z drugiej strony czy ktoś naprawdę, szczerze wolałby oglądać Jamesa męczydupę Hardena i Chrisa ała moja noga Paula niż Currego i KD ?

Mecz 1 – Cavs dostali w pierwszym meczu szansę od losu na zrobienie czegoś co mogło zmienić obraz serii. Mogli mieć 1:0 u nich w domu. To po pierwsze mogło wybić z rytmu GSW, po drugie w takich napiętych sytuacjach potrafią z Wojowników wyjść dziewczynki, Curry gaśnie bo on lubi komfortowe mecze, Green zaczyna faulować itp., itd., po trzecie Cavs mając to jedno zwycięstwo napełnili by się wiarą i pewnością, że mogą powalczyć i po czwarte wracali by do siebie z bilansem 1:1 w najgorszym przypadku. Ta wygrana mogłaby zmienić wszystko, oczywiście możliwe jest też, że nie zmieniłaby niczego. Nigdy się nie dowiemy, bo najpierw Hill zawalił najważniejszy rzut w swojej karierze, a potem J.R. geniusz Smith pogrążył Cavs nawet nie oddając rzutu. Szansa przepadła. Jest 2:0 dla GSW po drugim spotkaniu, w którym mistrzowie z łatwością rozbili Kawalerię. Z drugiej strony jeśli Smith postawił u buka kaskę na 4:0 dla GSW to rozegrał to jak mistrz.

Zbiórki – w G1 Cavs udały się zbiórki ofensywne 19:4, zbiórki ogółem 53:38, a dodając do tego ten eksperyment GSW aby grać bez obrony mecz był wyrównany (w pierwszej kwarcie CC 55% z gry a GSW 57%), zwłaszcza, że Cavs mieli momenty kiedy bronili naprawdę elitarnie jak na ich możliwości. Nie pomógł Love z 1/8 za trzy ale KD 1/7 za trzy wyrównał szanse.

Nance Jr. – G1 19 min. 11 zb. w tym 4 ofensywne, 9 pkt. G2 12 min. 6 zb.

22,2% – z gry mieli Cavs w dogrywce. GSW 83,3%. Z dystansu CC 33,3% a GSW 100%. Jak wyścig stuningowanje bejki z 1997 roku z Ariel Atomem.

Znowu zbiórki – w G2 po raz kolejny deskę ofensywna opanowali gracze Cavs. 16:7, łącznie też lepiej choć o włos 42:41 dla CC. Niech sobie chociaż pozbieraja bo co innego im zostało.

LBJ – w pierwszej kwarcie G1 był 4/4 z gry, 12 pkt., 3 ast., 1 prz., 1 str.

5 – strat ma średnio w meczu LBJ w finałach.

25% – w dwóch meczach trafia Miłość z dystansu 4/16. Ale mimo to gra dobrze, walczy, rzuca, broni. Widać, że mu się chce. Tanio skóry nie sprzeda. Liczę na jakiś jego występ na poziomie +30 pkt. i 5-7 trafionych trójek.

6-1 – są GSW w tych PO i poprzednich gdy KD, Curry i Klay maja +20 pkt.

21/21 – z wolnych jest Kevin Love od pierwszego meczu z Bostonem. W PO nie trafił 4 na 55 oddane.

Klay – człowiek cienia ale jak bierze na klatę takiego dzika jakim jest Tristan i nie daje się przepchnąć, to szacun dla jego obrony i siły musi być. W G2 podczas trzeciej kwarty był 3/3 z dystansu. Klay nigdy nie opuścił meczu w PO.

100– gier ma Klay w PO. Jest pierwszym graczem w historii GSW, który tak ma.

3 – graczy Cavs w G1 miało +10 pkt w tym Smith będący 3/10 z gry i 2/6 za trzy, w tym jeden rzut w dogrywce gdy było pozamiatane. Reszta to Love i LBJ.

4 – wszystko rozbija się o to, że aby zatrzymać 4 all starów musisz mieć także 4 all starów lub trzech all starów i 2 super obrońców. W Cavs jest 1 i pół all stara i 0 takowych obrońców. Cavs wygrali z GSW tylko wtedy gdy bilans all starów na boisku był remisowy, w 2016 roku. Był LBJ, Irving i Love na Currego, Klay’a i Greena. W 2015 było 3 na jednego, a rok temu 4 na trzech.

51– punktów LBJ’a. Super, pobił jakieś tam rekordy, jest znowu na ustach wszystkich ale ile warte jest te 51 pkt. gdy się przegrywa ? LBJ był -13 w +/-. Dołożył jedna cegłę do swego dziedzictwa, ależ oni dramatyzują z tym dziedzictwem. To tylko basket.  Nic nie zmienia faktu, że tytuły są tylko trzy. To drugi najwyższy indywidualny wynik punktowy w przegranym meczu w PO (51 mają też Russ, Ray Allen). Pierwszy MJ i jego 63 pkt.  w 1986 roku.

Połowa – pierwsza w G2 LBJ – 15 pkt., 8 ast., 7 zb., 2 prz. w drugiej 14 pkt., 5 ast., 2 zb.

12,5% – z dystansu w finałach ma Jeff Green. Jest 1/8. Z gry 31,3%.

50 – trójek nie trafili GSW i CC w G1. Nikt nigdy tyle nie przestrzelił.

Krzyk – pod koniec meczu nr 1 miałem chęć krzyczeć z radości, że jest taki fajny. Niestety dzieci spały i nie mogłem. W latach 90 krzyczałem. Krzyczałem podczas Bulls vs Portland, Suns vs Bulls i Sonics vs Bulls potem  i NYK vs SAS i jeszcze podczas finałów w 2016 roku.

Dogrywka – w dogrywce Cavs stanęli. Pomysły się skończyły, morale upadło a rzuty przestały wpadać tylko LBJ forsował i rozkładał ręce. GSW władowało im 17 pkt. i zamknęli temat.

Mecz 1 – pokazał nam po raz kolejny, że nawet najbardziej heroiczne i niewiarygodne indywidualne wyczyny nie przekładają się na wygraną gdy po drugiej stronie stoi drużyna i szczęście. LBJ zagrał mega mecz ale bez wygranej nie jest on tym czym by był gdyby zwyciężyli.

MJ vs LBJ – 8 finałów LBJ nawet nie umywa się do 6 tytułów MJ. Takie porównanie jest wręcz obraźliwe dla Jordana. Rozumiem, że liga potrzebuje nowych bohaterów i musi promować aktualnie grających zawodników, wielokrotnie z braku lepszego materiału na siłę – jak w przypadku Hardena, czy wersja extreme Westbrooka – ale obiektywizm powinien jednak działać. LBJ to nie jest poziom MJ. Nigdy nie będzie.

100% – z gry ma po dwóch meczach Shaun Livingston. 4/4 z G1 i 5/5 w G2.

Zagrywki – Stefka z Bellem i McGee na trójkę są tak samo proste jak genialne, skuteczne i piękne.

Rozłożone ręce – LBJ’a. Mam dość tego jego nachalnego stylu protestowania po każdej akcji, że był faul. Przez to sytuacje kiedy naprawdę ma racje są niezauważalne. Moja 4 letnia córka jest twardsza i lepiej znosi takie rzeczy niż on.

McGee – 18 minut w G2 6/6 z gry, 12 pkt. Człowiek demolka. KD go wykreował pięknymi podaniami. W G1 za akcje w 5 minucie 3Q shaqtin a foll będzie jego.

Curry – idzie po MVP finałów. W G1 dobrze zagrał, miał słabsze momenty ale 29 pkt., 45% za trzy, 6 zb., 9 ast., 2 straty to porządna linijka. Nie był tak widoczny, bo nikt nie był widoczny przez te 51 pkt. W G2 już świecił blaskiem najjaśniejszym. Zbombardował kosz Cavs trójkami z każdego miejsca i każdej odległości. 33 pkt., 53% za trzy, 7 zb., 8 ast., 5 strat. Taki Curry to poezja. Potrzebował czasu w tych PO aby się rozkręcić ale teraz z tymi leszczami z Ohio to może robić co chce. Zobaczymy czy utrzyma taką intensywność w Q Arenie. Ja nie jestem jego fanem ale taki Curry to jest majstersztyk, sycę swe oczy jego grą bo widać, że w tych PO Stefciu wcisnął gaz do dechy i nie czeka ani na KD, ani na nikogo innego.

West – jak walnął trójkę w G2 to było takie podsumowanie meczu. Cavs chcą bardzo, nawet najbardziej ale najzwyczajniej w świecie nie mogą bo są za krótcy.

Twardziel – Piękny Tyronn w wersji hard Tyronn Techniczny Lou. Ależ go nerwy poniosły. Tyronn wyluzuj złość piękności szkodzi.

J.R. – wracaj chłopie do Chin. Niech ktoś go porwie, tabletki nasenne przed G3, cokolwiek byle nie zagrał.

5 – trójek Currego w 4Q G2.

Love – w drugim meczu w 3Q był naprawdę gorący; trzy trójki, zbiórki, wolne i w pewnym momencie przestali na niego grać. Ot tak. Żadnych podań, żadnych asyst. JAk tak grają to myślę sobie, że Cavs nie zasługują na tytuł, są  zbyt pierdołowaci aby być mistrzem. A stwierdzenie, że LBJ czyni swoich partnerów lepszymi zdaje się być nieco na wyrost. LBJ z pewnością czyni samego siebie lepszym, co do innych to mam wątpliwości jak patrzę na te jego egoistyczne zapędy. Idzie kontra dwóch graczy z przodu LBJ i TT, dwóch obrońców GSW KD i DG – obaj idą na LBJ, który biegnie z piłką i co ? nic LBJ nie podaje do wolnego TT tylko nieskutecznie i nachalnie kończy sam i oczywiście rozkłada ręce.

Kyrie – jego brak jest widoczny aż nadto, wręcz namacalnie. Brak drugiej siły ofensywnej potrafiącej zrobić coś z niczego, mogącej trafić z każdej pozycji, nie potrzebującej kreacji do zdobywania punktów, mającej szybkość, przegląd pola, drybling, trójkę i moc. Tego brak najbardziej w moim odczuciu aby Cavs mogli pomyśleć o tym by stanowić zagrożenie dla GSW. Pojawiła się plotka, że Kemba jest chętny na grę w barwach Cavs gdyby LBJ został.

KD – w pierwszym meczu spokojnie, dobrze ale wciąż bez skuteczności. 26 pkt. ładnie ale 8/22 z gry -36,4% i 14,3% za trzy były słabe jak Marian. W G2 wrócił Kevin chudy potwór Durant. Też 26 pkt. ale 71,4% z gry i 66,7% za trzy.

50% – z gry w G2 miało u Kawalerzystów tylko dwóch graczy. LBJ 10/20 i TT 5/8. Śmieciowy czas się nie liczy. Love, Smith i Hill – mieli razem 35,9 %.

Korver – w G1 16 minut, w G2 17 minut, 3 i 1 punkt. Nigdy nie zrozumiem niektórych decyzji personalnych pięknego Lou.

Parodia – ten faul Korvera na Thompsonie na początku 5 minuty 2Q w meczu 2 to była parodia.  Klay pięknie wymusił ale sędziowie powinni otworzyć oczy.

Seria – mimo jednostronnego wyniku podobają mi się te finały. Czekam niecierpliwie na dzisiejszy mecz. Jeśli Cavs mają podjąć walkę to jest ten moment. G3, swoja hala, swoi kibice, trzeba zagrać mądrze, trafiać, dzielić się piłką, nie forsować i mieć nadzieję, że GSW nie będą trafiać. Jeśli będą to nic nie pomoże, obojętnie co Kawaleria zrobi.

Dzięki za przeczytanie i do następnego.

Kopiuj link do schowka