Pisanie o Phoenix Suns jest trudne, czyli weź polej!

17/12/2012
Marcin Gortat

Marcin Gortat /fot. Flickr

W radiu MaryLa mówią, że chcą nas zgnębić, zniszczyć, że totalitaryzm, że zamordyzm, że się nie da, że ślepe pociski, że szamotanina, że trotyl był tam gdzie go być nie powinno, że trzeba się podnieść. Za chwilę będziemy świadkami spektakularnego końca ziemskiej doczesności, a mój druh spod obręczy śle mi wiadomości, że Suns czeski basket grają, a Gentry jakby wczorajszy. To nie będzie treść o stanie naszej państwowości. To będzie słowotok o Phoenix Suns.

Lodówkę w ulubionej kuchni zdobi fotografia mojej skromnej osoby z Marcinem Gortatem. Kiedyś wisiał na niej poster samego Air Jordana, przyczajonego w pozycji obronnej względem Magica Johnsona. ?ycie przeszłością na dłuższą metę może stać się zgubne, dlatego też po jednym z Gortat Campów w Olsztynie podjąłem zamysł, by ikony NBA ustąpiły miejsca wiadomo komu! Teraz, gdy z dumą popełniam kolejne tosty z serem (bywa, że i dodaję polędwicę sopocką), to zerkam okiem na rzeczone wyżej foto, bo dobrze mi się kojarzy, a i w dobry humor wprawić mnie potrafi. Szanuję Gortata za krzewienie „wiary” w mało koszykarskim narodzie.

Dzieje się źle, źle dzieje się. Marcinowe Phoenix Suns niebezpiecznie pikuje w dół tabeli i przed organizacją z Arizony zapowiada się „czas dżumy i jedzenia kartoflanki z cebulą”. Całkiem niedawno padliniarskie Orlando Magic, które wcale nie jest takie padliniarskie jak wszyscy mówią przejechało się po „Gokarcie” i jego ułomnych partnerach stosunkiem 98-90. Później przyszło fartowne zwycięstwo z Grizzlies i 15 punktowa wygrana z Utah Jazz. Hmm.. Nie lubię sztywnych form i nie umiem rozczulać się nad sportową jednostajnością naszego Marcina, ale tak źle jeszcze nie było. Siedem porażek z rzędu utwierdza mnie w przekonaniu, że choć Słońca personalnie na tle innych doliniarskich ekip ligi, wyglądają zupełnie przyzwoicie, to już zespołowo nie wyglądają zupełnie wcale! Najtrudniejszy czas w NBA dla Polaka stał się faktem i jeśli Goran Dragic nie przestanie bezkarnie bujać się z piłką po parkiecie, to w pięknie przeszklonych gabinetach, menadżerowie Suns będą kombinować na potęgę, by nie stać się pośmiewiskiem ligi w najbliższych miesiącach.

[reklama]

Charles Barkley na antenie TNT wypalił w swoim stylu: „Nie wiem, co oni w tym Phoenix robią. Ani nie mają zespołu, który może wygrywać w tym sezonie, ani nie budują na przyszłość. Ta drużyna nie ma żadnych perspektyw”. Słońca nie świecą! Może czasem przez trzy kwarty świecą, jako tako, jakimś światłem odbitym od boiskowego telebimu, by w kwarcie ostatniej zgasnąć na długie minuty. Alvin Gentry wie, że nic nie wie. Miota się jak niegdyś Jose Maria Bakero w klubowym pubie Polonii Warszawa. Mylą mu się kolejne porażki, nie panuje nad brakiem koncepcji, nie wykorzystuję potencjału grajków, których ma pod strzechą. Blowjob myli mu się z blowoutem, zasada „złotego środka” kojarzy mu się ze „złotym deszczem”, a Dragic przecież nigdy nie będzie wyższy. Optymalne rozwiązanie Gentry znajdzie pewnie po weekendzie gwiazd, ale wtedy jego miejsce zajmie pewnie już Michał Probierz, który wypowiadał się w niedzielnym Cafe Futbol, twierdzi że lekiem na ten bigos jest większa liczba rzutów za trzy Gortata, gdy mecze są na tzw. styku Dokumentna dezorganizacja stała się faktem. Rokowania dla Suns są złe.

Co na to sam Martin? Robi dobrą minę do złej gry, bo czas jakiś temu dostał burę za nazywanie rzeczy po imieniu. Mówi coś o ciężkiej pracy na treningach, wierzy, że w końcu coś zatrybi, że trzeba to przetrwać, a psyche ma mocne przecież i poddawać się nie ma zamiaru. W reprezentacji gra z Koszarkiem i Berishą, to i ze Scolą i Beasleyem znajdzie wspólny język. Da się jednak wyczuć odpowiedni kontekst jego myśli w udzielanych wywiadach. Gentry stracił panowanie nad sytuacją, a Marcin jest szczerze zirytowany (w zaprzyjaźnionym nocnym używają terminu wkurwiony) tym całym bajzlem. W jednym meczu gra lepiej, w drugim gra piach, w trzecim nie gra zupełnie, a w meczu czwartym nagle wszyscy grają na niego. Mój uczelniany profesor od historii XIX wieku mawiał: „Nawet jak robisz coś źle to i tak najważniejsza jest konsekwencja i systematyka w temacie”. Coach Gentry brnie zaś konsekwentnie w niesystematyczność swych karkołomnych decyzji.

Dla Marcina Gortata, który ciągle jest najbielszym pośród białych przekaz jest jednoznaczny:
MARCIN ZESRAJ SI?, A NIE DAJ SI?! Na mojej lodówce zawsze będziesz number ONE!

Dziś w nocy na drodze Suns stają Królowie z Sacramento. Będzie trzecie zwycięstwo z rzędu? Ja już nic nie rozumiem! NBA Babe

Piotr Jankowski, Spacejam.blox.pl

Kopiuj link do schowka