„New Team, Same Dream” – Preseason #1
LAL

„Nowy zespół, to samo marzenie” jest naszym hasłem przewodnim na obecny sezon. Slogan piękny, ale będzie ciężko zrealizować to, co za sobą niesie i który powinien być celem na kolejne lata, nie tylko ten rok. Pozostaje wierzyć, że nie zmieni się w kolejne urojenie, a Luke Walton z Bryanem Shaw stworzą Lakers tak dobrych jak za swoich czasów.

Lekko zaspany, bo dopiero co obudzony z letniego snu, włączyłem dzisiejsze zmagania w Honda Center. Oznaki lepszej gry zauważyłem dopiero po kilku bolesnych dla oczu minutach. Zaczęliśmy od cegiełek z dystansu i strat typowych dla Juliusa, który nieco zrehabilitował się pierwszym trafieniem dla drużyny w preseason.

Chwila, zapomniałem o czymś ważnym. W dzisiejszym meczu Luke próbował rotacji z Clarksonem jako 6th manem. Zamiast niego obok D’Angelo, Luola, wspomnianego już Juliusa i Timofeya wybiegł Lou Williams. Słodki Lou w dzisiejszym meczu robił to, do czego nas w zeszłym roku przyzwyczaił. Zgadliście, wymuszał rzuty wolne. Jego udział w meczu można by uznać za kompletną klapę, gdyby nie stawał na linii aż dwanaście razy. Oprócz tego raził nieskutecznością, w obronie nie było gorszych i grał bardzo egoistycznie. Na dole jeden z przykładów, gdzie prosiło się o podanie do Larry’ego, a skończyło na wolnych Williamsa.

Lou Williams

Zakończę narzekanie na dzisiaj. Wygraliśmy z Kings 103 do 84, mimo zdobycia zaledwie 39 punktów w pierwszej połowie. Co prawda pomógł w tym brak Cousinsa od przerwy i nasi kluczowi gracze grali po kilka minut dłużej od swoich odpowiedników z Sacramento, ale kogo to niedługo będzie obchodzić? Rok temu po raz pierwszy w historii przegraliśmy z nimi wszystkie mecze sezonu regularnego, więc odbicie się od tego dna, przynosi trochę radości nawet w takim meczu.

Z rzeczy ważnych – Jordan Clarkson zaczął bronić! Poważnie, przez cały swój pobyt na parkiecie nie odpuszczał. Zaliczył jeden przechwyt, ale tylu strąceń piłki w jego wykonaniu jeszcze nie widziałem. Nie tylko ręce miał aktywne, nie odstawał na krok przydzielonego zawodnika i Afflalo czy McLemore musieli szukać punktów, gdy JC siedział na ławce. W ataku też robił swoje.

Jordan jest z pewnością najlepiej przygotowanym guardem do tego sezonu.

Najbardziej swoją grą zaskoczył mnie Timofey Mozgov. Wyobrażałem sobie, że w Los Angeles jego rola będzie ograniczać się do tego, co miał robić Roy Hibbert, gdy przychodził do drużyny. Rosjanin oprócz zbierania i obrony spod kosza, pokazał kilka cudnych podań. Jego dwie asysty, wyprowadzające JC i Denga na czyste trójki, wzbudziły mój podziw i zaczyna rodzić się sympatia do tego zawodnika.

Swoje wielkie minuty w drugiej połowie miał Tarik Black. Całe szczęście postawiliśmy na niego, a nie na kolejny sezon z cieszącym się na ławce nawet przy wyniku -20 Robertem Sacre. W całym meczu był aktywny, ale dopiero po przerwie przynosiło rezultaty.

To tylko jedna z kilku akcji, gdzie po dobrej obronie od razu przechodził do ataku i kończyło się punktami dla Lakers. Razem z Lou zdobył ich najwięcej (po 15) i był głównym bohaterem przełomu trzeciej i czwartej kwarty, w której najpierw odrobiliśmy straty, a potem wyskoczyliśmy na bezpieczną przewagę. Drugi garnitur z nim, Clarksonem, Nance, Ingramem i Huertasem/Calderonem spisał się na medal w obronie. No dobra, Marcelo trochę odstawał, ale pięciu dobrych obrońców w jednym momencie w strojach Lakers nie widzieliśmy przez szmat czasu, więc cieszę się, gdy zostaje tylko jedno słabe ogniwo.

Brandon Ingram mimo słabego występu w ataku nie stracił w moich oczach. O ile pierwsza połowa jest do zapomnienia, tak po przerwie widzieliśmy obronę na poziomie NBA. NBA, nie pierwszoroczniaka, który z tak wątłym ciałem miał się odbijać od rywali według krytyków jego budowy ciała. Blokuje jak z highlightów na youtubie, długie ręce wystawi gdzie trzeba i trafi się przechwyt. Sprawdzają się słowa Luke Waltona „Jest słaby, ale nie miękki”. Nie odpuszczał Gayowi, był wrzodem na tyłku dla innych. W pewnym momencie presja puści i zacznie trafiać. D’Angelo Russell przechodził przez to samo w zeszłym roku. Ba, Ingram tak zaczął przygodę na studiach, więc to nic nietypowego dla niego. Aklimatyzacja chwile potrwa, nigdzie nam się nie spieszy w tym sezonie. Niech się chłopak dalej rozwija bez niepotrzebnie zwiększonej presji. Zrobi swoje Deng. Jeśli zarazi dzieciaka swoją kulturą pracy, to za rok możemy spodziewać się zmiany w podstawowym ustawieniu Lakers i to na dobre.

Z nowych twarzy podobał mi się jeszcze Thomas Robinson. W siedem minut zdobył 8 punktów i 7 zbiórek. Po stracie Brandona Bassa widzę w nim mocną trzecią opcję na pozycji silnego skrzydłowego. Ma lepsze warunki fizyczne od Bassa, a przy grze z Blackiem, który wzrostem będzie odstawać od każdego centra, to ma wielkie znaczenie. Wykorzystuje swój wzrost zresztą w odpowiedni sposób. Jest łasy na zbiórki jak Randle, może gdy ten będzie miał problemy z faulami, to Thomas doczeka się kilku minut w meczu. Trochę tylko żałuję, że Luke w rotacji wysokich w dzisiejszym meczu nie chciał wcześniej skorzystać z Ivicy Zubaca. W 5 minut Chorwat zbyt wiele nie mógł pokazać, ale przynajmniej pograł więcej od Yi. Jianlian miał tego pecha, że dostał tylko 3 minuty i to przeciwko DeMarcusowi Cousinsowi. W jednym z posiadań Kings wręcz od niego uciekł i prosił o zmianę krycia z Larry Nance. Nie wybłagał, musiał się z nim zmierzyć i nie wyszło. Według mnie jest obecnie siódmym wysokim w rotacji Lakers. Z pewnością nie jest wart 8 milionów za sezon.

Wstrzymam się jeszcze z oceną postępów Russella w offseason. Ciągle mam przed oczami świetne Summer League w jego wykonaniu. Może po prostu dzisiaj nie miał swojego dnia, ale fajnie by było, gdyby ograniczył liczbę niewymuszonych strat. Naprawdę irytuję mnie, gdy widzę, jak w głupi sposób traci piłkę będąc nieatakowanym. Tą samą manierę ma Randle i w ostatnim roku przez nich traciliśmy mnóstwo punktów z szybkiego ataku.

Prawie zapomniałbym – Anthony Brown is on fire! Sztab od dłuższego czasu mówi, że na treningach jest w czołówce strzelców drużyny. Dzisiaj w końcu to potwierdził. Trafił wszystkie swoje rzuty w tym dwie próby z dystansu. Gracz, który przychodził jako niski skrzydłowy, może być w tym roku niezłą opcją na pozycji rzucającego obrońcy. Warunkami fizycznymi nie grzeszy, więc na pewno jest to pomysł do rozpatrzenia. Nick Young nie dostał dzisiaj nawet minuty na parkiecie, możliwe że niedługo Brown będzie trzecią opcją drużyny na obu pozycjach, na których dotychczas występował.

Drugie spotkanie w preseason w sobotę o  4 rano. Ciekawe jak nasi wysocy będą wyglądać na tle Nuggets.