Orlando vs Oklahoma, czyli One Team Show

26/12/2011

Dwight Howard, Kevin Durant

Tak, to już dzisiaj. Dzisiejszej nocy po ponad półrocznej przerwie wróciła najpiękniejsza liga sportowa świata koszykarska NBA. Po trzech solidnych porcjach basketu, przyszła kolej na następne danie, mecz Oklahomy City Thunder z Orlando Magic. Jedni z nich tracą status elity, drudzy to wschodzące gwiazdy. Jedni skazywani w tym sezonie na porażkę, drudzy na sukces. A jak przedsezonowe oczekiwania zweryfikowało boisko?

Sponsor serwisu

Całe Orlando przed sezonem drżało o ich najlepszego zawodnika Dwighta Howarda. Mnóstwo pogłosek o trade, tu do Los Angeles, tu do New Jersey. Został, i to wokół niego będzie bazować cała drużyna z gorącej Florydy. Na jak długo? Przynajmniej do lutego. Wokół niego solidni całkiem strzelcy, rozgrywający trochę jak jeździec bez głowy. A co w Oklahomie? Bojowe nastroje, wysokie morale. Klasyczna jedynka nowej generacji, ligowy superstrzelec i trochę chudszy niż zazwyczaj środkowy. Dobrzy zawodnicy dający zastrzyk energii z ławki. Wielkie nadzieje na zajęcie pierwszego miejsca w średnio dysponowanej w tym roku konferencji.

Zaczęło się. Hala w Oklahomie na pierwszy i ostatni rzut oka wypełniona po brzegi. Ostatnie przygotowania, podskoki i ruszamy. Pierwsze minuty meczu to prawdziwy festiwal punktowy, kiedy wpadło wszystkie 5 rzutów. Trzy punktowe Andersona i Thabo Sefoloshy, szybkie akcje podkoszowe Howarda i wynik 18-11 dla Magic po czterech minutach meczu, jeszcze zanim zdążyłem napisać to zdanie. A co z królem strzelców ligi Kevinem Durantem? Tylko jeden celny rzut na trzy próby. Kiepski początek Oklahomy i czas na prośbę trenera Scotta Brooksa. 40 punktów w cztery minuty? Zapowiadało się fantastyczne spotkanie.

Zaraz po time out poczuliśmy prawdziwy Grzmot. Trzęsienie ziemi? Nie, to tylko Russell Westbrook z Kevinem Durantem. Szybka trójka, przejęcie, wsad, remis. Czas tym razem dla Orlando. W ciągu 6 minut zdobyto tutaj więcej punktów niż przez całą ostatnią kwartę meczu Lakers Bulls. Dla odmiany po przerwie zawodnicy zaczęli masowo pudłować faule w ofensywie, straty. Zero punktów przez dwie minuty, a potem rzut dystansowy Hedo Turkoglu przełamał chwilowy marazm, a na tablicy wyników 21-18 dla Magic. Na parkiecie rezerwowi zawodnicy z obu stron, mecz stracił na szybkości, zyskał na nudności. Faule na super-rezerwowym z Oklahomy Jamesie Hardenie. Wszystkie wykorzystane, następne dorzuca jeszcze Nazr Mohammed, czerwone cyferki pokazują okrągły wynik 22-24 dla gospodarzy. Harden faulowany znowu i znowu. Kolejne wolne, rezultat 22-27, a liderami punktowymi są Howard i Harden z siedmioma oczkami na koncie. Najlepszy center ligi również z pięcioma zbiórkami.

Początek drugiej kwarty bliźniaczo podobny do pierwszej, z bardzo szybko zdobytymi punktami z obu stron. Grzmotowe trójki i kelnerski lay-up nowego zmiennika Howarda Glena Davisa. Tablica wyników 26-35 dla Thunder i przerwa dla trenera Stana Van Gundy. Następne akcje „punkt za punkt”, a za każdym razem jak Kevin Durant umieści piłkę w koszu publiczność zebrana na meczu tworzy niesamowity wręcz hałas. Chwila nieuwagi i zawodnicy Oklahomy zaczęli w strasznie wysokim tempie odjeżdżać rywalom z Florydy. Rezultat to 31-48 i przerwa dla Magików. Zaraz może być po meczu, bo goście mocni w odrabianiu wielkich strat nigdy nie byli. Czyżbym jednak się mylił? Sześć oczek pod rząd dla Magików i Grzmotowa przerwa. Oklahoma swoją przewagę bardzo chłodno utrzymuje i kończy połowę efektownym alley-oopem. Wynik to 41-55. Liderem punktowym rzecz jasna Kevin Durant z liczbą „14” przy nazwisku.

Po zmianie stron ogólny stan rzeczy zdawał się nie ulec zmianie. Szybkie punkty zdobyli gospodarze, odjeżdżając Magikom na 20 punktów. Zawodnicy Thunder cierpliwie punktowali Orlando, z dużym wykorzystaniem indywidualnych umiejętności Kevina Duranta. Jednak za sprawą trzypunktowych akcji Jameera Nelson i Ryana Andersona udało się zniwelować różnicę do 12 oczek, szybka reakcja trenera Thunder i czas. Trójka Sefoloshy, lay-up Nelsona i 13 punkcików przewagi. Stosunkowo mało punktów i ciekawej gry z obu stron, na tablicy wyników przewaga Oklahomy 55-69 na trzy minuty przed końcem przedostatniej kwarty. Po time-out rezerwy gospodarzy spisały się jak najbardziej na plus, utrzymując przewagę, a nawet ją powiększając. Szybkimi wejściami pod kosz rozbijali oni całą defensywę zespołu z Orlando. Gdy syrena obwieściła zakończenie trzeciej kwarty, w prawym dolnym rogu naszych teleodbiorników widniał wynik 63-81. Osiemnastopunktowa zaliczka przed ostatnią kwartą wydawała się wystarczająca do odniesienia zwycięstwa.

Pierwsze trzy minuty finałowej ćwiartki to seria błędów z obu stron. Ilość punktów w tym czasie była równa zeru. Goście z Florydy uparcie próbowali rzutami dystansowymi z otwartych pozycji, jednak to był zdecydowanie ich dzień. Za linią siedmiu metrów królowali Harden, Westbrook i Durant. Pierwsze punkty Magic zdobyło dopiero upłynięciu czterech minut kwarty. Czas dla Stana van Gundy’ego na poukładania spraw i taktyki na końcowe fragmenty. Przerwa nie zmieniła wiele w poczynaniach Orlando. Większość piłek była kierowana do centra, bądź rzucana z dystansu. Na 4:30 minuty przed końcem przewaga OKC wynosiła 15 punktów. Pod koniec meczu Orlando nie próbowało już nawet walczyć i było pogodzone z porażką. Końcowy wynik meczu to 89-97. Najlepszym strzelcem drużyny gospodarzy został Kevin Durant z 30 oczkami, a gości Ryan Anderson z 25.

Oklahoma City Thunder: Durant 30 (5 zb, 6as, 2 prz), Ibaka 0 (6 zb), Perkins 6 (4 zb, 1 blk), Sefelosha 8 (3 zb), Westbrook 14 (6 as, 7 zb, 3 prz), Harden 19 (6 zb, 3 as), Collison 4, Maynor 8 (2 zb), Mohammed 2 (7zb), Cook 6

Orlando Magic: Turkoglu 8 (4 zb, 3 as), Anderson 25 (10 zb, 3 as), Howard 11 (15 zb), Richardson 2 (3 zb), Nelson 18 (6as), Davis 6 (5 zb), Redick 8 (3 zb), Duhon 0, Clark 2, Richardson 0, Wafer 9

Kopiuj link do schowka