Opening Night: Boston zaczyna od pewnego zwycięstwa

17/10/2018
fot. AP Photo/Michael Dwyer

NBA is back baby! Sezon 2018/19 rozpoczynamy od pojedynku pomiędzy Boston Celtics i Philadelphią 76ers.

Tak jest, to już dzisiejszej nocy. Hala w Bostonie rozgrzana do czerwoności trybuny pełne, startujemy z nowym sezonem. Na starcie pojedynek z Philadephią, NBA chce jak najmocniej wypromować kolejny rozdział ich rywalizacji. I dobrze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, taką parę zobaczymy w finałach konferencji.

Celtics wychodzą optymalnie – Irving, Brown, Hayward, Tatum, Horford. Po drugiej stronie Simmons, Fultz, Covington, Saric, Embiid. Początek bardziej przypomina preseason niż start sezonu regularnego. Philly traci piłki, Celtics pudłują kilka layupów z rzędu. Boston po chwili problemów na początku jednak szybko buduje przewagę, lecz Sixers odrabiają straty.

Philadelphia jednak gra nierówno. Co odrobili na końcu pierwszej ćwiartki oddają na starcie drugiej. Od tej pory Celtowie już de facto kontrolują sytuację. I choć Philly do końca trzeciej kwarty jeszcze pozostaje blisko, to Boston ani na moment nie traci panowania nad przebiegiem meczu.

Przede wszystkim Boston zaczyna tam gdzie zakończył ostatni sezon. Ich gra wyglądała znacznie lepiej i płynniej, kiedy na boisku nie było ani Haywarda, ani tym bardziej Irvinga.

Spotkanie nie należy do najładniejszych – Celtics rzucają na skuteczności 43% (29,7% zza łuku), a Sixers 39% w tym 19% za trzy. Ciężko znaleźć jakieś większe pozytywy w grze 76ers – z pewnością nie tak miał wyglądać start ich nowego sezonu.

  • Jedynym jasnym punktem w zespole był dzisiaj Ben Simmons – otarł się o triple-double, ale brakowało wsparcia ze strony kolegów. Dzięki temu obrona Celtics łatwiej sobie z nim radziła. Cieszy trzymanie się zapowiedzi – faktycznie widać u niego spore zaangażowanie w defense.
  • Szkoda szybkich i niepotrzebnych fauli Sarica – żaden Markelle Fultz, tylko Dario będzie brakującym ogniwem dla pary Simmons&Embiid. Zobaczycie!
  • W kontekście Sixers warto wspomnieć o chłopku nazwiskiem Shamet – mały rozgrywający, debiutant. Co prawda zdobył zaledwie 1 punkt, ale nie wahał się ani sekundy przy rzucie, grał jakby już od kilku lat wchodził z ławki na boiska NBA.
  • Joel Embiid nie cierpi Bostonu. Legit info. Celtics stanowią dla niego swoisty kryptonit. Przeciwko parze Horford&Baynes, JoJo wcale nie wygląda jak najlepszy center w tej lidze. A dzisiaj? To chyba jeden z gorszych dni w karierze środkowego (nie licząc kontuzji). Embiid tracił głupio piłki, Tatum zakręcił nim na obwodzie, Rozier okrutnie zablokował, a Brown zapakował z góry. Aż przykro było patrzeć.

 

  • Kiedy Kevin Durant przychodził do GSW, Klay Thompson powiedział: I ain’t sacrificing shit! Odnoszę wrażenie, że podobnie stwierdził przed tym sezonem Jayson Tatum. To on inicjował najwięcej akcji, on wchodził w pojedynki 1 na 1, on dzisiaj rządził. Niezależnie co się stanie w dalszej części sezonu, ten dzieciak będzie grał swoje. Dzisiaj lider punktowy spotkania i najlepszy gracz Celtics.

  • Fatalny mecz Irvinga – totalnie bez rytmu, brakowało agresji i swobody w grze, grał ospale. Próbował się przełamać w pierwszej połowie, później odpuścił, ale ogólnie strasznie wakacyjna dyspozycja Uncle Drew. Na tym z kolei skorzystał Terry Rozier: +22 w trakcie jego pobytu na boisku, grał mądrze, grał pewnie i to Kyrie wyglądał jak jego zmiennik dzisiaj.
  • W kategorii powrót dnia wygrywa zdecydowanie Gordon Hayward. Widać, że musi złapać rytm, nie jest tak agresywny jeszcze, ale w obronie poruszał się znakomicie, a i w ataku nie bał się rzucać, atakować kozłem. Widać, że brakowało mu koszykówki i że dopiero wraca do grania. Liderem tej ekipy już nie będzie, ale swoje doda.

  • Markelle Fultz natomiast trochę niewidoczny. Powtórzył kilka razy swoje wejście na wysokość rzutów wolnych i rzut z półdystansu, ale w sumie nic więcej. Tym bardziej jak Celtics ogarnęli, że to jego jedyne rozwiązanie w pick&rollu. Nie boi się rzucać – tyle na plus. Czy wyglądał jak 1 pick draftu i brakujący element do Wielkiej Trójki w Sixers? Hell no!
  • Aron Baynes mający 2/4 zza łuku – to będzie coraz częściej używana broń Celtics i jego rozciąganie gry będzie bólem głowy dla wielu zespołów.

Boston Celtics – Philadelphia 76ers: 105:87

Kopiuj link do schowka