Zsolidaryzowana unia graczy, jak długo?

Każda grupa społeczna chce dla siebie jak najlepiej. To naturalne, nie możemy mówić tu o stronniczości czy braku współczucia. Jeżeli górnicy dostaną mniej, skorzystają na tym emeryci, ale gdzieś o pensje bić będą się także nauczyciele. Analogiczna sytuacja występuje na dzień dzisiejszy w kombinacji zawodnicy i właściciele. Hard-cap może podbudować finansowo zespoły, lecz ofiarą padną zawodnicy, z drugiej strony brak hard-capu będzie na rękę zawodnikom, lecz (niektórzy) właściciele staną przed potencjalnym kryzysem finansowym. Zataczamy w ten sposób błędne koło, które sprowadza nas do konkluzji – każdy orze jak może.

Zawodnik Memphis Grizzlies – Zach Randoplh, czołowa postać zespołu w minionym sezonie, jest kolejnym graczem po Rayu Allenie, którzy przyznał, że strata całego sezonu może być konieczna dla związku zawodników, bowiem uginanie kolan przed władzami ligi to rozwiązanie całkowicie abstrakcyjne: „Jeśli to jest cena, jaką musimy zapłacić, aby mieć lepszą przyszłość, to nie pozostaje mi nic innego, jak się na to zgodzić. Jestem przygotowany finansowo” – powiedział Z-Bo, bezwzględnie na wszystko powierzając swoje losy w ręce NBPA (mały sarkazm mi się tu wkradł).

Nie spotkałem się dotąd z sytuacją, w której zawodnik byłby przeciwny polityce National Basketball Players Association. W tej materii panuje nieskazitelna harmonia między zawodnikami, a to zjawisko nie tyle co bezprecedensowe, a niemal sztuczne. Nie chcę tu być prorokiem niosącym złe słowo, ale presja czasu może zmusić niektórych graczy, by spuścili nieco piany z ust. Taki dajmy na to – Carmelo Anthony. Koszykarz z prawdziwego zdarzenia, zadeklarował się do gry do końca dni żywotności swoich kolan etc. Czego może chcieć prócz piłki, parkietu, dwóch obręczy naprzeciw siebie i warunków do gry? Pieniędzy, no tak – pamiętajmy, że nie wszyscy są tacy sami. Psychika człowieka to nie kamień rzeźbiony przez nurt rzeki od tysięcy lat, to właśnie ta rzeka, która nieprzerwanie płynie i ciągle zmienia kierunek. Czemu o tym mówię? Bo ktoś w końcu może pęknąć.

Dokładnie tak jest aktualnie między właścicielami zespołów. Stawka jest zbyt duża, by dobrowolnie godzić się na ustępstwa, dlatego hard-cap dla niektórych jest całkowicie akceptowalny, dla innych zaś stanowi trudny orzech do zgryzienia. Całe szczęście, że właściciele są na tyle zarozumiali, iż potrafią wszem i wobec oświadczyć swoje negatywne stanowisko do idei hard-capu. Są zgrzyty, ale jawne i nikt nie stara się na sprawę finansowych kwestii nowego CBA nakładać makijażu, by zasłonić to, co dla fanów niewygodne.

Powracając do myśli z pierwszego akapitu – zarówno właściciele, jak i zawodnicy pracują na własny interes, co wydaje się być absurdalnym stwierdzeniem wobec nieścisłości, które powstały w przekroju ostatniego miesiąca. Obie grupy na pierwszy rzut oka grają w otwarte karty. Miła, przyjemna atmosfera wśród unii graczy staje naprzeciw napiętym i pełnym wątpliwości właścicielom. Gracze jednak sprawiają wrażenie pewnych siebie, czego dowodem mają być słowa Dereka Fishera: „Jest kilka zespołów, które nie chcą stracić sezonu przez hard-cap. My od pierwszego dnia negocjacji zaznaczyliśmy, że nie podpiszemy niczego, co wiązało się będzie z tym systemem. To się nie zmieniło.” Oby się nie zmieniło w kolejnych tygodniach, gdy na kontach wielu zawodników nadal nie będzie śladu po pieniądzach gwarantowanych w kontrakcie.

 

Czytaj także:

List Fisher’a do zawodników

Kolejne spotkanie w Nowym Jorku

Orlando może stracić weekend gwiazd

Ray Allen gotowy odpuścić cały sezon

Komentarze

komentarzy