Zaczynamy bez Kobego?

Kobe Bryant /fot. Flickr

Kontuzja stopy, przez którą Kobe Bryant opuścił ostatnie spotkanie przedsezonowe jest na tyle groźna, że może zmusić go do opuszczenia startu rozgrywek.

Śledź ZkrainyNBA na Twitterze

Uraz ten dokuczał Kobemu od początku przygotowań do sezonu. Przez niego opuścił kilka treningów, ale nie była to na tyle poważna kontuzja, żeby nie mógł grać w meczach przedsezonowych.

Dopiero w niedzielnym meczu z Sacramento Kings, Bryant potknął się o nogę Thomasa Robinsona, a to spowodowało nawrot bólu. Był on na tyle uciążliwy, że Kobe nie zagrał w środowym meczu przeciwko LA Clippers, a także nie zagra w czwartkowym meczu rewanżowym przeciwko Kings.

W środę, w trakcie meczu nie zasiadł nawet na ławce rezerwowych, przechodząc w tym czasie zabiegi rehabilitacyjne w szatni.

Mike Brown, zapytany o szanse na powrót Kobego do gry na wtorkowy mecz otwarcia powiedział: „Nie wiem, czy będzie gotowy. Czekam na moment, gdy Gary Vitti powie mi, że jest zdolny do gry. Sam nie mogę nic przyspieszyć, choćbym chciał.”

Do zdrowia na szczęście dla Lakers wrócił Jordan Hill, który po problemach z dyskiem, dostał kilka dni odpoczynku. Przeciwko Clippers rzucił 12 punktów w 26 minut gry. Absencja Bryanta to też szansa dla Jodie Meeksa, który wyjdzie w jego miejsce w pierwszej piątce.

Obecna drużyna Lakers już zapisała się na kartach historii klubu. Jeszcze nigdy Jeziorowcy nie zaczęli preseason od 7 porażek. Jest to ich nowy rekord. Prawdziwy „Dream Team”.