Z Currym jak z jajkiem
Stephen Curry pali się do gry, jak nikt inny. Tymczasem trener Mark Jackson dawkuje mu treningi, żeby nie przeciążyć bardzo delikatnych, często doznających urazów kostek.
W połowie wtorkowego treningu, Jackson zawołał do siebie Curry’ego i poinformował go, że dla niego zajęcia się skończyły. Ten odpowiedział mu wymownym spojrzeniem i wypluł ochraniacz na zęby.
Takie bardzo uważne podejście do Curry’ego jest o tyle ważne, że po odejściu Monta Ellisa, to na nim będą spoczywały największe obowiązki ofensywne. W związku z tym, żeby powalczyć o play-off musi być zdrowy przez całe rozgrywki.
Z powodu problemów z kostkami, w sezonie 2011/12 zagrał tylko w 26 z 66 możliwych meczów. Zanotował najgorsze w karierze średnie 14.7 punktu, 5.3 asysty i 3.4 zbiórki.
Żeby nie powtórzył się scenariusz, Warriors na niego chuchają i dmuchają. Sam zawodnik nie może się już doczekać gry na pełnych obrotach. Chociaż w rozmowie z serwisem Mercury News powiedział z uśmiechem na twarzy, że jest zbyt wcześnie na wszczynanie kłótni, ale kto wie co będzie dalej.
Popołudniowe zajęcia były już dla niego lepsze. Uczestniczył w grach 1 na 1, trenował obronę, a także pracował nad kondycją, która według trenera Jacksona jest największą bolączką drużyny.










