Wysokie wygrane Heat i Thunder w preseason
Mecze, które miały być atrakcją dla kibiców w niedzielny wieczór w USA nie przysporzyły specjalnych emocji. Miami Heat i Oklahoma City Thunder spokojnie wygrały swoje spotkania przedsezonowe z rywalami posiadającymi wysokie aspiracje. Kto zawinił, komu się nie chciało, a komu się chciało ponad miarę? Zapraszam do lektury.
Miami Heat – Orlando Magic 118:85
Miami Heat przejechali się po Orlando Magic jak walec zadając im pierwszą porażkę od kilku lat w preseason. Skończyła się wielka seria i Stan van Gundy już nie jest niepokonany w meczach przedsezonowych. Ciśnienie w końcu zejdzie i z niego i z Magic.
A tak naprawdę to Magic przyjechali na ten mecz w formie delikatnie mówiąc wakacyjnej. Bo jak inaczej można nazwać Jameera Nelsona 0 na 10 z gry, Dwighta Howarda 2 na 9 z gry i Glena Davisa 2 na 8 z gry? Jak wyjąć tych trzech graczy, to skuteczność Magic jest na poziomie 46%, co nie jest złym wynikiem.
Magic próbowali grać znowu swoje, czyli najbardziej przewidywalną w tej chwili ofensywę całej ligi i nic dobrego z tego nie wynikało. Wiem, że pisałem to już w zeszłym sezonie, ale może transferem, na który najbardziej czeka Dwight Howard, żeby zostać w Magic, jest odejście trenera? Skoro coach przez ostatnie 3 lata nie potrafi wymyślić nowej zagrywki dla swojego gracza, który powinien najbardziej dominować w NBA, to coś tu jest nie tak.
Natomiast kibice Miami Heat mogą być optymistycznie nastawienie. Co prawda to dopiero preseason, ale widać już po graczach co jest ich motywacją na ten sezon. To ostatnie mecze poprzedniego sezonu i przegrane finały.
Na ten mecz wyszli bardzo naładowani i grali z werwą, jakiej chyba jeszcze nie widziałem w ciągu ostatnich 3 zarwanych nocy. 22:0 w punktach z kontrataku powinno wam nakreślić sytuację komu bardziej zależało. W dodatku na tym etapie przygotowań tylko 11 strat w ofensywie, wygrane zbiórki 42:31 z drużyną Supermana i aż 24 asysty.
A to w sytuacji, gdy na boisku zabrakło Mike’a Millera i Shane’a Battier. Gdy oni wrócą, to będzie jeszcze lepiej. Oczywiście zabrakło też lekko kontuzjowanego Eddy’ego Curry, który ma problem z biodrem. Ten sam, który zaczął doskwierać Shaquille’owi O’Neal’owi, gdy miał 10 lat więcej niż Curry.
MIA: LeBron James – 19, Terrel Harris – 16 (4×3), Chris Bosh – 14 (3 prz), Dwyane Wade – 14 (5 as), Derrick Byars – 12, Udonis Haslem – 11 (9 zb), Mario Chalmers – 8 (5 as), Norris Cole – 8 (8 as), Dexter Pittman – 6, Mickell Gladness – 4, Jeremy Wise – 4, Juwan Howard – 2, Joel Anthony – 0, James Jones – 0
ORL: Ryan Anderson – 22 (4×3, 8 zb), J.J. Redick – 22 (3×3), Glen Davis – 6, Hedo Turkoglu – 5, Dwight Howard – 5 (3 blk), Von Wafer – 4, Quentin Richardson – 4, Chris Duhon – 3, Earl Clark – 2, Jameer Nelson – 1 (7 as)
Dallas Mavericks – Oklahoma City Thunder 92:106
Dallas Mavericks zagrali bez Dirka Nowitzkiego i Jasona Kidda. To powinno wystarczyć za relację z tego spotkania. Rick Carlisle miał okazję przetestować nowych graczy i niektóre wnioski są naprawdę obiecujące mimo przegranej.
Tymi plusami są Rodrigue Beaubois i Dominique Jones, którzy będą zapełniali lukę po J.J. Barei. Obaj zdobyli po 17 punktów i pokazali się naprawdę z dobrej strony. W tym momencie naprawdę zastanawiam się jak takie drużyny jak Mavericks i Spurs potrafią wynajdywać z dalekimi numerami w drafcie takie talenty, a wiele drużyn ma problem z wyborem odpowiedniego gracza w pierwszej dziesiątce.
Celem Mavericks jest znalezienie odpowiedniej formy na start sezonu. Dlatego też Nowitzki i Kidd odpoczywali. Nie ma się co oszukiwać, będą potrzebowali częstego odpoczynku w tak krótkim i napiętym sezonie. Przyda się na pewno długa ławka, który nie wygląda wcale tak źle.
Trzeba odnotować zupełnie przyzwoity debiut Lamara Odoma, który będzie zapewne liderem drużyny gdy będzie wchodził z ławki za Nowitzkiego. Zadebiutowali też Vince Carter i Delonte West, ale nie zachwycili. Carter jedyne czym się zaznaczył, to tym, że w trakcie jego gry Mavs byli na -22 w stosunku do Thunder. Najgorszy wskaźnik w meczu.
A Thunder? W sumie to samo, co w poprzednim sezonie. Z tą tylko różnicą, że w tym spotkaniu Russell Westbrook nie wymuszał swoich rzutów. W ciągu 20 minut oddał ich tylko 8. Zgodnie z założeniem Scotta Brooksa żaden z czołowych graczy nie zagrał więcej niż 24 minuty i tego też należy się spodziewać w rewanżu.
DAL: Rodrigue Beaubois – 17 (3×3), Dominique Jones – 17 (7 as, 3 prz), Lamar Odom – 14 (7 zb), Vince Carter – 9, Ian Mahinmi – 8, Shawn Marion – 6, Delonte West – 5 (5 as), Jerome Randle – 5, Brendan Haywood – 4, Jason Terry – 4, Brian Cardinal – 3 (3 prz), Drew Neitzel – 0
OKC: Kevin Durant – 21, James Harden – 16 (3×3), Russell Westbrook – 12, Daequan Cook – 12 (4×3), Eric Maynor – 9, Kendrick Perkins – 8 (8 zb), Serge Ibaka – 5, Thabo Sefolosha – 5, Cole Aldrich – 5, Nick Collison – 4 (7 zb), Lazar Hayward – 4, Reggie Jackson – 3, Royal Ivey – 2, Nazr Mohammed – 0, Robert Reid – 0










