Wizards przedłużają umowy

Ernie Grunfeld, prezydent Washington Wizards ogłosił przedłużenie umów z czterema graczami i zastrzegł kontrakty kolejnych czterech. Jest to jasny znak chęci budowania ekipy wokół tych graczy na kolejne lata.

Pierwsza rzecz jaką zrobili Wizards to przedłużenie debiutanckich umów czterech pierwszoroczniaków, którzy sprawdzili się w tym sezonie. Na ich czele stoi gwiazda drużyny, wybrany w ubiegłym sezonie z numerem 1 w drafcie John Wall, który zaliczył naprawdę dobry sezon. Wokół niego budowana będzie cała drużyna na najbliższe lata. Nie ma się temu co dziwić, w końcu średnie jakie osiągnął na starcie kariery są naprawdę imponujące: 16.4 punktu, 4.6 zbiórki, 8.3 asysty i 1.8 przechwytu w każdym spotkaniu. Są to średnie na poziomie tych, które w swoim debiutanckim roku uzyskiwał Chris Paul. Jeśli Wall miałby pójść w jego ślady, to byłaby to świetna wiadomość dla kibiców Czarodziei.

Razem z nim dłużej o rok w drużynie zostaną pozostali debiutanci, czyli Trevor Booker, Jordan Crawford i Kevin SeraphinBooker jako debiutant notował średnio 5.3 punktu i 3.9 zbiórki na mecz przy skuteczności 54.9% z gry. Crawford rozwinął się bardzo od czasu przyjścia z Atlanta Hawks. Zaliczył progres praktycznie w każdej kategorii stastycznej. W minutach był to awans z 10.0 na 33.3 średnio na mecz, w punktach z 4.2 na 16.3, a w asystach z 0.9 na 3.9 w każdym spotkaniu. Pokazał się jako świetny strzelec, który będzie mógł dostarczać drużynie regularnie po kilkanaście oczek w każdym spotkaniu. Seraphin był najmniej wyróżniającym się graczem spośród tej trójki, notując średnio zaledwie 2.7 punktu i 2.6 zbiórki na mecz. W przeliczeniu jednak na 36 minut gry wyróżnia się jego średnia bloków – 1.6.

Jednocześnie zastrzeżono umowy czterech kolejnych graczy na wypadek gdyby mieli odejść do innych drużyn. W przypadku Nicka Younga, Larry Owensa, Hamady’ego N’diaye i Othyusa Jeffersa Wizards będą mieli prawo wyrównać każdą ofertę, którą jakiemukolwiek z tych graczy ktoś złoży. Najważniejsze jest zatrzymanie Younga, który po odejściu z drużyny Gilberta Arenasa stał się strzelcem numer 1 ekipy ze stolicy USA i wielokrotnie brał na siebie cieżar zdobywania punktów. Pozostali gracze to typowi role players, którzy dostali swoje minuty gry w końcówce sezonu, gdy Wizards o nic już nie grali, a w dodatku kontuzjowani byli podstawowi gracze. Sytuacja, w której będą mogli i tak zatrzymać tych zawodników jest na pewno wygodna dla klubu, który będzie się mógł przekonać, na ile są wyceniani ci zawodnicy przez inne drużyny.

Komentarze

komentarzy