Tim Duncan 28. na liście wszechczasów

Jak zwykle po cichu i niezbyt efektownie Tim Duncan dalej buduje swoją pozycję w historii NBA. Tym razem wyprzedził na liście najlepszych strzelców Larry Birda, awansując na 28. miejsce.

Po meczu rozegranym dzisiejszej nocy Duncan ma już na koncie łącznie 21 798 punktów, które zbierał przez 15 lat swojej kariery. Sam awans przed jednego z najlepszych graczy w historii nie był efektowny, jak przystało na Tima, bo nastąpiło przy okazji rzutu wolnego.

Z resztą cała jego kariera nie opiewa w fajerwerki pod względem estetycznym, ale za to jest do bólu skuteczna. To właśnie jego Shaquille O’Neal wymienił jako zawodnika, przeciw któremu najciężej się grało. Powód jest prosty, nieważne było jak się grało przeciwko niemu, wystarczyło zostawić 20 centymetrów miejsca, a Timmy już prostował rękę i trafiał kolejny raz o tablicę. I tak do znudzenia.

Taka gra oczywiście nie przysporzyła mu zbyt wielu fanów, chociaż osobiście znam jednego bardzo zagorzałego, z którym pamiętam jak oglądaliśmy kapitalne pod względem defensywnym finały NBA z Detroit Pistons. Na pewno go ucieszy fakt, że Duncan jest już wyżej i jeśli utrzyma podobną średnią punktów, jaką ma teraz, to na koniec sezonu może wskoczyć na 25. miejsce.

Przed nim w tej chwili są Gary Payton i Clyde Drexler. Dalej będzie trudno, bo zarówno Ray Allen, jak i Dirk Nowitzki wciąż grają i w dodatku rzucają od niego więcej punktów, więc można przyjąć, że kolejnym na liście będzie Elgin Baylor. Do tego jednak daleko, a wiedząc jak bardzo Duncanowi zależy na indywidualnych osiągnięciach, można śmiało powiedzieć, że mógłby nie rzucać wcale, byle tylko założyć kolejny, piąty już pierścień na rękę.

Śledź autora tekstu na Twitterze