Shane Battier i Eddy Curry w Miami Heat

Mamy pierwszy bardzo ważny transfer wśród drużyn, które będą rywalizować o tytuł. Jako pierwsi wzmocnili się Miami Heat, do których dołączy Shane Battier, który ostatnie rozgrywki kończył w świetnym stylu w Memphis Grizzlies.

Battier jest idealnym graczem do drużyn walczących o tytuł, bo zapewnia bardzo dobrą defensywę, a w ataku nie wymaga posiadania piłki długimi minutami. Nie oddaje też niepotrzebnych rzutów, jest po prostu graczem bardzo inteligentnym.

O swojej decyzji poinformował dzisiaj na swoim oficjalnym koncie na Twitterze. Zaznaczył, że nie chce być już role player, wystarczy mu winning role. Krótko mówiąc Battier chce mieć swój pierścień i może go założyć w tym sezonie, bo na pewno nie będzie większego faworyta do tytułu niż Miami Heat.

W drużynie Heat będzie pełnił podobną rolę do tej, jaką mieli w ostatnich rozgrywkach Mike Miller i James Jones. Battier stanie się szóstym graczem, który w ofensywie będzie głównie odpowiadał za regularne trafianie za trzy, a jednocześnie będzie lepszym obrońcą niż ci dwaj gracze.

Sam zawodnik w ostatnich dniach przyznał, że kontaktowali się z nim też przedstawiciele Memphis Grizzlies, Houston Rockets i Oklahoma City Thunder.

Na tym jednak nie koniec wzmocnień Miami Heat. Swoją szansę na powrót do NBA dostanie regularnie wyśmiewany Eddy Curry. Do tego gracza Heat przymierzali się już w poprzednim sezonie, ale ostatecznie do podpisania umowy nie doszło. Teraz Curry był pod stałą obserwacją i jest w na tyle dobrej dyspozycji, że dostanie szansę podczas obozu przygotowawczego.

W swoim najlepszym sezonie 2006/07 notował średnie na poziomie 19.5 punktu i 7.0 zbiórek. Nie ma co liczyć na choćby połowę tego w tym sezonie. Dużym sukcesem będzie, jak Curry wywalczy sobie gwarantowany kontrakt. Przez ostatnie trzy lata rozegrał zaledwie 10 spotkań i częściej można go było spotkać w McDonaldzie niż na boisku.

Czy teraz przyszła pora na wydoroślenie i powrót do profesjonalizmu? A może po prostu skończyły się pieniądze z ogromnego kontraktu z New York Knicks?

Śledź autora tekstu na Twitterze