Rick Adelman nowym trenerem Wolves

Wielokrotnie pisaliśmy już u nas na stronie na temat Minnesoty Timberwolves i ich poszukiwania głównego szkoleniowca. Kilka dni temu pojawił się nawet tekst mówiący o tym, że trener Rick Adelman, z którym prowadzone były rozmowy za dużo żąda od Wilków i strony mogą się nie dogadać. Stało się jednak inaczej.

Wszystko zaczęło się od Kevina Love, który na swoim koncie na Twitterze zamieścił informację: „Houston, mamy trenera.” Od paru dni wiadomo było, że Wolves rozmawiają właśnie z Adelmanem, który był wolnym trenerem od czasu rozstania właśnie z Houston po ostatnim sezonie. Początkowo mówiło się sporo o tym, że zrobi on sobie rok przerwy, przez co niektóre drużyny zrezygnowały z zabiegania o niego. Gdyby wiedziały, że będzie można go zatrudnić, to pewnie chętnie by to zrobiły.

Myślę, że dla Adelmana ciekawa na pewno była perspektywa trenowania takiej ekipy jaką są Wolves. Spytacie dlaczego, przecież to jest czerwona latarnia ligi od wielu lat. Odpowiedź kryje się jednak właśnie w osobie Adelmana, który jak widać lubi wyzwania i przepada za drużynami nie z największych aglomeracji. Swoją przygodę zaczął w Portland, gdzie początek z Blazers miał nieudany, notując w sezonie 1988-89 bilans 14-21 i odpadając gładko w pierwszej rundzie draftu.

Kolejne trzy lata to już odpowiednio 59. 63 i 57 wygranych w sezonie regularnym, dwie wizyty w finałach NBA i jedna w finale konferencji zachodniej. Potem przyszły dwa chude lata i rozstanie z Blazers. Następnie Adelman na dwa lata zakotwiczył w Golden State Warriors, ale po wielu problemach w klubie i odniesienia 66 wygranych, ale w dwóch sezonach łącznie odszedł także i z tego klubu.

W końcu trafił do swojego miejsca, którym okazało się Sacramento. Spędził tam 8 sezonów, w trakcie których za każdym razem grał w playoffs, zawsze notując dodatni bilans wygranych do przegranych, a w najlepszym roku 2001-02 z bilansem 61-21 Królowie dotarli do finałów konferencji, gdzie przegrali jedną z najsławniejszych serii playoffs tego wieku z LA Lakers.

Po rozstaniu z Kings w 2006 roku zrobił sobie roczną przerwę, po czym zakotwiczył w Houston. Tam spędził 4 lata, w trakcie których wydobywał rok w rok z tej drużyny więcej niż ktokolwiek się spodziewał. Aż strach pomyśleć co by było gdyby Yao MingTracy McGrady regularnie nie padali ofiarami kontuzji. Jednak tego nie uniknął i Rockets nie zrealizowali swojego potencjału, który mieli naprawdę duży.

Teraz stanie przed szansą zbudowania nowej drużyny w Timberwolves. Co ciekawe, w swojej karierze odniósł więcej zwycięstw niż cała drużyna Wolves w swojej dotychczasowej historii. Prowadzi z nimi 945 do 705.

Komentarze

komentarzy