Przezorni agenci (wolnych agentów)

Właściciele z grupy – roboczo – zwanej „jastrzębiami” strzelili sobie w stopę. Ich twarde warunki i zapalczywa postawa odstraszyła wszystkich agentów, którzy reprezentują interesy zawodników będących w ostatniej fazie swoich kontraktów. Oznacza to, że przy ewentualnym wahaniu między różnymi ofertami, agent danego zawodnika może starać się za wszelką cenę zredukować wartość wypływającą z propozycji któregoś z „jastrzębi”.

Mimowolnie szarą eminencją staje się w tym wypadku legenda koszykówki – Michael Jordan. Jeszcze niedawno przedstawiono go, jako główne źródło oporu i największego opozycjonistę komisarza ligi Davida Sterna. Właściciel Charlotte Bobcats był w głównej mierze przeciwny tak „wielkim” ustępstwom władz NBA w kwestii BRI i swoją granicę ustawił na 47% dla zawodników(!), gdy oni jeszcze niedawno nie chcieli zejść poniżej 53%. Słowa MJ’a odbiły się szerokim echem w środowisku, mimo to nie wywarły na nikim większego wrażenia. Okrzyknięto go hipokrytą i skąpcem bez wyobraźni.

Jordan nie był jednak osamotniony w swoich radykalnych poglądach. Za jego plecami stanęła pokaźna grupka właścicieli zespołów, które biją się o mały rynek, m.in. Robert Sarver, Dan Gilbert, czy Paul Allen. Wydać jak najmniej, zrobić jak najwięcej – domena ta przypisana jest relatywnie słabo rozwiniętym ekipom National Basketball Association. Z tego powodu walka o każdego „Benjamina Franklina” jest warta poświęcenia i nerwów.

Niemal każde działanie ma swoje skutki uboczne. Tym razem nie jest inaczej, bowiem dusigrosz, nie chcący inwestować w samych zawodników, gdyż woli postawić na zespół jako organizację – może napotkać sporo problemów z realizacją swoich celów i zamierzeń, także na płaszczyźnie transferowej. Agenci zawodników, którym kończą się kontrakty, postarają się zadbać, aby ich klientela dostała stosunkowo akceptowalną propozycję na kolejne lata swojej kariery.

Czy w świetle postawy właścicieli z grupy „jastrzębi”, wspomniani agenci będą skłonni rozważyć propozycję, np. Jordana, czy Sarvera? Tak, będą, bo równie dobrze może to być ich jedyny wariant, ale zawodnicy z wyższej półki – mając na stole zdecydowanie więcej ofert – siłą rzeczy wybiorą pewniejsze źródło finansowania. „Nie chcę, żeby któryś z moich klientów grał w przyszłości dla Michaela Jordana, Paula Allena, Roberta Sarvera, Dana Gilberta bądź Petera Holta” – mówi jeden z agentów.

Śledź autora tekstu na twitterze

Zobacz także:

Oficjalnie kolejny dzień negocjacji bez efektu, a nieoficjalnie…

Hunter: Liga odwoła mecze do świąt

Komentarze

komentarzy