Polowanie na rozgrywającego
Największą bolączką LA Lakers jest w tym sezonie pozycja rozgrywającego. Derek Fisher i Steve Blake nie gwarantują wystarczającego poziomu i władze klubu zaczęły szukać nowych rozwiązań na rynku.
Mitch Kupchak, generalny menadżer będzie wybierał spośród trzech graczy: Gilberta Arenasa, Ramona Sessionsa i Jose Calderona. Każdy wybór ma swoje plusy i minusy, najważniejszy będzie wybór idealnego rozwiązania dopasowanego do charakteru drużyny i jej stylu gry.
Na pierwszy ogień weźmiemy Agenta Zero, który jest bez klubu i pod względem formalności jego zatrudnienie byłoby najprostsze. Problemy związane z tym graczem są dwa. Po pierwsze nie wiadomo w jakiej jest formie, bo nie grał zawodowo w koszykówkę od kwietnia zeszłego roku. Po drugie Arenas jest jak studnia bez dna. Rozgrywanie jest dla niego drugim wyborem, pierwszym jest rzucanie.
Na jego korzyść przemawiają te same aspekty, ale inaczej przedstawione. Brak gry i zespołu może dać możliwość zaproszenia go na treningi i sprawdzenia w boju czy się nadaje. Co do zbyt częstego rzucania, to Lakers przyda się kolejny zawodnik, który sam będzie umiał wykreować sobie pozycję do rzutu.
Ostatnie, chyba najważniejsze to podejście do Kobe Bryanta i ewentualna gra obok niego. Arenas toczył jeszcze kilka sezonów temu pojedynki strzeleckie z Bryantem i widać było gołym okiem, że panowie za sobą nie przepadają. Bryant lubi jednak mieć u swojego boku graczy, którzy mu się przeciwstawiali na boisku. W tej chwili w kadrze są Matt Barnes i Ron Artest, którzy mają za sobą konflikty z liderem Lakers jeszcze za czasów gry w poprzednich klubach.
Jose Calderon to zawodnik, który będzie regularnie dostarczał piłkę wysokim graczom. Hiszpan będzie bardzo dobrze współgrał z Bryantem, bo nie będzie mu zabierał rzutów. Jego podstawowym problemem jest słaba obrona, która będzie najbardziej widoczna w meczach przeciwko Chrisowi Paulowi czy Russellowi Westbrookowi.
Calderon to jednak brak kłopotów, stabilizacja w grze, ale też duże obciążenie salary cap. Ten i przyszły sezon to łącznie 21 milionów dolarów, co jest zbyt dużym wydatkiem na ten kaliber zawodnika. I pozostaje pytanie kto miałby odejść do Toronto za niego. Derek Fisher niezależnie od poziomu gry jest symbolem Lakers i zapewne zostanie do końca kariery. W tym wypadku odszedłby Steve Blake i ktoś jeszcze z ławki rezerwowych. To za dużo jak za Calderona.
Ostatnie wyjście to Ramon Sessions, który notuje bardzo przyzwoity sezon w Cleveland Cavaliers. Nie notuje tyle asyst co Calderon, ale gwarantuje bardzo przyzwoity poziom. Nie potrzebuje wielu rzutów, nie musi sam prowadzić akcji za każdym razem, a Bryant lubi czasem rozgrywać. Na jego korzyść świadczą też niewysokie zarobki (4.5 miliona dolarów).
Wymiana za Steve’a Blake’a nie wymagałaby dodatkowych graczy, bo ich wynagrodzenia się równoważą. Sessionsa umowa zapewnia mu możliwość wyboru po tym sezonie, czy dalej będzie chciał grać w tej samej drużynie, a raczej nie będzie chciał się pogodzić z pozycją drugiego rozgrywającego. Blake to kontrakt do końca sezonu 2013/14 i ten wybór wydaje się najrozsądniejszy.
Ja bym polecił Lakers jeszcze inne rozwiązanie, trochę bardziej ryzykowne. Podpisać w tej chwili Arenasa i zobaczyć jak będzie mu szło. Koniec okresu transferowego jest za miesiąc, więc będzie jeszcze czas na ewentualne rotacje i nawet zwolnienie go z kontraktu. A jakie jest wasze zdanie? Kogo byście zatrudnili będąc menadżerem Lakers?












derona wiliamsa gra w nets i same poraæki chyba go wnerwiaja, albo rondo bo boston tez potrzebuje zmian