Pierwsze koty za płoty: Rookies szaleli w Auburn Hills

W pojedynku dwóch przebudowywanych ekip, Cleveland Cavaliers pokonali w Palace of Auburn Hills Detroit Pistons 91:87. Spotkanie to pokazało, jak ważną rolę będą odgrywali w obu drużynach rookies: Kyrie Irving, Tristan Thompson i Brandon Knight.  Test liczbowo najlepiej zdał ten pierwszy, chociaż nie była to na pewno gra idealna.

Przed spotkaniem Byron Scott nie chciał zapowiedzieć występu Irvinga jako startera, choć po amnestii B.Davisa Było to chyba oczywiste. Jakież było zdziwienie gdy na parkiet wybiegła piątka: Varejao-Jamison-Gee-Parker-Sessions. Pierwsze minuty były bardzo nerwowe – obie ekipy się badały. Ładnie wprowadził się Varejao, który wrócił po wielomiesięcznej przerwie blokiem na Monroe. Pierwszych 6 rzutów było niecelnych, impass przerwał dopiero Greg Monroe i to z linii rzutów wolnych. Cavs pudłowali, mimo dobrego rozgrywania przez Sessionsa i starannie przygotowywanych pozycji. Bardzo chaotycznie zaczął Alonzo Gee. Co prawda szybko zebrał kilka piłek i był najlepiej zbierającym wśród gości, ale momentami zachowywał się, jakby dalej ciągnął na siłę grę Mistrzów Polski. Skutkiem było groźnie wyglądające starcie z Gordonem, na szczęście bez konsekwencji. Inną nieprzyjemną sytuacją był pojedynek Gordon-Parker: na szczęście równiez bez konsekwencji. Pod koniec 1 kwary pojawili się ligowi debiutanci: Tristan Thompson i Kyrie Irving. Ich gra także była bardzo nerwowa: Thompson szybko załapał 4 faule i długo nie pograł, a Irving dobre momenty przeplatał głupimi stratami.

Rozgrywając całą II kwartę miał na półmetku 14 punktów i 3 straty. Swoją szansę otrzymał również Mychel Thompson, którego coach Scott upodobał bodaj szczególnie. Młokos został jednak zablokowany w ostatniej akcji kwarty i zakończyło się na 19:15.

II kwartę otworzył Samardo Samuels, który sprawiał dzisiejszej nocy całkiem niezłe wrażenie. Przewagę przyjezdnych zdołał zniwelować kilkoma ładnymi zagraniami Brandon Knight, który kilkukrotnie rozrzucił defensywę Cavs, dając możliwość do popisania się kolegom, następnie też samemu dorzucając swoje oczka. To spowodowało, że mieliśmy zmianę prowadzenia. Ta kwarta należała również do Maxiella, którego wsad po pudle Villanuevyzagości zapewne w Top10 tej nocy. Druga połowa kwarty już pod dyktando Cavaliers, którzy zdobyli 11 z 13 punktów w końcówce. Ostatnia akcja w końcu pokazała „luz” Irvinga, który zakończył akcję layupem i zrobił akcję 2+1.

Większość drugiej odsłony przypominała nieco pierwszą. Otworzyli ją ładnym pick and rollem Bynum i Monroe. Bynum dodał do tego ładne wejście pod kosz, stawiając opór wysokim podkoszowym z Ohio. Gee znowu przypominał neutron: był niezwykle chaotyczny i do tego jeszcze blokowany, łapiąc przy tym 4 faule. Praktycznie całą kwartę Cavs zagrali piątką wyjściową i utrzymywali 4, 5-punktowe prowadzenie. Niecodzienną akcją popisał się też Brazylijski center, kiedy to ukradł piłkę od Knighta i ładnie zaasystował w kontrze Jamisonowi.

Na końcową dwunastkę wrócili w ekipie gości debiutanci. Podaniami znowu sypał Knight, który w całym spotkaniu zaliczył ich 4. W szeregach Kawalerzystów, bardzo ładnie grał Samardo Samuels, co pokazały 4 zbiórki na atakowanej tablicy i efektowne akcje w końcówce, gdy wygarnął piłkę Austinowi Daye, a potem zablokował rzut rozpaczy przed końcową syreną. W tej kwarcie nie szło Irvingowi, ale odblokował się za to nr 4 draftu, który pokazał kilka odważnych zagrań, a wszystko okrasił slam dunkiem po przechwycie na połowie rywali. Kilkupunktowa przewaga podopiecznych Scotta topniała jednak szybko i zatrzymała się na 1 punkcie. Agresywna obrona Tłoków doprowadziła do rzutów wolnych Irvinga. Po nich, nastąpiła akcja Samuelsa, którą opisałem powyżej, a kolejne wolne rookiego już tylko stabilizowały sytuację. Warto podkreślić, że Cavaliers rzucali z linii osobistych aż 56 razy.