Michael Jordan po drugiej stronie barykady

Michael Jordan w końcówce swojej przygody z Chicago Bulls był najlepiej zarabiającym koszykarzem w historii NBA. W sezonie 1996/97 za samą grę otrzymał 30 milionów dolarów, a rok później 33 miliony. Był wtedy twardym negocjatorem, który wymuszał na klubie tak duże zarobki w zamian za kolejne mistrzostwa. Teraz jest po drugiej stronie konfliktu i jako właściciel jest przeciwny dotychczasowemu porozumieniu.

Jordan, jako właściciel klubu ma oficjalny zakaz ze strony NBA komentowania w trakcie lokautu całej sytuacji. Jak jednak donosi Herald Sun MJ stwierdził, że drużyny z mniejszych miast, o mniejszym potencjale marketingowym w obecnej sytuacji stoją na straconej pozycji w porównaniu do takich drużyn, jak chociażby Miami Heat.

„Model współpracy, który teraz obowiązywał jest zepsuty. Mamy w lidze 22 lub 23 drużyny, które przynoszą straty. Dlatego też myślę, że druga strona mus zrozumieć naszą sytuację. Nie mogę za wiele mówić, ale wiem, że właściciele klubów nie są skłonni do odejścia od swojego stanowiska, dlatego też ważne jest żeby druga strona odstąpiła i wtedy będziemy mogli żyć jako partnerzy w biznesie. Potrzebujemy sporo finansowego wsparcia ze strony ligi, ale także z praw telewizyjnych. Małe kluby mają gwiazdy takie jak Andrew Bogut, które także mają swoje wymagania. Ale dla nas, żeby to wszystko było opłacalne i żebyśmy mogli konkurować z największymi, wygrywać mecze sytuacja musi się zmienić.”

Niepokojąca jest informacja, że kolejne spotkanie w sprawie rozmów między stronami konfliktu odbędzie się dopiero we wrześniu. Jeśli wtedy nie zostanie osiągnięte porozumienie, to będzie już bardzo blisko decyzji o odwołaniu meczów przedsezonowych, których terminarz został wczoraj ogłoszony.

Komentarze

komentarzy