Losy Davisa właśnie się ważą

Zapisy w nowym CBA umożliwiają odstąpienie od umowy z jednym z zawodników, by skorzystać z zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy w kilku przyszłych sezonach. Spory ból głowy mają włodarze Cleveland Cavaliers, którzy mogą w ten sposób zaoszczędzić sporo pieniędzy na kontrakcie Barona Davisa. Popularny B-Diddy to jednak lider zeszłosezonowej drużyny i być może mentor dla młodego Kyrie Irvinga.

Teoretycznie ten zapis umożliwia zespołom rekompensatę za nietrafiony deal np. z wysoko opłacanym graczem. W Cleveland nie może być o tym mowy, bo Baron, mimo zarzutów o nadwagę, dobrze spisywał się w winno-złotej koszulce notując średnio około 14 punktów i 6 asyst przy 42% skuteczności zza łuku. Można też zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie najbardziej doświadczony gracz ekipy Byrona Scotta był ojcem sukcesu w tak ważnym dla Ohio meczu z Miami Heat – oto dowód:

 

W nadchodzącym sezonie za jego usługi trzeba będzie jednak słono zapłacić – prawie 14 milionów dolarów i 14,8 miliona w sezonie 2012/2013. Jeszcze większy kontrakt ma inny weteran, Antawn Jamison (15 milionów), ale obowiązuje on tylko w nadchodzącym sezonie. Niezależnie od rozmiarów salary cap, Cavs będą poniżej poziomu, więc i tak nie będą musieli płacić podatku od luksusu.

 

Wśród niskich zawodników zabraknie prawdopodobnie miejsca dla Ramona Sessionsa. Davis (oraz Anthony Parker) mógłby więc np. zagrać na pozycji nr 2 „przyuczając” fachu jedynkę tegorocznego naboru, Kyrie Irvinga. Najbliższą okazją będzie rozpoczynający się 9 grudnia obóz, oraz dwa mecze przedsezonowe z Detroit Pistons: 16 i 20 grudnia.

 

Ta rozterka wywołała sporo dyskusji w koszykarskim półświatku w północnym Ohio. Według czytelników dziennika Plain Dealer, Baron powinien zdecydowanie zostać: tego zdania jest prawie 80% głosujących w SONDZIE.

 

Śledź autora artykułu na Twitterze

Komentarze

komentarzy