Lider z prawdziwego zdarzenia

Kyrie Irving /fot. Flickr

Piwa jeszcze kupić nie może, ale z nim związane są największe nadzieje kibiców z Cleveland i okolic. Jak ubiegłoroczny numer 1 draftu sobie z tym poradzi?

Śledź ZkrainyNBA na Twitterze

Pierwszy sezon upłynął dla Kyrie Irvinga dość spokojnie. Niby presja na nim była, bo został wybrany z pierwszym numerem draftu, ale nikt nie oczekiwał, że nagle zrobi z Cavaliers zespół na poziomie play-off.

Rozgrywający wykorzystał to na tyle, że spokojnie zgarnął tytuł dla najlepszego rookie, zdobył MVP meczu dla debiutantów i drugoroczniaków. Parokrotnie też wygrywał dla Cavs mecze w końcówkach:

To wszystko sprawiło, że przed zbliżającym się sezonem oczekiwania wzrosły. Na szczęście dla Irvinga, wydaje się, że najwięcej wymagań stawia sobie sam.

Początek rozgrywek przedsezonowych miał nieudany. W pierwszych czterech meczach zdobywał 10.8 punktu przy tragicznej skuteczności z gry 23.9%. Spudłował wszystkie 6 prób rzutów za trzy punkty i notował tylko 3.3 asysty na mecz.

Ostatnie dwa mecze to już zupełnie inny zawodnik. 22.5 punktu, 54.2% z gry, 80% za trzy i 15/15 z linii osobistych.

Irving gra dużo bardziej agresywnie po obu stronach parkietu. Częściej rzuca niż rozgrywa, a nawet samemu wymyśla zagrywki, których Byron Scott nie ma w swoim playbooku: „Ciągle wywołuje zagrania. Kilka przygotowanych przeze mnie zaczyna się od X. Żadna jednak nie nazywa się X1, a on takie zarządza.”

Co to za zagrywka? Irving chce grać bliżej kosza, najchętniej tyłem do niego, wykorzystując przewaę szybkości, a także masy mięśniowej, której nabrał w trakcie przerwy między sezonami.

W drużynie nie ma już tylu weteranów, co jeszcze rok temu. Antawn Jamison odszedł do LA Lakers, Anthony Parker zakończył karierę, został ze startej gwardii Anderson Varejao i Daniel Gibson. Irving ma więc idealną sytuację, żeby pokazać, że już teraz, dopiero w drugim sezonie gry może być liderem zespołu, nie tylko pod względem punktów i asyst, ale także pod względem mentalnym.

Jeśli temu podoła, to Cleveland z powrotem mogą trafić na pierwsze strony serwisów piszących o NBA.