Kobe będzie chciał przegonić Jordana

Mark Medina, dziennikarz Los Angeles Times zastanawiał się nad tym jak lokaut może wpłynąć na pozycję Kobe Bryanta na liście wszechczasów wśród strzelców. Z tego co można tam wyczytać, głównym jego celem będzie prześcignięcie Michaela Jordana, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Sam KB24 temu jednak zaprzecza.

Wielu mu jednak nie wierzy, w tym Phil Jackson. Zapytany o to, kogo chce dogonić w swojej karierze Bryant najlepszy trener wszechczasów odpowiedział bez zastanowienia, że MJa. Kobe jednak upiera się, że jego celem do końca kariery jest możliwie jak najmniejsza różnica w liczbie zdobytych tytułów między nim, a Billem Russellem. Na obecną chwilę, wielki center Celtics ma przewagę 11 do 5.

Gdyby jednak przywiązać się do porównania z Jordanem, to ten ma na koncie 32 292 punktu, a Bryantowi brakuje do niego 4 424 punktów. Przy jego dyspozycji z ostatnich dwóch lat, dogonienie Michaela powinno mu zająć trochę więcej niż 2 pełne sezony. Nawet gdyby sezon najbliższy był skrócony, a jego średnie zaczęłyby spadać, trudno sobie wyobrazić, żeby miało mu to zająć więcej niż 3 lata.

Nie jest to żadna nowość dla kibiców, w końcu od samego początku kariery KB24, był on porównywany do Air Jordana. I tak już zostanie do jego końca kariery, pod każdym względem nie ucieknie od tych porównań i będzie mu bardzo ciężko wyjść z cienia Jordana.

To, w czym już dorównał swojemu poprzednikowi, to chęć rywalizacji. Jak tylko dołączył do drużyny Lakers w 1996 roku, to od razu wyzywał bardziej doświadczonych kolegów na mecze 1 na 1. W trakcie igrzysk w Pekinie w 2008 roku, koledzy z drużyny USA bardzo doceniali jego pracowitość w trakcie meczu, ale i treningów.

Jest jednak jedna rzecz, w której Kobe nie dorówna Jordanowi. Jest to stworzenie własnej legendy. MJ stał się nią jeszcze w trakcie swojej kariery, przed skończeniem po raz pierwszy kariery, więc w wieku zaledwie 30 lat. Oczywiście pod wieloma względami miał „łatwiej”, bo jego styl gry był czymś zupełnie nowym, był na tamte czasy fenomenem pod względem fizycznym, to on wydatnie pomógł Davidowi Sternowi w marketingowym sukcesie ligi. Dodatkowo zdominował indywidualnie ligę, czego brakuje Bryantowi. To jest to, co zawsze będzie mu wypominane i przez co prawdopodobnie nigdy nie stanie pośród 5 najlepszych graczy w historii koszykówki.

Komentarze

komentarzy