Knicks rozstają się z Donnie Walshem

Donnie Walsh, człowiek który zrobił coś, co wydawało się niemożliwym kończy swoją współpracę z New York Knicks. Poświęcił im trzy ostatnie lata i wyciągnął ich z dołów zarówno sportowych, jak i finansowych.

Z początku Walsh chciał zostać z drużyną, ale w obliczu oferty, jaką dostał od właściciela Knicks, Jamesa Dolana, kilkuletnia współpraca była dla niego niemożliwa do podjęcia: „Pomyślałem tak sam do siebie, że nie wiem czy dam radę dalej tak pracować, czy będę w stanie dalej tak się temu poświęcać, ponieważ robię się coraz starszy, a tą pracę mogę wykonywać tylko w jeden sposób, a jest nim ciągłe parcie naprzód. To jest robota na 24 godziny przez 7 dni w tygodniu, więc muszę być szczery i podziękować.”

Walsh przybył do Nowego Jorku po sezonie 2007-08 i rozpoczął sprzątanie po Isiah Thomasie. Znaczyło to mniej więcej to, że musiał zdecydowanie obniżyć zarobki, w którym drużyna była w samej czołówce wypłat i stanowiła istny raj dla koszykarzy, którzy niekoniecznie chcieli grać, za to chcieli zarabiać jak najwięcej. W końcu to tam swoje prawdziwe kariery kończyli Stephon Marbury i Eddy Curry. W końcu obaj byli bardzo utalentowanymi graczami. Był w tym na tyle skuteczny, że przed tym sezonem mógł sobie pozwolić na zakontraktowanie Amare Stoudemire’a, a lada chwila będą mogli podpisać maksymalną umowę z Carmelo Anthonym.

Jego geniuszu dopełnia fakt, że mimo zdecydowanego obcięcia wydatków na graczy, drużyna zanotowała progres. W końcu w tym sezonie po 10 latach przerwy mieli więcej wygranych niż przegranych, a po 7 latach w końcu wrócili do playoffs. Jednocześnie przywrócił wiarę kibicom w Knicks, a jest to jedna z najbardziej lubianych drużyn, także u nas w kraju.

Przed Dolanem teraz bardzo ważna decyzja, żeby zatrudnić kogoś, kto będzie wstanie kontynuować jego dzieło i przywróci Knicks do czołówki ligi na długie lata. W końcu kibice z Wielkiego Jabłka już się nie mogą doczekać prawdziwej rywalizacji w playoffs. Atmosfera jaką stworzyli przed pierwszym meczem z Boston Celtics była praktycznie taka jak przy okazji finałów NBA w większości innych hal ligi.

Komentarze

komentarzy