Jeden muszkieter to za mało, Cavs na tarczy w Portland

Cleveland Cavaliers przegrali pierwszy mecz podczas swojego wyjazdowego turnee po USA. Kawalerzyści musieli uznać wyższość Portland Trail Blazers, którzy w Rose Garden nie pozostawili złudzeń przyjezdnym wygrywając 98:78. Zadowalającym akcentrm dla fanów Winno-Złotych była postawa Kyrie Irvinga (21 p, 4z, 4a) . W grze dominowali jednak: LaMarcus Aldrige i Wesley Matthews.

Cavs zaczęli dobrze to spotkanie, zdarzało się im nawet prowadzić w tym meczu i nie był to wcale wynik przypadkowy. Wszystko zaczęło się jednak od runu 12-0 na korzyść miejscowych, którzy nie zwykli przegrywać u siebie. Warto dodać, że Kawaleria podczas swojej ostatniej wizyty w tej hali, dostała łomot, który zakończył się na 41-punktowej porażce.

Bezradność graczy Byrona Scotta może pokazać też fakt, że oprócz Irvinga, tylko Omri Casspi i Tristan Thompson zdołali uzyskać zdobycze dwupunktowe. Strasznie dużo było też strat – niechlubnym rekordzistą w tej kategorii był Samardo Samuels.

Zawiodła też największa broń Kawalerii, a więc rzuty zza łuku: 3 celne na 24 próby nikogo nie zwalą z nóg. A gdy nie wpada, nie ma też asyst. Tej nocy mieli ich zaledwie 17.

„To niedopuszczalne. Jeśli nie uda się trafić, przyjmuję to. Ale jeśli niemoc trwa do końca meczu to coś tu jest nie tak” – stwierdził zdenerwowany Scott.

Blazers też nie strzelali szczególnie dobrze, zwłaszcza w pierwszej połowie. Ale silny skrzydłowy LaMarcus Aldridge (28 punktów, osiem zbiórek) i skrzydłowy Wesley Matthews (24 punkty) dostarczyli na tyle argumentów, że wystarczyło to na niemrawych gości z Ohio.

Jednym z nielicznych plusów, jakie udało się dostrzec było też 6,5 minuty, jakie razem spędzili rookies przyjezdnych. Ich współpraca już niebawem powinna owocować znacznie obficiej.

Ich gra dała nawet cień nadziei dziś. Heroiczny run 7-0 Irvinga w trzeciej kwarcie, pozwolił na zniwelowanie przewagi Blazers do 57:54, ale odpowiedź uciekinierem 12-0 zamknęła ostatecznie sprawę.

 

Highlighty: