Impas w rozmowach Stuckey – Pistons
To on miał być łącznikiem pomiędzy starymi, mistrzowskimi Pistons i nowym zespołem, który miał się tworzyć wokół niego. To ze względu na niego bez żalu pożegnano się z Chauncey Billupsem. Wtedy jednak okazało się, że Rodney Stuckey nie potrafi być liderem z prawdziwego zdarzenia i Pistons grali z roku na rok coraz gorzej. Teraz nadszedł czas ważnej decyzji – Stuckey jest wolnym agentem.
Pomimo tych kiepskich wyników oferta, jaką dostał od władz klubu była bardzo atrakcyjna. Bo jak inaczej można nazwać 5-letnią umowę na kwotę między 40, a 45 milionów dolarów? Taką umowę rok temu otrzymał Mike Conley z Memphis Grizzlies, a Stuckey nie czuje się od niego gorszy i uważa, że zasługuje na więcej.
Rok temu gdy kontrakt podpisywał Conley było wokół tego mnóstwo wątpliwości, czy naprawdę zasługuje na taką umowę, czy sobie poradzi z obciążeniem związanym z tak wysoką kwotą? Wszelkie wątpliwości zostały rozwiane w trakcie tegorocznych playoffs, gdzie Conley grał bardzo dobrze.
Przedstawiciele Stuckeya niezadowoleni z oferty rozpoczęli rozmowy z innymi drużynami i chcą przekonać Pistons do oddania go gdzie indziej na zasadzie sign and trade. Jednak władze Pistons nie chcą na to się zgodzić. Mogą jednak nie mieć wyboru jeśli chcą coś mieć z tego zawodnika.
Stuckey ma możliwość przyjęcia jednorocznej, kwalifikacyjnej umowy za 3.87 miliona dolarów. Jeśli tak się stanie, to po sezonie zostanie niezastrzeżonym wolnym agentem, przez co automatycznie będzie mógł się związać z każdą drużyną w NBA.
Kto przełamie impas? Detroit czy Stuckey?










