Iggy nie był szczęśliwy w Sixers
Andre Iguodala jest przeszczęśliwy, że nie ma go już w Philadelphii, bo źle się tam czuł. Doug Collins, jego były już trener ma na ten temat inne zdanie.
Iggy był przez ostatnie lata jednym z najbardziej niedocenianych graczy w NBA. Znajduje się zdecydowanie w czołówce najlepszych obrońców ligi, potrafi zdobywać punkty, a do tego nie jest zawodnikiem grającym egoistycznie. Czego chcieć więcej?
Do bycia gwiazdą, która będzie zarabiała miliony na reklamach i będzie rozpoznawana w mediach potrzebne jest rzucanie ponad 20 punktów na mecz, dobrze jak ktoś Cię nie będzie lubił i jak wywołasz jakiś skandal.
Iguodala o swoich problemach w Philadelphii powiedział dopiero teraz: „Byłem liderem drużyny w asystach. Więc byłem uważany za tego, który stwarza na boisku sytuacje dla innych. Ale gdy drużyna przegrywała mecze, to powodem było to, że nie zdobyłem wystarczającej liczby punktów. Ale gdy wygrywaliśmy, to już wszystko było dobrze, bo Andre świetnie podaje.”
Andre został postawiony w trudnej sytuacji. W 2004 roku został wybrany przez Sixers w drafcie, a gdy z drużyny odszedł Allen Iverson, wszystkie oczy zostały na niego zwrócone. Oczekiwaniom sprostał na tyle, na ile potrafił, ale gra z czasem przestała mu sprawiać przyjemność: „Przez ostatnie dwa lata nie czerpałem już przyjemności z gry w koszykówkę. A ostatni rok, nawet pomimo sukcesów drużyny był dla mnie ciągłym atakiem krytyki każdego dnia.”
Ciekawie wygląda sytuacja z trenerem Sixers Dougiem Collinsem. Obaj panowie mają zupełnie inny punkt widzenia.
Iguodala: „W pierwszym roku pracy Douga nie rzucałem za trzy, bo powiedział, że nie chce, żebym to robił, że nie potrzebujemy takich akcji.”
Collins: „W pierwszym roku poprawiliśmy się o 14 zwycięstw, a Andre został wybrany do drugiego skladu obrońców NBA.”
Iguodala: „W drugim roku powiedziałem mu, że będę rzucał. I co się stało. Trafiałem 38% trójek, byłem w czołowej 25 rzucających za trzy, a według niego nie jestem rzucającym. Wkładasz w coś drużo pracy, a potem ktoś ci mówi: Nie rób tego, nad czym pracowałeś podczas lata.”
Collins: „W drugi roku dotarliśmy do siódmego meczu półfinału konferencji, a on zagrał w meczu gwiazd i zdobył złoto olimpijskie. Więc uważam, że świetnie nam się pracowało.”
Dwa spojrzenia, dwa różne zdania. Obu jednak nie można odmówić racji. Oczywiście przy Collinsie, Iguodala odniósł wiele sukcesów zarówno drużynowych, jak i indywidualnych. Jednak zawodnik musi czuć wsparcie od swojego trenera, a tego najwyraźniej nie miał. Collins z kolei patrzy tylko i wyłącznie z perspektywy wyniku, co już mu kiedyś zarzucano podczas pracy w Chicago Bulls.
Obaj panowie teraz będą mogli spojrzeć na całą sprawę z dystansu. To, jak sobie poradzi Iguodala w Denver i czy Sixers zanotują postęp pokaże kto miał rację. Może się też okazać, że obaj dobrze na tym wyszli. Na pewno warto będzie obejrzeć pierwszy mecz sezonu 31 października między obiema drużynami na parkiecie w Philadelphii.










