Dwight Howard nigdy nie zagra w Heat

Saga pod tytułem „Gdzie zagra w kolejnych latach Dwight Howard” jest jednym z najbardziej chodliwych tematów tego lata. Co chwilę pojawiają się spekulacje, domysły, plotki. Jedne bardziej prawdopodobne, inne całkowicie wyssane z palca.

Jeśli chodzi o to, gdzie mógłby trafić, to dwa kierunki, mianowicie Nowy Jork i Los Angeles wydają się najbardziej prawdopodobne. Sam zawodnik jednak wykluczył jeden cel, mianowicie Miami Heat. Zapytany o to czy tam zagra, odpowiedział krótko: „Nigdy”.

Sam fakt powstania wielkiej trójki w Miami, czyli tuż obok Orlando spowodował, że Howard mocno zadeklarował się w tej sprawie. Najpierw skrytykował sposób, w jaki LeBron James ogłosił swoją decyzję, nabijał się z jego fryzury, a w dodatku przed meczem z Heat naśladował wyrzucanie w powietrze kredy. To pokazuje jasno jaki ma stosunek do Heat.

W ten sposób Superman odcina się od sposobu budowania drużyny, który został zaproponowany przez Pata Riley i będzie chciał, żeby zespół był budowany wokół niego, jako gwiazdy numer 1. Takie budowanie zespołu w sposób oldschoolowy, jak np. w ostatnim sezonie w Dallas Mavericks.

Trudno się temu dziwić, w końcu Dwight uwielbia skupiać uwagę przede wszystkim na sobie, być w centrum uwagi. Dlatego też posiadanie obok siebie drugiej gwiazdy, która mogłaby zabrać mu trochę jego blasku mogłaby nie być aż tak przez niego pożądana. Pytanie tylko czy takie postrzeganie rzeczywistości da mu realną szansę na zdobycie mistrzostwa.

Jeśli stanie się taką gwiazdą, jak był Shaquille O’Neal przy okazji trzech tytułów dla Lakers, to wszystko jest możliwe. Ale do tego musi jeszcze zdecydowanie podnieść swoje umiejętności i jeszcze bardziej zdominować grę. Niby w serii z Hawks grał najlepiej pod względem indywidualnym w całej swojej karierze, ale to nie wystarczyło do awansu choćby do drugiej rundy.

Także z jednej strony na pewno budowanie zespołu wokół niego jest jak najbardziej trafne, ale kluczowym będzie otoczenie go wartościowymi partnerami i moim zdaniem lepszym trenerem. Ale o tym piszę już od dawna, niestety dla kibiców Magic póki trenerem będzie Stan van Gundy ta drużyna nie przebije się wysoko. Chyba, że nagle wymyśli on nowe zagrywki, które spowodują, że Magic nie będą już tak przewidywalną drużyną w ataku, ale w to nie wierzę. Wy pewnie też nie.

Komentarze

komentarzy