Charles Oakley krytykuje New York Knicks

Pamiętacie Charlesa Oakleya? To był jeden z najtwardszych graczy ligowych w całej NBA w latach 90. Nie przejmował się gdy miał naprzeciw siebie wyższych, cięższych i silniejszych graczy. Zawsze grał twardo, będąc symbolem stylu gry New York Knicks w tamtym czasie. W ostatnich dniach bardzo ciekawie się wypowiada na temat obecnych Knicks.

Temat jest mi szczególnie bliski, bo co tu ukrywać, sam kibicowałem tamtym Knicks, zadziornym, grającym brudną, ale jakże twardą koszykówkę. Taka mi najbardziej odpowiada i tego elementu brakuje mi w większości drużyn, a przede wszystkim właśnie w obecnych Knicks.

Oak tak jak był twardy na boisku, tak nie przebiera w słowach również teraz w komentarzach. Najpierw odniósł się do pomysłu Amare Stoudemire’a, który zaproponował graczom stworzenie własnej ligi, niezależnej od NBA. Komentarz był krótki: „On musi najpierw wygrać choć jeden mecz playoffs”. Odnosi się to oczywiście do czasów gry w Knicks, bo wcześniej w Suns Stoudemire grał bardzo wysoko.

To był dopiero początek. Na uroczystym otwarciu jego linii odzieżowej wypowiedział się bardziej szczegółowo na temat Stoudemire’a: „Amare jest dobry, ale na swój sposób. Jest zawodnikiem z zachodniego wybrzeża, który będzie próbował się przestawić na granie w stylu wschodniego wybrzeża. Im dłużej tu będzie grał, tym bardziej będzie go wszystko bolało, bo jak na razie będzie regularnie obijany.” Dokładnie tak się stało, Stoudemire z powodu kontuzji pleców nie mógł grać na swoim poziomie przeciwko Celtics w playoffs.

Oak ma też swoje zdanie na temat filozofii prowadzenia drużyny i taktyki dobieranej przez Mike’a D’Antoni: „Uważam, że jego styl prowadzenia drużyny nie powiedzie się. Ale o tym wszyscy wiedzieli w momencie podpisywania z nim umowy. Kiedy kupujesz Bentleya, wiesz że to nie jest Volkswagen. Także podpisując z nim umowę władze klubu wiedziały na co się piszą. (…) Zawsze daje się komuś szansę na udowodnienie swoich umiejętności. Ale w jego przypadku to już czwarty rok. Miał już dużo czasu. Chodzi o coś więcej niż tylko ustawienie ataku, drużyna potrzebuje dużego gracza w środku. On nie chce grać w ten sposób, a właśnie gra fizyczna przyniesie efekty.”

Skrytykował też managament za to, że nie próbują zatrudniać byłych, zasłużonych graczy w klubie. Oczywiście odniósł się do siebie, ale zwrócił uwagę na prawdziwą legendę klubu – Patricka Ewinga, że dla kogoś takiego jak Ewing powinno być miejsce w zespole, że w jednym rzędzie z nim można stawiać tylko Walta Fraziera i Earla Monroe. Na koniec powiedział krótko o Isiah Thomasie, że z jego pomocą mogliby realnie myśleć o powalczeniu ostatniego lata o LeBrona Jamesa.

Akurat jeśli chodzi o tą ostatnią rzecz, to nie byłbym taki pewny, ale na pewno mi jako wieloletniemu kibicowi Knicks bardziej podobałaby się ta drużyna, gdyby o jej sile stanowili ludzie, którzy grali tam przez 10 lat jak Oakley lub 14 jak Ewing, a nie Thomas, który nigdy nie zagrał w tej drużynie i nie potrafił wyczuć klimatu jaki panuje w tym specyficznym mieście. Może jednak Knicks zmienią trenera, wrócą do starego sposobu grania i wrócą do walki o najwyższe cele w NBA? Nie miałbym nic przeciwko.

A na koniec jeden z moich ulubionych filmów z NBA. Oakley drażniący się z debiutującym w NBA Scottie Pippenem:

Komentarze

komentarzy