Chandler się aklimatyzuje

Echa po przenosinach Wilsona Chandlera do Chin jeszcze długo będą odbijały się po ligowych ścianach. Od niego zaczął się exodus zawodników Nuggets do bractwa z CBA, to on niejako przetarł szlak zgłodniałym gry zawodnikom NBA. Nie wińcie go za to, broń boże. W tej kwestii wchodzimy w sferę instynktu, a gracz koszykówki – prócz pierwotnych – ma tylko jeden, dzięki któremu kobiety doprowadza do płaczu, a mężczyzn wprawia w osłupienie. Dobrze wiecie, jaki to instynkt, nosi różne nazwy, nie można go zaszufladkować, trzeba go pielęgnować.

Chandler przestał tolerować to, co dzieje się aktualnie na froncie NBA i postanowił – nikomu nie przeszkadzając – uciec w nieznane. Od razu po podpisaniu umowy z Zhejiang Guangsha przeniósł się do miasta, by wchłonąć jego kulturę, poznać obyczaje i przywyknąć do społeczeństwa – mimo, że uciśnionego – bardzo szczęśliwego z życia. To żadna apoteoza zdezelowanego chińskiego marksizmu, proszę tak nie myśleć. Chandler, zważając na podejście Chińczyków do Amerykanów, odnajdzie się w nowym otoczeniu prędzej czy później. W odpowiedniej aklimatyzacji pomoże mu również fakt, że jest graczem wysokich lotów i dla Guangsha stanowi szansę jedyną w swoim rodzaju. Jeżeli pokaże swoje serce w grze, nie będzie miał problemów ze zdobywaniem innych: „Po prostu chciałem grać. Nie mogłem czekać na to, co się wydarzy. Chciałem wejść w ten rytm gry” – powiedział.

Jest w Stanach grupa graczy objazdowych, którzy pojawią się niemal na każdym turnieju koszykarskim, nie ważne, czy jest on w Kalifornii, czy na Florydzie. Takie życie odpowiada m.in. Johnowi Wallowi, Kevinowi Durantowi i wielu innym. W dobie braku emocji związanych z NBA jest to półśrodek na zaspokojenie swoich potrzeb. Satysfakcji daje mnóstwo, radości z gry pewnie jeszcze więcej, ale gdzie w tym istota gry zespołowej, opartej na strukturach ekip NBA(pomyślał Chandler)? Zawodnik chciał życiowej stabilizacji, miał dość tego, że czas bezpowrotnie przecieka mu przez palce, potrzebował muzy, jaką jest gra w monolicie. Okazało się, że Chinese Basketball Association dało mu do tego odpowiednie warunki: „Wszystko układa mi się świetnie. Uczę się teraz wielu nowych rzeczy i poznaję tutejszych ludzi. Treningi są bardzo fajne” – dodał.

Na korzyść Chandlera działa także zatrudnienie przez Guangsha byłego asystenta trenera Jeziorowców – Jima Cleamonsa. Chiński basket z dozą amerykańskiej finezji może być całkiem przyjemną dla oka kombinacją: „Cleamons jest świetnym trenerem, sprawia, że wszystko jest tutaj dla mnie łatwiejsze. Jako asystent odnosił niegdyś sukcesy. Myślę, że mogę się od niego wiele nauczyć” – mówi Wilson, który niedawno miał okazję rozmawiać także ze swoim zespołowym kolegą J.R. Smithem, również przyszłym zawodnikiem CBA: „Powiedział mi, że chce grać, więc pewnie czuł się dokładnie tak samo, jak ja. Aktualna sytuacja jest dla mnie bardzo komfortowa. Żyję i gram” – nic dodać, nic ująć.

Komentarze

komentarzy