Bulls nie wierzą w starych dobrych C’s
Starcia pomiędzy wysłużonymi weteranami (nie chcę generalizować panie Rondo), a siłą młodości to zawsze dobra ligowa propozycja. Myślę, że wokół tej rywalizacji nie było tyle samo hype’u, co zazwyczaj, lecz fani obu zespołów z pewnością zacierali ręce, gdyż nade wszystko upatrywali dobrego match-up’u między Derrickiem Rosem i Rajonem Rondo. Celtics rozpoczęli rozgrywki 2011/2012 najgorzej odkąd gra tam Wielka Trójka bądź Czwórka – jak kto woli. Bulls z kolei wydają się być w rytmie z poprzedniego sezonu, bowiem pochwalić mogli się przed tym spotkaniem najlepszym bilansem w lidze i najlepszym startem odkąd we Wietrznym Mieście nie ma Michaela Jordana.
Prowadząc 19-stoma punktami do przerwy Bulls wyglądali, jak przedwcześni zwycięzcy. Na trzecią kwartę goście wyszli z dużą pewnością siebie, co niestety nie zadziałało na ich korzyść. Do połowy rzucali przeszło 50% FG i zatrzymali Boston poniżej 30% FG, albo inaczej – to Celtics zatrzymali sami siebie często nie trafiając otwartych pozycji, możliwości mieli spore. Egzekucja rozpoczęła się zaraz na początku trzeciej kwarty, kiedy rzuciła się w oczy większa mobilność i aktywność zarówno na tablicy bronionej, jak i atakowanej C’s. Byki odrobinę zlekceważyły przeciwnika zostawiając sporo miejsca w mid-range. Następnie gospodarze przeszli do perimetre offense skąd wpadły dwie trójki.
Po drugiej stronie Rose podejmował fatalne decyzje. Będąc w powietrzu nie wiedział, jak wykończyć akcję, toteż odbiło się na jego skuteczności (9/21FG) w całym meczu. Rozciągnięci w obronie, bez koncepcji gry w ataku, Chicago po dwóch minutach czwartej kwarty prowadziło już tylko jednym punktem, mimo 20-punktowej przewagi. TD Garden wróciło do życia. Celtics próbowali za wszelką cenę wykorzystać mis-matche, dlatego zmieniali krycie poprzez pick’n’rolle. Lepsza obrona man-to-man pomogła zatrzymać graczy Bulls indywidualnie, rytm w up-tempo załapał także Rondo, który w końcu był takim play-makerem, jakiego znamy. Tom Thibodeau był już na skraju załamania nerwowego, wziął czas i ustawił zagrywkę, by zatamować krwawienie. Wtedy Bulls postanowili, że nie dadzą sobie wyrwać z rąk tego meczu. Mimo tego, że Celtics zamknęli Bulls w half-court przechodząc do obrony strefowej, goście znaleźli rozwiązane na obwodzie, skąd wpadły dwie trójki z rzędu Derricka Rose’a.
Do przypieczętowania zwycięstwa dołożył swoje trzy grosze także Joakim Noah, który zorganizował sobie na bronionej tablicy block-party, zatrzymując przeciwnika 4-krotnie, w tym raz w bardzo sugestywny sposób Kevina Garnetta. Czwórka i piątka C’s zarazem – była w tym meczu nieobecna aż do połowy trzeciej kwarty. KG trafił 4/11 FG i miał 8 zbiórek, poza tym nie zrobił nic pożytecznego, także w obronie. Luol Deng tymczasem prócz 18 punktów, był tej nocy buforem bezpieczeństwa Bulls pod tablicami, zebrał bowiem 16 zbiórek, co jest jego carrer-high. Ostatni raz Chicago musiało przebrnąć przez zone-defense w meczu przeciwko Hawks. Wówczas przychodziło im to z trudem, tym razem widać było wyciągnięte lekcje z niepowodzenia. Byki grały wyżej i dzięki łapaniu C’s w podwojenia robiliśmy dobry spacing na obwodzie. Następnie decyzja należała do Derricka: penetracja bądź rzut.
MVP ubiegłego sezonu wrócił w tym spotkaniu po kontuzji palca u nogi i miał kilka efektownych akcji. W jutrzejszym meczu Byków z Toronto powinien dostać więcej odpoczynku, bowiem rozegrał dzisiaj niemal całą drugą połowę. Jedno z wielu spotkań, w których lider Byków notuje dobre statystyki, ale jego gra w zarysie wygląda przeciętnie. Głównie po jego rzutach Bulls mieli najwięcej okazji do, tzw. 2nd chance points. 24:14 w tej kategorii na korzyść gości. Zaledwie 8 punktów zagwarantował tego dnia z ławki bench-mob Bulls, lepiej wypadli rezerwowi Celtics, zdobywając 18 punktów, w tym dwie trójki Mickaela Pietrusa z czwartej kwarty.
Dla zespołu z Windy City to back-to-back po jednodniowej przerwie. Wcześniej Bulls zapewnili sobie komplet zwycięstw w trzymeczowej serii. Dla Celtics z kolei jest to trzecia porażka z rzędu. Jutro czeka ich ciężkie starcie na wyjeździe z Pacers. Byki tymczasem w United Center zmierzą się z Raptors.










